Dlaczego człowiek znika bez śladu

Dlaczego człowiek znika bez śladu

Ucieczka bez żadnego sygnału to okrucieństwo wobec bliskich

Adam Cioczek – pisarz i scenarzysta, autor powieści „Zamieć”

Skąd tytuł „Zamieć” nadany powieści o ludziach, którzy zerwali z bliskimi?
– Ten tytuł zaistniał na samym początku powstawania powieści i dobrze oddaje stan ducha ludzi, którzy znikają, a także tych, którzy stracili kogoś bliskiego. W ich życiu powstaje zamieć, czyli zawierucha, w której są strach, obawa, niepewność, wywrócenie życia do góry nogami. To był mój pierwszy pomysł na tytuł, bo wszystko, co było, znika, a życie ogranicza się do poszukiwań.

Dlaczego ludzie znikają bez śladu?
– Przyczyny są różne. Niektórym się wydaje, że powodem są głównie przypadki kryminalne, porwania, zabójstwa, napady, ale to promil zaginięć. Znacznie częściej przyczynami są depresja albo zaburzenia pamięci u osób starszych, które nie wiedzą, jak wrócić do domu. U małoletnich zaś kłótnie z rodzicami czy konflikty w szkole. Około 80% zaginięć po jakimś czasie znajduje szczęśliwy finał. Poważną grupą są odchodzący lub uciekający z własnej woli w wyniku świadomej decyzji. Tutaj motywy bywają różne, np. długi, których uciekający pragnie się pozbyć, co niestety sprawia, że wierzyciele przychodzą do rodzin. Czasem jest to wstyd, że wyjazd do pracy za granicą nie przyniósł oczekiwanych kokosów. Zdarza się, że taki powracający z zagranicy woli wybrać bezdomność. Jeszcze innym powodem jest znalezienie nowego partnera życiowego i unikanie rozmowy z dotychczasowym, gdy człowieka nie stać na to, by uczciwie się pożegnać.

Problemem są zatem w większym stopniu uciekinierzy niż zaginieni.
– Ucieczka powoduje wielki dramat dla poszukujących, którzy nie wiedzą, co się stało, choć jeden telefon mógłby wyjaśnić sprawę. Ucieczka bez dania żadnego sygnału to okrucieństwo. Uruchamia się więc poszukiwania, angażuje wszelkie znane kontakty, wreszcie policję i Fundację Itaka – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych. Ale czasami sprawy się komplikują, a dramat się powiększa. Gdy poszukiwany nie chce podać adresu, policja zachowuje dyskrecję. W świetle prawa organ ścigania nie zdradza rodzinie miejsca pobytu uciekiniera – oczywiście tylko wtedy, gdy jest on osobą pełnoletnią.

Jaka jest skala problemu? Ilu osób się poszukuje?
– W Polsce jest ok. 4 tys. spraw dotąd nierozwiązanych. Statystyki Komendy Głównej Policji pokazują, że każdego roku zaginionych jest ok. 20 tys. ludzi i choć większość się odnajduje, to ci, których nie udaje się odszukać, zawsze są powodem ogromnej tragedii osób bliskich.

I właśnie o tym jest pańska powieść.
– To trzy różne historie. Pierwsza jest zagadką kryminalną, druga ukazuje losy męża zrekonstruowane przez jego żonę, a trzecia jest napisana z perspektywy młodego chłopaka, który uciekł z domu. Każda historia jest oparta na rzeczywistych wydarzeniach z życia osób, które zaginęły, ale często nie było jasne, co się z nimi działo po zniknięciu, więc wiele faktów musiałem stworzyć sam. Na przykład ostatnia opisana ucieczka powstała na podstawie notatki prasowej o chłopaku z dobrego domu, w której nie było słowa o powodach ucieczki. Trzeba było rozwinąć to fabularnie, zdając sobie sprawę, że wkracza się w intymne sprawy rodziny i nie mając praktycznie możliwości, by metodą dokumentalną, reportażową uzupełniać fakty, wkraczać z butami w życie nieszczęśliwych ludzi.

Zapewne zbierając materiał do powieści, zgromadził pan więcej autentycznych przykładów zaginięć i ucieczek z domu.
– W końcowej fazie rozpatrywałem siedem czy osiem takich przypadków, z których wybrałem trzy, a jeszcze w trakcie pisania dowiadywałem się o nowych, ciekawych historiach, co było pewną furtką poszerzającą możliwości rozwoju akcji oraz uprawdopodobnienia tajemnicy ludzkich decyzji. Aby opisywane historie łączyły się w spójną całość, jedną z bohaterek powieści uczyniłem osobę pracującą w fundacji, jest też postać dziennikarki interesującej się problemami zaginionych i ich rodzin.

Czy we wczesnej młodości zdarzały się panu myśli o porzuceniu dotychczasowego życia i ucieczce z domu?
– Sądzę, że jak każdemu, kto miał jakieś drobne problemy szkolne, taka myśl nie była mi obca, ale nigdy nie przybrała ona realnych kształtów. Statystyki pokazują, że wśród młodocianych częściej uciekają dziewczęta, ale w grupie osób dorosłych częściej zdarza się to mężczyznom. Dlaczego tak jest, to już temat do badań.

Z opisanych przez pana sytuacji osób pozostawionych bez wieści o zaginionym wynika, że mniejszym cierpieniem byłaby dla nich wiadomość o śmierci niż wieloletnie czekanie na jakiś sygnał i łudzenie się nadzieją. Czyli w takich dramatach śmierć nie jest najgorsza.
– Można tak powiedzieć. Śledziłem rozmowy i wywiady z osobami, które utraciły bliskich, i to u nich po jakimś czasie pojawiało się takie zdanie: „Wolał(a)bym już wiedzieć, co się stało z moim synem, córką, bo najgorsza jest niepewność”. Takie długotrwałe oczekiwanie na jakąkolwiek wiadomość jest gorsze niż stwierdzenie zgonu. Żałoba po jakimś czasie leczy ogromny ból po stracie. Nadzieja, że bliska osoba może gdzieś żyje, że jednak się odnajdzie, jest niekończącą się torturą.

Z policyjnych analiz wynika, że morderstwa, porwania, napady kończące się śmiercią są marginesem zaginięć. Co więcej, przestępstwa kryminalne związane z porwaniami i żądaniem okupu w ok. 80% są wynikiem jakichś bandyckich porachunków. Czy wszystko jest rejestrowane?
– Na pewno nie wszystkie przypadki są zgłaszane na policję czy do Fundacji Itaka, choćby banalne zaginięcia dzieci w galeriach handlowych. Z tych zgłoszonych policja odnajduje 80-90%, ale około tysiąca osób co roku znika bez śladu. Sprawy są zagadkowe, nie wiadomo, co za nimi się kryje. Najczęściej wiąże się to z problemami psychicznymi albo jest wynikiem własnych decyzji. Generalnie porwań nie wlicza się do kategorii zaginięć, ale jak zakwalifikować np. przypadek niewyjaśnionego zaginięcia dziewczyny z województwa mazowieckiego, która szła z odległego o 200 m od domu przystanku i zniknęła bez śladu?

Działa Fundacja Itaka, a także portal www.szukamywas.pl. Przypadkami zaginięcia interesują się media, nawet portale plotkarskie. Działają prywatni detektywi i jasnowidze. Jak pan ocenia przydatność tej sieci?
– Na forach internetowych skupiających rodziny zaginionych szukałem konkretnych określeń czy terminów używanych przy okazji zaginięć. Np. ghosting oznacza znikanie danej osoby niby ducha, kiedy druga osoba się tego nie spodziewa. Z kolei termin cienie to obiekty poszukiwane, o których już nic konkretnego nie wiemy. Dużo wiedzy wyniosłem z kontaktów z Fundacją Itaka, która m.in. bardzo angażuje się w opiekę nad rodzinami zaginionych, a nie tylko poszukiwanie tych, którzy zniknęli. Problemy, z którymi stykają się porzuceni partnerzy, są dużym wyzwaniem, bo kiedy np. trzeba wyrobić dziecku paszport, potrzebna jest zgoda obojga rodziców, a jednego z nich nie ma. Pojawia się też wiele problemów majątkowych przy sprzedaży nieruchomości, zwłaszcza gdy małżeństwo nie skorzystało z klauzuli rozdzielności majątku. Niezbędna w tych przypadkach jest pomoc prawna, którą fundacja może zapewnić, tak samo jak pomoc psychologiczną.

Czy miałby pan jakieś rady, recepty postępowania, które mogłyby uchronić rodziny przed ucieczką któregoś z jej członków?
– Nie są to żadne odkrycia, ale powszechnie znane sposoby postępowania. Przede wszystkim potrzebna jest rozmowa i uważność, wyczulenie na wszelkie, nawet najmniejsze sygnały świadczące o szykującym się niebezpieczeństwie. Zarówno w kontaktach z dziećmi, jak też z dorosłymi należy otwarcie mówić o konfliktach, a nie zamiatać ich pod dywan, przemilczać. Niedawno uruchomiono w Polsce tzw. Child Alert – ogólnopolskie Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych KGP, który pozwala szybko wspomagać poszukiwania dzieci. Uruchamia się wtedy poszukiwanie „turbo”, informacje o zaginięciu publikowane są w mediach całego kraju na masową skalę.

Ale nie zawsze jest tak różowo. Dorosły uciekający od rodziny potrafi skutecznie się ukryć przed swoją przeszłością, a nawet poprosić policję o dyskrecję. Co wtedy pozostaje? Prywatny detektyw?
– Być może. Sięgając po takie narzędzie, warto jednak angażować nie osoby przypadkowe, ale z dobrymi rekomendacjami. Niestety, osamotnieni, znajdujący się w rozpaczy, nawet bliscy szaleństwa, nierzadko chwytają się ostatniej deski ratunku, proszą o pomoc niesprawdzone osoby albo jasnowidzów.

Nie ma pan zaufania do jasnowidzów?
– Patrzę na nich z przymrużeniem oka. Ich skuteczność mieści się zresztą w granicach błędu statystycznego. Staram się nie oceniać decyzji o skorzystaniu z usług jasnowidza. Rozumiem takie osoby i sam nie wiem, jak bym się zachował w ekstremalnej sytuacji. Fundacja Itaka nie zachęca do wyboru takiej ścieżki, ale też nie zabrania, zostawia decyzję rodzinom.

Czy wszyscy jesteśmy trochę winni, że ludzie giną bez śladu?
– Z tym nie mogę się zgodzić. Każdą historię trzeba rozpatrywać indywidualnie, a wystrzegać się generalizowania. To są zbyt delikatne i tragiczne sprawy, by wyciągać ogólne wnioski.


Adam Cioczek jest scenarzystą m.in. serialu „Ojciec Mateusz”. Pracował także przy scenariuszach seriali „Samo życie”, „Pierwsza miłość” czy „Malanowski i partnerzy”. W 2014 r. ukazała się jego debiutancka powieść kryminalna „Koniec gry”.


Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 20/2019

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy