Jakie, dla zwykłych ludzi, będą skutki dyrektywy o prawach autorskich?

Jakie, dla zwykłych ludzi, będą skutki dyrektywy o prawach autorskich?

Jakie, dla zwykłych ludzi, będą skutki dyrektywy o prawach autorskich?

Dr Alek Tarkowski,
Centrum Cyfrowe
Dyrektywa ma słuszne cele, takie jak poprawa sytuacji twórców. Istnieje jednak ryzyko, że jej stosowanie w niektórych przypadkach będzie skutkowało ograniczeniem swobody wypowiedzi albo wręcz cenzurą. Treści publikowane w serwisach społecznościowych mogą bowiem być blokowane w sposób nieprzejrzysty i niesprawiedliwy. Filtry mogą zablokować korzystanie z treści, na których użycie zezwala prawo autorskie. Jednak przepis o filtrach treści to tylko jeden z elementów dyrektywy, która składa się z kilkunastu części dotyczących także nauki, edukacji, instytucji kultury. Zawiera ona m.in. pakiet regulacji dotyczących tzw. dozwolonego użytku, czyli tego, co wolno robić z treściami. Choć nieidealny, jest on korzystny dla społeczeństwa. Poprawia np. zasady korzystania z danych przez naukowców, nieco polepsza sytuację nauczycieli i edukatorów oraz jasno definiuje obszary, gdzie nie obowiązuje prawo autorskie.

Rafał Górski,
Instytut Spraw Obywatelskich
Dyrektywa to krok w kierunku świata będącego skrzyżowaniem wizji z „Roku 1984”, „Nowego Wspaniałego Świata” i „Matrixa”. Po pierwsze, ograniczy wolność słowa. Roboty będą cenzurowały treści, które obywatele będą chcieli publikować w internecie. Materiały niepoprawne politycznie będą miały mniejsze szanse na ujrzenie światła dziennego. Po drugie, zwiększy się wpływ technologii na zwykłych ludzi. Do wdrożenia dyrektywy w przyszłości zapewne zostanie wykorzystana sztuczna inteligencja. Po trzecie, cenzura prewencyjna w internecie ograniczy obywatelom możliwości buntu. Korporacje i nieformalne grupy interesu zacierają ręce, bo kontrolowanie informacji to władza. Ciekawe, co na to Stanisław Lem. Postawię tezę, że przewraca się w grobie.

Michał Czarnowski,
czytelnik PRZEGLĄDU
Parlament Europejski nie rozpoczął „końca internetu”, nie będziemy płacić „podatków od linków” i nikt nam nie „zbanuje memów”. Wbrew kampaniom dezinformacyjnym uruchomionym przez Google’a, Facebooka i niektórych influencerów celem dyrektywy jest nie cenzura, lecz poprawa losu artystów, wydawców i dziennikarzy. Kontrowersje wzbudził artykuł, który ma przeciwdziałać temu, że duży portal zarabia na treściach znacznie więcej niż ich autorzy. Przenosi on odpowiedzialność za naruszanie praw autorskich z użytkownika na portal. Paradoksalnie grozi to wzmocnieniem monopolu dużych portali, dla których wprowadzenie filtrów treści nie stanowi problemu finansowego, w dodatku wynegocjują z branżami kreatywnymi korzystniejsze dla siebie warunki. Dyrektywa musi jeszcze zostać wdrożona w każdym kraju członkowskim. Na tym etapie wiele obaw może się rozwiać. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób nowe prawo zostanie zinterpretowane i doprecyzowane.

Wydanie: 14/2019

Kategorie: Aktualne, Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy