Dilma zapowiada powrót

Dilma zapowiada powrót

Usunięcie prezydent Rousseff to uszczerbek dla brazylijskiej demokracji

Brazylijski Senat 61 głosami za i 20 przeciw 31 sierpnia ostatecznie pozbawił urzędu prezydent Dilmę Rousseff, od 12 maja zawieszoną w pełnieniu obowiązków. Oskarżono ją o brak odpowiedzialności fiskalnej, podejmowanie decyzji budżetowych bez konsultacji z parlamentem i ukrywanie złego stanu finansów publicznych w kampanii wyborczej. Chodziło m.in. o zaciągnięte przez rząd bez zgody Kongresu dwa kredyty na sumę 40 mld reali (ok. 12,5 mld dol.) na realizację zapowiedzianych programów socjalnych. Prowadzący to posiedzenie Senatu przewodniczący Najwyższego Trybunału Federalnego Ricardo Lewandowski zadecydował o osobnym głosowaniu w sprawie pozbawienia byłej prezydent praw publicznych na osiem lat. Za było 42 senatorów, 36 – przeciw, trzech wstrzymało się od głosu. Ponieważ do przyjęcia wniosku potrzeba dwóch trzecich głosów, Rousseff zachowała prawa publiczne i będzie mogła ponownie kandydować na urząd prezydenta.

Gdy Dilma usłyszała wynik głosowań w Senacie, zwróciła się do zebranych przed pałacem prezydenckim: „Nie uciekałam od odpowiedzialności, starałam się pomagać biednym i głodnym, walczyć z nierównościami. (…) Nie żegnam się, powrócę tu wkrótce”.

Obrona Dilmy Rousseff odwołała się jeszcze w sprawie impeachmentu do Najwyższego Trybunału Federalnego. Powołano się na niezgodność z konstytucją z 1988 r. dwóch artykułów ustawy z 1950 r., na podstawie których prezydent została pozbawiona urzędu. Zdaniem obrony, według konstytucji otwarcie nowych kredytów nie było przestępstwem.

Skrócenie mandatu nie oznacza śmierci demokracji brazylijskiej, jak to mówiła Rousseff przed Senatem, jest jednak uszczerbkiem dla jej funkcjonowania. Liczni konstytucjonaliści wskazują, że doszło do wyraźnego nadużycia ze strony władzy ustawodawczej w stosunku do władzy wykonawczej. Przeciwnicy polityczni prezydent, na czele z zawieszonym obecnie byłym przewodniczącym Izby Deputowanych Eduardem Cunhą, najpierw podjęli decyzję o jej usunięciu, a potem zaczęli szukać argumentów. Sam Cunha, podobnie jak wielu polityków i członków zarządów 16 największych firm budowlanych, jest oskarżony o korupcję w aferze państwowego koncernu naftowego Petrobras. Od marca 2014 r. prokuratura wszczęła postępowania przeciwko setkom osób i firm. Na ironię zakrawa fakt, że największą ofiarą tej afery jest Rousseff, wobec której nie wysunięto żadnych zarzutów korupcyjnych.

Śledztwa uniknął także Michel Temer, od 12 maja pełniący obowiązki prezydenta, a od 31 sierpnia pełnoprawny prezydent Brazylii. Chociaż to nie on dążył do impeachmentu, w szeregach partii rządzącej nazywany jest zdrajcą, a w społeczeństwie może liczyć na zaledwie 14-procentowe poparcie.

Ten chłodny i nieprzystępny prawnik konstytucjonalista ma jednak romantyczny charakter. W 2013 r. wydał zbiór poezji, sam o sobie mówi, że jako dziewięciolatek obejrzał film o Chopinie i był tak zafascynowany obrazem kropli krwi spadającej na klawiaturę, że poprosił ojca, aby zapisał go na naukę gry na fortepianie.

Choć w wystąpieniu prezydenckim Temer zapowiedział utrzymanie najważniejszych programów socjalnych Luli da Silvy i Dilmy Rousseff, jego rządy oznaczać będą cięcia w wydatkach na opiekę zdrowotną i oświatę, prywatyzację usług publicznych oraz reformę systemu emerytalnego. Priorytetem będzie bowiem załatanie dziur w budżecie i rozwiązanie problemu olbrzymiego zadłużenia stanów wobec federacji, pogłębionego przez organizację piłkarskich mistrzostw świata w 2014 r. i tegorocznej olimpiady. Już teraz Temer oświadczył, że nie będzie kandydował w wyborach powszechnych w 2018 r., a to stwarza mu możliwość podejmowania ryzykownych decyzji.

Rządzący mają nadzieję, że nieznaczna poprawa sytuacji gospodarczej uspokoi nastroje społeczne. Jednak kolejne manifestacje pod hasłem „Precz z Temerem” w dużych ośrodkach świadczą o tym, że najbliższe miesiące w Brazylii mogą być bardzo gorące.


7 września Brazylia obchodziła święto niepodległości. Z tej okazji po defiladzie wojskowej ok. 5 tys. osób przeszło w stolicy w marszu „Krzyk wykluczonych”. Podobne marsze zorganizowano w Sao Paulo, Rio de Janeiro, Fortalezie i innych miastach. Ponadto w Sao Paulo manifestowano przeciw Temerowi i żądano natychmiastowych wyborów prezydenta.

Wydanie: 37/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy