Depresja Brytyjczyka

Depresja Brytyjczyka

Zdrowie psychiczne staje się jednym z największych problemów społecznych na Wyspach

Ely College to z pozoru szkoła średnia, jakich w Wielkiej Brytanii mnóstwo. Położona na obrzeżach prawie 15-tysięcznego miasteczka oferuje uczniom całą gamę dodatkowych zajęć, nowoczesne tereny sportowe i spotkania ze znanymi absolwentami. Szare mundurki i dwukolorowe krawaty wybiegających codziennie ze szkolnych budynków dzieci to widok jak z filmu. W dodatku niewielka odległość Ely od Cambridge, a więc sąsiedztwo jednego z najlepszych i najbardziej prestiżowych uniwersytetów, sprawia, że absolwenci liceum nierzadko tam właśnie kontynuują edukację. Jest jednak pewien aspekt owych dodatkowych zajęć, który odróżnia tę szkołę od pozostałych placówek w Wielkiej Brytanii.

W tym miesiącu po raz pierwszy odbędzie się otwarte spotkanie inicjatywy Talking FreEly (Mówiąc swobodnie), podczas którego uczniowie i rodzice będą mogli otwarcie porozmawiać z psychologami i innymi specjalistami o zagrożeniach związanych z depresją i innymi chorobami psychicznymi. Anthony Sigrist, twórca projektu i działacz społeczny, pytany przez lokalne media, czym się kierował przy zakładaniu Talking FreEly, odpowiada bez ogródek: „Uczniowie szkół średnich i studenci studiów pierwszego stopnia to dwie grupy wiekowe, w których przyrost zachorowań na depresję jest zdecydowanie największy w całej Wielkiej Brytanii. Nikt jednak nie bierze tego zagrożenia na poważnie”. Zaraz potem dodaje, że chciałby za pomocą takich projektów jak spotkania w Ely zmieniać nastawienie społeczne do osób cierpiących na choroby psychiczne oraz sposób, w jaki chorzy są postrzegani przez państwo i system opieki zdrowotnej w Wielkiej Brytanii.

Fobie, stresy, lęki

A rzeczywiście jest co zmieniać i czym się martwić. Według najnowszych danych tamtejszej Fundacji na rzecz Zdrowia Psychicznego co szósty Brytyjczyk w wieku 16-75 lat przynajmniej raz w tygodniu cierpi z powodu przypadłości związanych z kondycją psychiczną. Ponad 60% brytyjskiej populacji w wieku produkcyjnym (16-64 lata) zmaga się z regularnymi problemami psychicznymi spowodowanymi stresem i nerwicą. Przeszło jedna trzecia osób z tej grupy walczy z co najmniej jedną fobią, a prawie jedna piąta nastolatków i ponad 40% osób w wieku 35-64 lata ma regularne epizody depresyjne. Nieco ponad 3% całej brytyjskiej populacji to osoby ze zdiagnozowaną depresją, poddane systematycznemu leczeniu. Przeszło 5% miewa regularne ataki paniki. Ofiarą chorób psychicznych częściej padają kobiety (różnica o kilka punktów procentowych w każdej kategorii wiekowej) i mieszkańcy dużych ośrodków miejskich.

Wśród najczęstszych powodów zachorowań badacze wymieniają niepewność na rynku pracy, stresujący tryb życia, brak akceptacji ze strony rodziny i najbliższych, problemy związane z pojawieniem się dziecka, rozwody, ale również obawę o niespełnienie własnych celów i ambicji czy strach przed szeroko rozumianą życiową porażką. Dwa ostatnie czynniki są szczególnie ważne, bo dotyczą przede wszystkim najmłodszych Brytyjczyków.

Badania pokazują, że ok. 10% chłopców i 13% dziewcząt w wieku 11-16 lat ma problemy ze zdrowiem psychicznym. Kłopoty jednak często zaczynają się dużo wcześniej – według różnych szacunków w 30%, a nawet 65% przypadków pierwsze objawy są możliwe do zdiagnozowania już przed ósmym rokiem życia. W kategorii wiekowej 18-23 lata ponad jedna piąta cierpi na różnego rodzaju przypadłości, z reguły związane z depresją bądź będące skutkiem uzależnienia od alkoholu, papierosów czy substancji narkotycznych. Bardzo często pojawiają się również zaburzenia jedzenia – na 100 tys. brytyjskich nastolatków aż 165 to ofiary tego rodzaju schorzeń. Szczytem epidemii jest okres studiów. Jedna trzecia zapisanych na brytyjskie uczelnie przyznaje się do co najmniej sporadycznych ataków paniki, do stresu, leczenia się na nerwicę lub depresję. Co więcej, liczba ta podwoiła się od roku akademickiego 2008/2009, czyli w ciągu mniej niż dekady.

Rozczarowani

Jessica Lawrence, dziś już absolwentka University of Central Lancashire, odczuła na własnej skórze, co to znaczy walczyć z depresją w czasie sesji egzaminacyjnej. Kilka lat temu zdecydowała się opowiedzieć dziennikowi „The Telegraph” o swojej chorobie w czasie studiów. W jej przypadku punktem wyjścia było rozczarowanie samym doświadczeniem uniwersyteckim, a niemal gwoździem do trumny stała się obawa o stan finansów po ukończeniu studiów. Jessica, podobnie jak co roku tysiące młodych ludzi, wprowadzała się do akademika z nadzieją, że czekają ją „najlepsze lata życia”. Zamiast tego było bolesne zderzenie z rzeczywistością. Wśród setek studentów pierwszego roku trudno jej było wyrobić sobie tożsamość. Jak opowiada, stała się anonimowym numerem w uczelnianej statystyce, kimś, kogo profesorowie nie rozpoznawali, dla kogo prowadzący ćwiczenia nie mieli czasu, na kogo chłopcy z uniwersyteckich drużyn nie zwracali uwagi. Do tego dochodził wstyd przed przyznaniem się rodzinie – pomagający jej finansowo rodzice nie chcieliby (według tego, co wówczas sądziła Jessica) słyszeć, że ich córka nie radzi sobie na uczelni z powodu „problemów z nastrojem”, jak do dziś wielu określa depresję. Z pomocą przyszła uczelnia, a dokładniej uniwersytecka poradnia zdrowia psychicznego, zapewniając jej tygodniowe i, co najważniejsze, darmowe spotkania z terapeutą. Dziś, po latach, Jessica Lawrence mówi, że tylko terapia uratowała ją przed targnięciem się na życie.

I choć uniwersytety na Wyspach starają się zapewniać studentom coraz szerszą ofertę opieki również w zakresie chorób psychicznych i szybciej reagować na sygnały o dolegliwościach, wielu młodych ludzi nie udaje się uratować. Około jednej trzeciej studentów przyznaje się do myśli samobójczych. Wskaźniki te są znacząco wyższe zwłaszcza na najbardziej prestiżowych uczelniach, gdzie odczuwa się dużo większą presję związaną z wynikami (i ewentualną porażką). Większa w tych miejscach jest także stygmatyzacja chorób psychicznych.

Dlatego niemal co roku władze takich uczelni jak Oksford, Cambridge czy London School of Economics są oskarżane o zaniżanie statystyk uczniów z depresją czy prób samobójczych, a chorzy studenci bywają odsyłani na leczenie poza uniwersytet. Problem piętnowania i braku należytej opieki dotyczy zresztą nie tylko środowiska akademickiego. Prawie jedna piąta Brytyjczyków i ponad 35% Brytyjek w wieku 16-24 lata przyznaje się do myśli samobójczych. Samobójstwo pozostaje też główną przyczyną śmierci mężczyzn w wieku 20-49 lat oraz kobiet w wieku 20-34 lata. Najdosadniejsza jest chyba statystyka przedstawiona w skali całego kraju: więcej niż raz o odebraniu sobie życia myślała ponad jedna piąta obywateli Wysp Brytyjskich.

Diagnoza przez telefon

Władze przyznają, że nie do końca radzą sobie z tym zjawiskiem. Szwankuje nie tylko świadomość społeczna, ale i sam system leczenia. Fundacja na rzecz Zdrowia Psychicznego raportuje bowiem, że próbę samobójczą podejmuje co piąta osoba oczekująca w kolejce na leczenie u specjalisty. Publiczna służba zdrowia nie jest w stanie zwalczyć epidemii chorób psychicznych – na pewno nie bez wsparcia sektora prywatnego. Dlatego tak wiele nadziei Brytyjczycy pokładają w medycznych start-upach, które próbują nieść pomoc w walce z depresją i innymi dolegliwościami.

Jednym z nich jest Elefant, właściciel aplikacji na smartfony opartej na sztucznej inteligencji. Użytkownik wpisuje swój stan psychiczny i ewentualne symptomy, a w zamian otrzymuje wstępną diagnozę opartą na banku danych medycznych oraz, jeśli trzeba, wskazanie natychmiastowego kontaktu ze specjalistą. Inny start-up, YourMind.co, umożliwia pacjentom natychmiastowe połączenie wideokonferencyjne z dyżurującym terapeutą, z kolei Sanctus to pierwsza cyfrowa „siłownia mentalna”, z bazą tysięcy ćwiczeń pozwalających walczyć z nerwicą, nadmiernym stresem czy atakami paniki.

Jednak żadne, nawet najbardziej zaawansowane technologicznie rozwiązania na telefon komórkowy czy komputer nie położą kresu epidemii problemów psychicznych, jeśli nie zmieni się podejście społeczeństwa do tego tematu – nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale na całym świecie, również w Polsce. Na każdym kroku można się natknąć na stwierdzenia bagatelizujące depresję jako „niechorobę” lub na magiczne sposoby walki z nią: wykłady motywacyjne czy treningi osobowości. Choroby psychiczne jak każde inne wymagają leczenia. Im szybciej to zrozumiemy, tym więcej osób uda się uratować.

Wydanie: 4/2018

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. Uwolniony
    Uwolniony 19 października, 2018, 23:36

    Polecam dobry Ośrodek Terapii Depresji SYMPTOM http://www.terapia-leczenie.pl

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy