Dary św. Mikołaja dla lewicy

Dary św. Mikołaja dla lewicy

Dopóki lewica nie broni prawa jednostek do samostanowienia, zgadza się na wykluczanie i dyskryminację – to nie jest lewicą

Ponieważ żyjemy w kraju wszechwładnej tradycji, pomyślmy: co też św. Mikołaj mógłby przynieść w darze polskiej lewicy? Dzyń, dzyń, oto nadjeżdża saniami i wyjmuje ślicznie zawinięty prezent. Prezent fundamentalny.

Czyli odwagę odróżnienia się od prawicy.

Aby móc zrobić użytek z tego prezentu, lewica musiałaby umieć przemówić własnym językiem, niby bydlątko w noc wigilijną. Na początek musiałaby chcieć być identyfikowana jako lewica właśnie. Jak dotychczas nader często gra w lidze prawicy, choćby przez to, że się nie wyodrębnia, nie szuka różnic. Nacjonalistyczno-katolicka prawica narzuca tożsamość, którą uważa za oczywistą i niedyskutowalną: jest się Polakiem (znaczy to nie-Żydem, nie tym widmowym wrogiem kraju), który ma wizję historii jak z „wieszcza” Sienkiewicza, oraz katolikiem, który jednak jest wyznawcą Kościoła własnej polskości, a nie chrześcijaństwa. (Katolicy refleksyjni są najbardziej szkodliwi). Jest to naród i Kościół w rozumieniu plemiennym. Plemię ma to do siebie, że podporządkowana mu jednostka nie jest w stanie i nie ma prawa samodzielnie określić swojej tożsamości.
Dopóki lewica nie przeciwstawia się tej plemiennej autorytarnej mentalności, nie broni prawa jednostek do samostanowienia, zgadza się na wykluczanie i dyskryminację – to nie jest lewicą. I sama nie ma tożsamości, bo niby jak?
A nie mając tożsamości, nie będzie reagować na świat jak lewica, lecz głównie będzie się starała nie wchodzić w konflikt z plemienną tożsamością, nie widzieć dyskryminacji, nie odbierać zagrożeń. Jest, krótko mówiąc, pośmiewiskiem lewicowości, jest dziwowiskiem z punktu widzenia współczesnej lewicowo-liberalnej wrażliwości. Nie ujmuje się za dyskryminowanymi, nie zapobiega cenzurze polityczno-obyczajowej, kiedy jest już aż nazbyt jasne, że prawica atakuje niezależną sztukę, bo jest to teren, gdzie nadal można stawiać problemy i określać dowolnie swoją tożsamość, na pewno nie w ramach plemiennej lojalności.
W aryjskiej III Rzeszy sztuka awangardy była „żydowską perwersją”, w czasach stalinizmu była piętnowana jako „burżuazyjna degeneracja”. IIII RP ma tu swoje osiągnięcia: niszczenie dzieł sztuki, procesy Nieznalskiej, Huellego, ataki na niezależne teatry, naciski na galerie, wszystko to jest pogromem własnej współczesnej sztuki, prześladowaniem artystów, odbieraniem swobody słowa.

Drugim darem niech będzie dar jasnowidzenia

Dzięki niemu uda się zobaczyć, że Polska nadal leży w Europie i nie jest jednak samotną wyspą w oceanie wrogości. Może uda się dostać jakiś aktualny kalendarz, by sprawdzić datę. Prawica skutecznie ustaliła polski czas na okres od średniowiecza do 20-lecia międzywojennego. Gdy więc mamy już czas i miejsce, można by stworzyć projekt współczesnej Polski. Można tego dokonać, drogie dziecię Lewe, powie św. Mikołaj, za pomocą programu, który nie będzie do pozłoty. Należy w nim, po pierwsze, zarysować granice między interesem Kościoła (powie to, bo to w końcu święty mąż, prawdomówny) a interesem obywateli, bo, jak do tej pory, udało się stworzyć złudzenie, że te interesy są zbieżne. Od 1978 r. były inne powody niż dziś, by tak mniemać, lecz tamta epoka już dogasła. Kościół i kler w Polsce, podobnie jak w krajach islamu, są czynnikiem otwarcie publicznym, oficjalną (ale nadal niekonstytucyjną) siłą polityczną. Jeśli lewica nie będzie działała na rzecz zmiany tego stanu, to powinna jak najszybciej wyprawić sobie pogrzeb (katolicki).
Mogłaby też, już po ustaleniu daty i miejsca, tradycji i współczesności posiąść kolejne punkty programu. Np. należałoby w nim bronić zarówno interesów pracowniczych, jak i interesów mniejszości i jednostek. Trzeba by dostrzegać problemy ekologiczne, rozważyć kwestie globalizacji i racje alterglobalistyczne, swoje miejsce w UE, stanąć po stronie państwa zarówno opiekuńczego socjalnie, jak i broniącego mniejszości, gdyż – czego nigdy dość powtarzać – każdy z nas jest jednoosobową mniejszością. Kto więc czuje się źle traktowany/a w swoim kraju, niech sam/a zważy, jak traktuje inne mniejszości.

Trzeci dar – odzyskanie pamięci historycznej

Prawica sięga do narodowo-katolickiej tradycji bez obaw. Oto mamy w Warszawie rondo gen. Hallera, którego wojska np. po wkroczeniu do Lwowa w 1918 r. dokonały pogromu na Żydach. Jest i rondo Dmowskiego, który krzewił nienawiść, a przez to pośrednio był ideologiem zagłady. Mniej łaskawi historycy powiedzą, że i bezpośrednio. Lecz lewica jakoś nie śmie sięgać do nie najgorszej polskiej lewicowej tradycji. A wszak jest ona starsza i bardziej różnorodna niż tradycja PZPR. Śmiało, bez skrępowania! Zacząć można choćby od przypomnienia sobie tradycji PPS czy SDKPiL. Idee lewicowe miały niegdyś w tym kraju spore wzięcie. Można też skromniej zacząć od obrony gen. Bema. Adam Ostolski z „Krytyki Politycznej” powiada o tym, że gdzieś w Polsce szkoła imienia gen. Bema zapragnęła zmienić patrona. Na kogo, to jasne. Uzasadniono swoje pragnienie tym, że idee Bema („za waszą wolność i naszą”) zdezaktualizowały się, a poza tym Bem pod koniec życia przeszedł na islam. Co stawia go (wobec plemienno-endeckiego wzorca tożsamości) na pozycji zdrajcy. Lewica, ośmieliwszy się używać swojej tradycji, mogłaby zechcieć obronić Bema i pogonić Dmowskiego z ronda i pozycji męża stanu, bo nim nie był.
Lecz oczywiście ze względu na znaczny sceptycyzm co do odwagi, rozsądku i szans istnienia polskiej lewicy wolałabym, żeby Mikołaj pod choinkę położył nam po prostu gotową nowoczesną lewicę.

Autorka jest filozofką, poetką i pisarką (używa literackiego nazwiska Keff), feministką. Prowadzi na tzw. Gender Studies na UW, w Collegium Civitas i na innych uczelniach zajęcia dotyczące mediów, dyskursu publicznego, literatury i filmu.

 

Wydanie: 51-52/2005

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy