Dlaczego PiS dogania Platformę?

Dlaczego PiS dogania Platformę?

Prof. Jadwiga Staniszkis,
socjolog, Instytut Studiów Politycznych PAN

Sprawa jest skomplikowana. Poparcie dla Platformy spada z wielu względów. Coś, co początkowo podobało się wyborcom tej partii, a więc brak działań i wyraźnej inicjatywy, w obliczu wyzwań, jakich wymaga nasze państwo, stało się zabójcze – i wyborcy to dostrzegli. Zresztą dołożyły się do tego ubezwłasnowolnione media, w których interesy obcego kapitału są aż nazbyt wyraźnie reprezentowane. Wiadomo, że Agora, TVN i Polsat jako spółki giełdowe tylko stracą na pomniejszeniu roli OFE, więc podejmują działania interesowne. Także autorytet znanych ekonomistów, prof. Leszka Balcerowicza i prof. Krzysztofa Rybińskiego, broniących tej koncepcji, działa w krótkim horyzoncie czasowym na niekorzyść PO. Do tej pory wyborców przywiązywał do Platformy strach przed PiS, ale dziś on nieco zmalał, za to wyrzuca się rządowi bierną postawę w kwestii katastrofy smoleńskiej, a fakt, że nie skorzystał on z konsultacji prawników, że w dużej mierze zdał się na decyzje strony rosyjskiej, odebrał mu część zwolenników. Z kolei poprawę notowań PiS mogła przynieść pewna zmiana retoryki prezesa Kaczyńskiego i fakt, że jednak ma on cechy charyzmatycznego przywódcy. Jego konkurenci natomiast tracą energię na kontrowersje na linii Tusk-Schetyna, które żadnej sprawy nie pchają do przodu. Powstanie PJN też paradoksalnie, częściowo dzięki mediom, przyniosło osłabienie Platformy Obywatelskiej, a nie PiS. To wszystko razem wzięte sprawia, że poparcie dla PO spada.

Prof. Wojciech Łukowski,
socjologia polityki, UW

Według sondaży chyba rzeczywiście dogania. Prawdopodobnie jest to objawem nie tyle przepływu elektoratu z PO do PiS, ile przynajmniej zawieszenia części głosów w sondażach. Wyborcy, którzy jeszcze niedawno popierali Platformę, teraz nie deklarują już poparcia dla tej partii, bo nieco się nią rozczarowali, co jednak nie oznacza wcale, że zrezygnowali z rzeczywistego głosowania na to ugrupowanie. To zawieszenie może się stać nawet pewnego rodzaju motywacją, aby w chwili wyborów powrócić do pierwotnych preferencji, gdy zagrożenie PiS okaże się zbyt duże. Obecny przepływ słupków poparcia nie oznacza więc, że głosy odpływają od PO i wpływają do PiS. W ostatecznym rachunku wynik wyborczy może być korzystny dla Platformy. Nie znaczy to, że owa mobilizacja sprawi, iż poparcie poszybuje do 90%. Ale na wynik 30-, 36-procentowy partia Tuska może chyba liczyć.

Prof. Jacek Wódz,
socjologia, UŚ

W jakimś sensie Platforma się opatrzyła, przestała być siłą, która wzbudza zaufanie. Poza tym staje się oczywiste, że PO nie buduje jasnych wizji przyszłości, i z tego powodu odpadają jej częściowo ludzie młodzi. Również retoryka PiS nieznacznie złagodniała, co oznacza, iż jego liderzy zrozumieli, że na zbytniej gwałtowności niewiele zyskają, zwłaszcza u młodszej części elektoratu. PO zaczęła grzęznąć w konfliktach wewnętrznych, a to z kolei oznacza, że ludzie już nie postrzegają tej partii jako „drużyny Tuska”. Nie można też lekceważyć grania na emocjach patriotycznych, bo w ogóle nie należy bagatelizować emocji w polityce. Prawo i Sprawiedliwość, któremu nie wróżono wielkiego sukcesu, wykazało w trudnych warunkach siłę przetrwania, a to budzi uznanie. Istotna jest także rola, jaką odegra tzw. płynny elektorat PO. Platforma nie ma właściwie twardego elektoratu, na który może liczyć w każdej sytuacji. Teraz widać, że część jej elektoratu przechodzi do SLD, część może do PJN. To wynika z faktu, że PO jest trochę „babo-rybą”, niby obywatelska, ale czasami antyobywatelska, niby liberalna, ale czasami antyliberalna. Babo-ryba to taka syrenka, popatrzeć można, ale niczego się z nią na dłuższą metę nie załatwi.

Dr Anna Pacześniak,
nauki polityczne, Uniwersytet Wrocławski

Władza się zużywa. Czwarty rok w koalicji z PSL – późno, bo późno, ale PO zaczyna tracić. Z wywiadów Donalda Tuska wiemy, że uważa on wartości i ideologie za mało ważne w polityce. Tymczasem PiS ma wizję i ideologię, wciąż odwołuje się do wartości, a ludzie tego potrzebują. PO stała się partią od łatania dziur i gaszenia pożarów. Teraz 10 kwietnia obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej podniosą nieco emocje patriotyczne i PO trochę straci, ale pewnie nie na długo. Wybory przypadną na korzystny dla Platformy moment polskiej prezydencji w UE. Wtedy będzie więcej powodów do dumy, o Polsce będzie się mówić w świecie, tutaj będą przyjeżdżać głowy państw europejskich, i jeśli PO potrafi to wykorzystać, poparcie dla niej może sięgnąć i 50%. Teraz ludzie daliby jeszcze Platformie nauczkę za te fatalne pociągi i słabe granie z Rosją, ale za kilka miesięcy może być inaczej. Strach przed PiS wywołany mniejszą różnicą w sondażach doda się do uczucia satysfakcji z pozycji kraju, którą będzie się przypisywać rządowi Platformy. Mam nadzieję, że wtedy nie tylko PO zyska, ale także SLD lepiej zaakcentuje własną liberalno-lewicową wizję rozwoju Polski i przełamie dwubiegunowy model sceny politycznej.

 

Wydanie: 11/2011

Kategorie: Kraj, Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy