Dla artystów opodatkują elektronikę?

Dla artystów opodatkują elektronikę?

Ministerstwo Kultury przedstawiło projekt ustawy o ubezpieczeniach artysty zawodowego. Rząd chce włączyć twórców w system ubezpieczeń społecznych. Podstawą finansowania ma być opłata reprograficzna, czyli dodatkowy podatek od m.in. telewizorów, komputerów czy tabletów. Czy obywatele oberwą po kieszeni?

Opłata reprograficzna ma być według Ministerstwa Kultury rekompensatą dla artystów za szkody poniesione w wyniku niekontrolowanego kopiowania ich twórczości. Dodatkowo w projekcie ustawy zawarto włączenie zawodowych artystów w system ubezpieczeń społecznych. Każdej osobie, która potwierdzi, że utrzymuje się z działalności artystycznej, będzie przysługiwało wsparcie w okresach braku lub znacznego obniżenia dochodów.

Ministerstwo przedstawiło dane, z których wynika, że w Polsce ok. 67 tys. osób utrzymuje się z działalności artystycznej. Większość z nich znajduje się w trudnej sytuacji materialnej – 60% zarabia poniżej średniej krajowej, a zarobki 30% nie przekraczają progu minimalnego wynagrodzenia. Co ważne, większość artystów musi na dodatek sama się ubezpieczyć i z własnej kieszeni opłacić składki zdrowotne.

Potocznie nazywana „podatkiem od smartfonów” opłata reprograficzna może znacząco wpłynąć na podniesienie cen sprzętu elektronicznego, co potwierdzają producenci. Według specjalistów może to być nawet 600 zł w cenie jednego urządzenia. Wiceminister kultury Wanda Zwinogrodzka w rozmowie z Polską Agencją Prasową przekonywała, że nowy podatek nie obciąży użytkowników: „System nie obciąży podatnika, ma być finansowany z rekompensaty reprograficznej”. Zwinogrodzka zdaje się jednak nie zauważać, że ktoś musi jednak ponieść koszty opłaty reprograficznej i będą to właśnie użytkownicy. Podkreślił to Michał Kanownik ze Związku Cyfrowej Polski: „Po rozszerzeniu opłaty i jej wzroście, ceny będą musiały pójść w górę. Bo inaczej handel elektroniką przestanie być w Polsce opłacalny. A to spowoduje, że ostatecznie konsument odczuje to w swoim portfelu”.

Do tej pory opłata reprograficzna obejmowała kserokopiarki, magnetofony i magnetowidy. Teraz lista urządzeń zostanie znacznie poszerzona. Opłatą w wysokości 4% ceny będą objęte właściwie wszystkie urządzenia z funkcją nagrywania, m.in. komputery stacjonarne, laptopy, telewizory, dekodery a nawet pamięci zewnętrzne, jak pendrive’y. Co ciekawe, w planach nie ma jak na razie opłat za smartfony. Rząd zakłada, że nowelizacja ustawy przyniesie nawet 398 mln zł rocznie.

Zdania co do wprowadzenia opłaty są bardzo rozbieżne. Prawicowy publicysta Łukasz Warzecha skrytykował projekt w swoich mediach społecznościowych: „Projekt podwyższenia opłaty reprograficznej i objęcia nią praktycznie całej elektroniki to jeden z największych skandali w wykonaniu tej władzy. Trzeba przeciw temu protestować ze wszystkich sił”.

Inne zdanie ma scenarzystka Ilona Łepkowska, która w rozmowie z „Money. To się liczy” przekonywała, że opłata reprograficzna jest potrzebna: „Nie tylko my, ale wiele krajów w Europie ma opłatę reprograficzną. Tego typu opłaty są związane z pewnym wyższym celem społecznym”.

fot. Rami Al-zayat/Unsplash

Wydanie:

Kategorie: Z dnia na dzień

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy