Dlaczego 70% Polaków uważa, że nie ma wpływu na politykę?

Dlaczego 70% Polaków uważa, że nie ma wpływu na politykę?

PROF. JERZY SZACKI,

socjolog, historyk idei, PAN

Pytanie dotyka wielkiego problemu demokracji. Już Rousseau wspominał, że niedobrze   jest z demokracją, gdy obywatel tylko raz na kilka lat ma coś do powiedzenia. W istocie przeciętny Polak nie ma pod- staw, by mniemać, że w życiu codziennym w sferze polityki coś od niego zależy. W okresie wyborów to przekonanie wcale nie ustępuje, jego pogląd bo- wiem na klasę polityczną jest nadal ogromnie krytyczny. Dla- czego? Z potocznej obserwacji naszej demokracji parlamentarnej wynika, iż nie ma żadnych mechanizmów umożliwiających autentyczną partycypację zwykłych ludzi we władzy. Tęsknimy do innego typu demokracji, ale nikt nam lepsze- go przepisu na nią nie podał.

 

PROF. LESZEK KUBICKI,

prawo karne, b. minister sprawiedliwości

Pogląd ten, z jednej strony, uważam za nieco przesadny, bo wydaje się, że respondenci w ta- kich sondażach nie doceniają znaczenia swoich decyzji wyborczych. Z drugiej jednak strony, ludzie mają świadomość, że deklaracje polityków w czasie kampanii nie są przez ich par- tie traktowane serio. Ugrupowania polityczne prowadzą zwy- kle podwójną grę. W celu uzyskania poparcia składają dale- ko idące obietnice, nieraz bardzo populistyczne, a nawet śmieszne, a po wyborach o tych deklaracjach zapominają i robią to, co nakazuje logika dnia co- dziennego. W tym sensie wpływ aktu wyborczego i samych wyborców na politykę jest bardzo mały.

 

PROF. JADWIGA STANISZKIS,

socjolog, Instytut Studiów Politycznych PAN

Przekonanie to wynika m.in. z faktu, że sami politycy są często bezsilni i jak przyznają publicznie, nie mają wielkiego wpływu na bieg wydarzeń. Powołują się tutaj na wiele przy- czyn, np. korupcję, układy, prawo unijne itd. Wyborcy głosując na tych polityków, rozumieją, że taki wybór niewiele może zmienić, choć moim zdaniem, rzecz jest w woli walki i poziomie kompetencji kandydatów. Inny powód to ordynacja wyborcza proporcjonalna, która sprawia, że mandaty otrzymują liderzy dużych ugrupowań, którzy do- stali nierzadko mniej głosów niż kandydaci cieszący się większym poparciem, ale   znajdujący się na innych listach. Znaczenie aktu wyborczego jest tutaj mało przejrzyste. Gdybyśmy mieli okręgi jednomandatowe, poczucie wpływu na politykę i władzę znacznie by wzrosło.

 

PROF. MARIA SZYSZKOWSKA,

filozofia prawa, senator

Ten pogląd jest zgodny ze stanem rzeczywistym. Nastąpił bardzo wyraźny podział na   tych, którzy mają władzę w swoich rękach, i na resztę społeczeństwa, które jest niezadowolone z polityki   prowadzonej przez rząd. Z tą większością rządzący się nie liczą. W okresie PRL w większym   stopniu liczono się z na- strojami społeczeństwa aniżeli dzisiaj. To stwierdzenie szalenie pesymistyczne, którego źródłem są oczekiwania rozbudzone przez Lecha Wałęsę. On obiecywał czas poprawionego socjalizmu, ale zostaliśmy oszukani, bo „Solidarność” wprowadziła Polskę w stan kapitalizmu. To jest praźródłem obecnych na- strojów społeczeństwa. Nie ma partii, która by całkowicie spełniała oczekiwania większości, choć poszczególne ugrupowania mają swoich zwolenników. Mo- że w największym stopniu czyni to w sferze gospodarczej i socjalnej partia Leppera.

 

PROF. JACEK TITTENBRUN,

socjologia struktury społecznej, UAM

Choć mamy wybory bardziej wolne i reprezentatywne niż np. w Iraku, Afganistanie czy Turkmenistanie, nie zmienia to prze- konania obywateli, iż nie mają wielkiego wpływu na władzę. Te- go rodzaju demokracja ma wadę strukturalną, nie jest w stanie zapewnić tego, co obiecuje. Tej wady nie da się usunąć. Alienacja obywateli od władzy wynika z braku kontroli   społecznej nad władzą. W PRL mieliśmy zjawisko „odrywania się władzy od mas”. Jest paradoksem, że choć ustrój się zmienił i nawet możemy mieć kolejną Rzeczpospolitą, to w kwestii odrywania się władzy od mas nic   się nie zmieniło. Poseł nie jest do niczego zobowiązany, a wyborcy nie mają poczucia więzi. Postulaty jednomandatowych okręgów to pozorne rozwiązanie, bo doprowadzi do „stokłosizmu”, czyli zdominowania wyborów przez takich, którzy sobie potrafią ku- pić cały okręg. Jedyna rada to wprowadzenie tzw. demokracji bezpośredniej, np.   takiej jak w brazylijskim Porto Alegre czy w indyjskim stanie Kerala, gdzie o wszystkich sprawach decydują zgromadzenia obywateli. To nie jest utopia.

 

PROF. ANDRZEJ ZYBERTOWICZ,

socjolog, teoria społeczna, UMK

Poczucie braku wpływu jest racjonalnym przekonaniem i znajduje potwierdzenie w stylu pracy Sejmu, gdyż jakość posłów z kadencji na kadencję spada. Obywatele, którzy chcieli wybrać najlepszych, a w Sejmie widzą słabych, czują się oszukani. Jednym z powodów tego stanu może być ordynacja wyborcza proporcjonalna, która cechuje się tym, że obywatel nie rozumie mechanizmu zamiany głosów na mandat poselski. Gdybyśmy mieli okręgi jednomandatowe, wyborca lepiej pojmowałby związek między aktem głosowania a pojawieniem się kogoś w parlamencie. Ludzie, którzy nie rozumieją maszynerii wyborczej, utwierdzają się tylko w przekonaniu, że nie mają wpływu na politykę.

PROF. ZBIGNIEW NĘCKI,
psychologia zarządzania i komunikacji, UJ

Wpływ człowieka na otoczenie to jedno z trudniejszych pytań. Człowiek ma ograniczone możliwości zmieniania siebie samego, więc tym bardziej nie czuje wpływu na bliskie otoczenie. Mieszkaniem rządzi spółdzielnia, miastem rada i zarząd, a my jesteśmy tylko pionkami. Trzeba wielkiej motywacji, by do lokalnej władzy dotrzeć. Na wizytę u prezydenta trzeba się zapisywać z trzytygodniowym wyprzedzeniem itd. Nasz wpływ na politykę państwa zanika w chmurach kosmosu. Warszawka stała się niemal siedzibą kosmitów czy bóstw, a pojawienie się kogoś takiego na ulicy wywołuje zdumienie. Wieloletnia tradycja utrwaliła pogląd, że władza należy do wybrańców, a nie do wszystkich ludzi. Wybory organizuje się rzadko i w atmosferze podejrzenia o różne manipulacje, co potęguje uczucie bezsilności. Muszą przejść pokolenia, abyśmy się wyzbyli wyuczonej bezsilności.

 

PROF. MAŁGORZATA FUSZARA,
socjologia prawa, UW
Winni temu są sami politycy, którzy nie dotrzymują żadnych przedwyborczych obietnic, nie wywiązują się z programów. Odpada więc podstawowa zasada demokracji, że poprzez oddanie głosów wybieramy pewną politykę. Przekonujemy się, że po wyborach politycy robią to, co wynika z kalkulacji i własnych interesów. W sumie nie wiemy, na co głosujemy, choć mamy nadzieję, że oddając głos na innego niż poprzednio, nastąpi jakaś zmiana. Choć politycy w kampanii próbują podkreślać różnice między sobą, to później zawiązują koalicje i różnice muszą zniknąć, rezygnują z tego, co wcześniej uważali za ważne. To rodzi zniechęcenie, bo choć idziemy do wyborów, wiemy, że oni i tak się porozumieją, choć nie wiadomo na jakich zasadach. Można powiedzieć, że nasz wpływ to wielka fikcja.

Wydanie: 39/2005

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy