Misja trudna, ale możliwa

Misja trudna, ale możliwa

Szef SPD Sigmar Gabriel może liczyć na fotel kanclerski, ale w sojuszu z Lewicą

Korespondencja z Berlina

Od ostatnich wyborów parlamentarnych w 2013 r. Sigmar Gabriel chyba jeszcze nigdy nie był tak zadowolony jak w ubiegły poniedziałek. Powodów do radości miał we wrześniu co najmniej kilka. Zarówno w Berlinie, jak i w Schwerinie jego partia zajęła pierwsze miejsce. Berlin i Schwerin, podobnie jak Brema i Hamburg, to bastiony socjaldemokratów, którymi pozostaną także wtedy, gdy szef SPD zakończy karierę. Ale na razie jeszcze o tym nie myśli. Po każdym lokalnym zwycięstwie, nawet jeśli okazuje się ono pyrrusowe, wicekanclerz z dumą ogłasza, że został wykonany kolejny krok na drodze po władzę w 2017 r.

Jednak w ubiegły poniedziałek odniósł także osobiste zwycięstwo. Na małej konwencji SPD w Wolfsburgu partia ostatecznie poparła kurs Gabriela w sprawie umowy o wolnym handlu z Kanadą, i to w sposób bardziej spektakularny, niż oczekiwano. Niektórzy sądzą, że silny mandat w tej kwestii utorował mu ostatecznie drogę do Urzędu Kanclerskiego, bo lider SPD pokazał zdolności przywódcze. Odrzucenie CETA przez jego własną partię (na co długo się zanosiło) byłoby dla niego blamażem.

Umowy transatlantyckie z Kanadą i USA są najbardziej zapalną kwestią na lewym skrzydle SPD oraz w negocjacjach koalicyjnych z Zielonymi i Lewicą. – Udało mu się przekonać kolegów, że jeśli zgodzą się na umowę z Kanadą, na pewno będzie bardziej stanowczy w negocjacjach dotyczących TTIP – zauważa Tom Strohschneider, redaktor naczelny dziennika „Neues Deutschland”. Kłopot w tym, że podobne słowa z ust ministra gospodarki padały już w sprawie CETA. Obiecywał, że będzie „stanowczy”, po czym musiał pójść na ustępstwa. Tak Gabriel działa w każdej sprawie – gra na czas, manipuluje skojarzeniami, lawiruje, rozpaczliwie próbuje zostać beneficjentem rozłamu w obozie chadeków, aby na końcu nonszalancko powiedzieć: „A nie mówiłem?”. Topniejące słupki sondażowe każą jednak przypuszczać, że wyborcy to dostrzegli. Wielu zawiedzionych powędrowało do AfD. Można więc powiedzieć, że lokalni politycy SPD wygrywają nie dzięki swojemu szefowi, ale mimo jego potknięć.

Górna granica

Uwadze sympatyków SPD nie umknęło, że w pewnych kwestiach Gabriel regularnie zmienia zdanie. Można zacytować tyle jego sprzecznych wypowiedzi, że wymagałoby to osobnego tekstu. Skoncentrujmy się zatem na kluczowym punkcie, czyli polityce migracyjnej. Szef SPD żongluje określeniem Obergrenze w sposób – oględnie mówiąc – zastanawiający. Zauważywszy, że górna granica liczby uchodźców stała się kością niezgody między Angelą Merkel a szefem CSU Horstem Seehoferem, Gabriel rozpaczliwie usiłuje zająć własne stanowisko. Po ostatnich wyborach w Berlinie premier Bawarii zaostrzył krytykę szefowej rządu, ponawiając postulat ograniczenia liczby imigrantów do 200 tys. rocznie. Tę propozycję Angela Merkel od miesięcy uporczywie odrzuca. Gabriel najpierw stanął po stronie kanclerz. – Nie popieram pomysłu górnej granicy, jest niemądry – przekonywał pod koniec września 2015 r. Lecz im bardziej powiększały się rozbieżności między CDU i CSU, tym częściej prezes SPD zmieniał retorykę. O ile w połowie 2015 r. gorliwie podpisywał się pod Merkelowym „nie”, o tyle w grudniu ub.r. oznajmił: – Nadal odrzucam wszelkie propozycje z Monachium, ewentualna górna granica i tak zostałaby przekroczona.

Po tegorocznych lipcowych zamachach w Ansbach i pod Würzburgiem Gabriel już całkowicie zmienił zdanie. W poprzedzającym wybory w Meklemburgii Sommerinterview zaznaczył: – Nie obędziemy się bez górnej granicy, nie możemy ignorować rosnących zmartwień naszych obywateli.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 39/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy