Nie dla wszystkich Paryż płonie

Nie dla wszystkich Paryż płonie

Reforma emerytalna stała się symbolem pogardy dla społeczeństwa

Korespondencja z Francji

Protesty we Francji trwają od 16 marca, kiedy to rząd premier Élisabeth Borne przeforsował reformę podnoszącą wiek emerytalny z 62 do 64 lat. Zrobił to bez głosowania w parlamencie, na mocy art. 49.3 konstytucji francuskiej, który na takie zatwierdzenie zmian w ustawie pozwala. Od tego czasu po każdym wystąpieniu rządu, po wywiadzie udzielonym przez prezydenta, po głosowaniu w parlamencie lub jego braku zamieszki gwałtownie przybierają na sile. Ale strajki zaczęły się już w styczniu. Najpierw protestowano przeciw planom reformy, w połowie marca zaś – przeciwko jej wprowadzeniu, postrzeganemu jako zamach na demokrację ze strony władzy wykonawczej, i przeciwko władzy wykonawczej w ogóle.

Obecnie Francja oczekuje na decyzję Rady Konstytucyjnej, która 14 kwietnia ogłosi, czy zmiany wprowadzone w systemie emerytalnym są zgodne z konstytucją.

Przez tydzień rozmawiałam z kilkudziesięcioma osobami, Francuzami, ale też przedstawicielami innych narodowości mieszkającymi tu od kilkunastu lat, ludźmi w różnym wieku: od 20. do 70. roku życia, z pracującymi, emerytami i bezrobotnymi. Z Paryża, Orleanu, Tours, Chartres, Aix-en-Provence, Strasburga i miasteczka w Normandii.

Większość społeczeństwa nie zgadza się z reformą emerytalną rządu (64% według IFOP, międzynarodowej firmy zajmującej się badaniem opinii i rynku). Już 68%, jak podała prywatna telewizja informacyjna BFM TV, chce obalenia obecnego rządu i prezydenta. W ponad 300 miejscowościach, przy wsparciu związków zawodowych, od kilku tygodni ludzie wychodzą na ulice. Pod tym wzburzeniem kryje się wiele innych bolączek, dotyczących służby zdrowia, administracji i organów socjalnych, biurokracji i systemu bankowego, transportu itd.

Frustracja sięga zenitu, zdarza się, że demonstranci wybijają witryny sklepów, niszczą przystanki, rzucają kamieniami. W Bordeaux podpalili wejście do ratusza, w innych miastach przewracają i podpalają kosze na śmieci, hałdy worków z odpadami, samochody. Paryż, Nantes, Bordeaux, Marsylia, Lyon, Lille, Rennes i inne miasta są zdemolowane.

– Policja podczas tych strajków zamiast zapewniać bezpieczeństwo, powoduje zagrożenie – mówi Guillaume, 26-letni absolwent socjologii, kelner w restauracji niedaleko paryskiego placu Bastylii, wokół którego skupia się większość demonstracji.

Dzień po odrzuceniu przez parlament wniosków o wotum nieufności dla rządu idę wieczorem ulicą Orleanu, stutysięcznego miasta uniwersyteckiego w centralnej Francji. Już dawno po strajku, który odbył się rano, ale mijam grupkę na oko 17-latków, którzy uczą się jakiegoś tekstu: – On va décapiter Macron (Zetniemy głowę Macronowi) – śpiewają. – No, powtórz, powtórz wyraźniej: Macron.

Wielce prawdopodobne, że ta młodzież, również demonstrująca przed liceami, w tym przed dawnym liceum prezydenta, nie wie za bardzo, co wyśpiewuje, ale powtarza groźby za dorosłymi. W Nantes protestujący spalili kukłę prezydenta republiki.

Rano na spacerze mój pies szczeka na przypadkowego przechodnia, a ten śmieje się i pyta: – To na Macrona tak się denerwuje?

– Francuzi zachowują się tak, jakby Macron był źródłem wszystkich ich problemów – krzywi się 38-letni Olivier, pracownik służby cywilnej mieszkający w Aix-en-Provence. – Żeby była jasność, ja też nie będę miał specjalnej ulgi i odejdę na emeryturę w 67. roku życia, czyli później niż większość, bo jestem urzędnikiem na kontrakcie, a nie państwowym – uzupełnia. – Jestem oburzony brutalnością policji na manifestacjach. Z kolei strajkujący, w większości ludzie w wieku produkcyjnym, nie chcą zrozumieć, że ta reforma jest konieczna dla nich samych, by system był wydolny. Macron i tak proponuje wersję dużo korzystniejszą dla zwykłych obywateli niż ta w Niemczech (niemiecka emerytura stanowi 38% zarobków, francuska aż 68%, a średnia europejska to 49%). Obecny francuski system emerytalny jest bardzo hojny.

I zarazem nieludzko zbiurokratyzowany. Julius, 67-letni profesor uniwersytetu w Tours, od 18 lat we Francji, Brytyjczyk z pochodzenia: – Czy chciałbym odejść szybciej na emeryturę? Ja chciałbym odejść na nią później! Chcę pracować. Ale mi nie pozwalają. Taki to kraj.

A co sądzi 45-letni ekspedient Nadim, Francuz pochodzenia marokańskiego, z Awinionu? – Pracuję od godz. 8 do 20 codziennie, łącznie z niedzielami. A Francuzi nie przepadają za pracą, robią ciągle przerwy w środku dnia na kawę i obiad, mają wakacje trwające po tydzień-dwa. Za to chętnie dużo mówią i protestują – dziwi się, uwijając przy kolejnych klientach.

Innego zdania jest 44-letnia piekarka Audrey, która sprzedaje mi w Orleanie bagietkę: – Odchodzenie na emeryturę powinno być dla różnych zawodów różne. Wstaję codziennie o godz. 4 rano, mój mąż, by piec chleb – o północy! Nie wyobrażamy sobie tak wstawać, mając po 64 lata. Nasz 14-letni syn za rok zaczyna szkolenie na piekarza. Rozpocznie życie zawodowe wcześniej, więc powinien je wcześniej zakończyć, prawda? Drugi syn, 19-latek, właśnie poszedł na medycynę. Będzie się uczyć przez dziewięć lat, więc życie zawodowe zacznie później, później też powinien je skończyć. System emerytalny powinien zostać elastyczny.

Tyle że zmienia się demografia współczesnych społeczeństw. Ludzi przybywa, zarazem starzejemy się jako społeczeństwo i jednostkowo żyjemy dłużej – a ta prawda krzyżuje się z kontekstem historycznym: epidemią, wojną, kryzysem ekonomicznym, imigracyjnym. Dzisiejszy wiek 64 lata jest tym samym, co 62 lata w 2010 r., za prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego. A te 62 lata Sarkozy’ego tym samym, co 60 lat za prezydenta François Mitterranda w 1983 r. (tak ewoluowały limity wieku emerytalnego w ostatnim 40-leciu).

– Strajkowałam, dopóki chodziło o tę konkretną reformę emerytalną, nie zgadzałam się z nią – komentuje emerytowana pielęgniarka Joanne, lat 66. – Ale teraz już nie strajkuję, gdy chodzi o rzekome niedemokratyczne użycie przez premier Borne i rząd art. 49.3 konstytucji i działanie przeciwko woli ludzi. Przecież Borne i Macron podjęli decyzję właśnie zgodnie z ich wolą. Artykuł ten jest w konstytucji. Użycie go jest w pełni uprawnione. To właśnie też jest demokracja! Czekam na decyzję Rady Konstytucyjnej w tej sprawie.

Dwa ugrupowania: prawicowe Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen i LIOT – szerokie zrzeszenie centrowo-lewicowych parlamentarzystów Francji kontynentalnej i terytoriów zamorskich, złożyły wniosek o wotum nieufności wobec rządu 48 godzin po wystąpieniu premier Borne 16 marca, gdy ta, w obliczu braku większości parlamentarnej pozwalającej na przegłosowanie zmiany wieku emerytalnego, sięgnęła – jak powiedziała – na własną odpowiedzialność rządu po art. 49.3. Choć „49.3” wypisywane jest obecnie na murach, pełnej treści tego artykułu, o ironio, wielu zapytanych nie zna. A brzmi on tak: „Premier może, po rozpatrzeniu przez Radę Ministrów, przejąć odpowiedzialność Rządu przed Zgromadzeniem Narodowym w sprawie głosowania nad ustawą o finansach lub o finansowaniu ubezpieczeń społecznych. (…) Prezes Rady Ministrów może dodatkowo skorzystać z tego trybu dla innego projektu ustawy lub projektu ustawy na sesję”. Te wnioski o wotum nieufności zostały jednak – również demokratycznie – odrzucone przez parlament w głosowaniu 20 marca. By rząd Borne upadł, a wraz z nim kontrowersyjna reforma Macrona – zabrakło dziewięciu głosów poselskich.

– Wcale nie płonie Paryż i jego ulice, naoglądała się pani telewizji – mówi 36-letni Thibault, aktor i nauczyciel ze stolicy. – Owszem, siedzimy w domu po kilka dni, bo strajkujący zablokowali komunikację miejską, ale te strajki to jedyna broń, jaką mają najbardziej poszkodowane grupy zawodowe. Ci, którzy np. zostają śmieciarzami, poświęcają swoje życie. I tylko dlatego decydują się na bycie śmieciarzami, bo wiedzą, że szybko odejdą na emeryturę – a po obecnych przemianach jakie życie ich czeka? Tak, system nie podoła, ale reforma jedynie dlatego jest konieczna, że Macron zarazem zdjął opodatkowanie z bogatych. A dla mnie to logiczne, że ci, którzy zarabiają dużo pieniędzy, kradną. To oni powinni nam płacić na emerytury. A jeśli bogaci uciekną za granicę, by uniknąć podatków, to tym lepiej dla nas; biedni stworzą sprawiedliwszy kraj.

Na pytanie, czy to w porządku, że inne kraje Europy wprowadziły wyższy niż Republika Francuska wiek emerytalny, Thibault odpowiada dumnie: – Być może Francuzi są mniej ulegli niż inne narody. Nas zbudowała rewolucja 1789 r. Francja znaczy wolność.

– Wystarczyłoby podnieść składki wielkim firmom, które mają miliardy rocznych dochodów – zgadza się 42-letni prawnik Bernard z Orleanu. – To prawda, że Francji potrzebna jest równowaga. Francuzi powinni móc decydować. To też jest zapisane w konstytucji: „Władza ludu, poprzez lud i dla ludu” (nie jest – przyp. aut.). Macron jednak to nie rozkapryszony król, który chce decydować, nie słuchając ludu, związków i parlamentu. Jest kamerdynerem Europy, wszyscy jesteśmy Europą, musimy spełniać odgórne dyrektywy europejskie. Te zaś sterowane są przez lobby i koniunkturę ekonomiczną i finansową.

Nie pierwszy raz w prywatnych rozmowach kawiarnianych i na ulicy słyszę albo czytam na transparentach, że Macron jest dyktatorem albo Neronem Paryża. – Owszem, jestem za monarchią, ale Macron nie był wybierany jako monarcha. Był wybierany jako demokratyczny prezydent – podkreśla Pierre z Orleanu, dawniej inżynier, od pół roku emeryt. Poseł Charles de Courson w wywiadzie dla magazynu „Le Point” 17 marca, czyli dzień po zatwierdzeniu reformy przez premier Borne, powiedział: „Król Macron jest nagi”, co miałoby świadczyć nie tylko o rzekomej autorytarności prezydenta, ale i o błędach, w których pogrąża „królestwo”.

– Prezydent nie jest ideologiem – reaguje na to 43-letni filmowiec René. – Francuzi się mylą. Macron nie broni idei, tylko konkretnego projektu naprawczego. Ta reforma, tak naprawdę fundamentalna, była w przeszłości podejmowana przez różne rządy, zarówno lewicowe, jak i prawicowe, i wszystkie spotkały się w tej sprawie z potępieniem społecznym, więc się wycofały. (W rzeczywistości za Sarkozy’ego potępiono zmiany w ustawie emerytalnej, ale już po ich uchwaleniu – przyp. aut.). Macron jako jedyny ma odwagę ją przeprowadzić. Ale chociaż nie zgadzam się ze strajkującymi, bo prawo nie jest po ich stronie, solidaryzuję się z ich rozpaczą, szczególnie już po przegłosowaniu reformy. Rozumiem ich strach o przyszłość ekonomiczną. Ale ja radzę sobie całe życie zupełnie sam. Nie liczę na wsparcie państwa i chcę pracować dużo dłużej, niż stanowi limit. Chcę pracować do końca życia. I może gdyby ci strajkujący doszli do podobnej praktyki, byłoby im łatwiej.

– Chociaż jestem socjalistką, nie biorę udziału w strajkach – zastrzega mieszkająca w Paryżu 37-letnia aktorka i opiekunka dziecięca pochodzenia serbskiego, korzystająca też często z zasiłków socjalnych. – Mam znajomych, którzy strajkują, uwielbiają walczyć z państwem o cokolwiek. A ja jestem bardziej poruszona górami toreb ze śmieciami na ulicach. Śmieci, brud, szczury, potencjalne choroby. Ale tu są strajki co kilka-kilkanaście miesięcy. Nie tylko w sprawie tej reformy! Boję się, że uduszę się gazem łzawiącym, gdy przechodzę ulicami. To moja Francja na co dzień.

50-letnia pielęgniarka Nathalie pracująca w Paryżu mówi smutno: – Nie można wrócić z pracy do domu, blokują miasto, poza tym Czarne Bloki (Black Blocks, bojówki lewicowe) psują cały przekaz manifestujących. Podpalają kosze, robią bałagan i potem mówi się, że to manifestujący go robią. Sama brałam udział w protestach pielęgniarek, ale też zawsze ktoś obok robił burdel, przez co nasze żądania nie były do końca rozpoznane. A teraz i tak brakuje personelu w szpitalu, więc nie wypuszczą mnie z pracy.

– Gniew rośnie. Źle to się skończy. Kilkaset aresztowań i brutalność policji. Kolejne dni i kolejne strajki, w różnych miastach. Oburzenie Francuzów nie gaśnie. Najbardziej poszkodowani są zwykli pracownicy fizyczni. Przy emeryturze od 64. roku życia będą wycieńczeni pracą. Strajki sprawiają, że stoimy po kilka godzin w kolejce na stacji benzynowej. Na autostradzie mijamy na poboczach płonące ciężarówki – opowiada emerytowana 71-letnia nauczycielka i dyrektorka szkoły Marianne, dzieląca życie między Normandię a dolinę Loary. – Już nie strajkuję czynnie, zdrowie mi na to nie pozwala, ale pośrednio tak – kupuję bezpośrednio od producentów.

– Nasz prezydent to taki Robin Hood na odwrót – dorzuca 20-letnia studentka farmacji Caroline ze Strasburga. Agnès, 59-letnia profesor Sorbony w Paryżu: – Nie jestem ekonomistką, nie wiem, czy ta reforma jest naprawdę konieczna, ale stała się symbolem milknącego dialogu i pogardy dla społeczeństwa.

Fot. AFP/East News

Wydanie: 15/2023, 2023

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy