Dlaczego tak późno?

Dlaczego tak późno?

Wieś Rytel, która najbardziej ucierpiała w wyniku nawałnicy, na pomoc wojska czekała cztery dni

„Nie widziałem w mediach wyeksponowanych ostrzeżeń. Gdybym się nie interesował meteorologią, nie usunąłbym nawet przedmiotów z balkonu. Duża wtopa lokalnych mediów. (…) Uważam, że media zawiodły i na przyszłość powinny poważniej traktować tego typu ostrzeżenia.(…) O takich zjawiskach i wydanych komunikatach lokalne stacje i portale powinny ostrzegać na czerwonym pasku!”, pisze internauta o nicku Czyt na portalu www.dziennikbaltycki.pl.

Nawałnicę, która w nocy z piątku na sobotę (11-12 sierpnia) dokonała spustoszeń na Pomorzu, dało się przewidzieć. W piątek około godziny 14.00 Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenie drugiego stopnia dla województwa pomorskiego: „Prognozuje się wystąpienie burz z opadami deszczu od 25 mm do 40 mm, lokalnie do 50 mm oraz porywami wiatru do 100 km/godz. Lokalnie grad. Najintensywniejsze zjawiska powinny występować w pierwszej części nocy. Strefa burz przemieszczać się będzie z zachodu na wschód województwa”. Komentarzy dotyczących możliwości przygotowania mieszkańców na wypadek silnych burz jest w internecie wiele.

Niespełna pół godziny

Wskutek nawałnic śmierć poniosło sześć osób, w tym dwie harcerki z obozu w Suszku, zniszczone zostały tysiące domów i budynków gospodarczych, ogromne połacie lasu, setki kilometrów linii energetycznych. Największe straty odnotowano w województwach kujawsko-pomorskim i pomorskim. Symbolem kataklizmu stała się położona w sercu Borów Tucholskich wieś Rytel, jedno z ulubionych miejsc turystów.

– Nawałnica trwała niespełna 20 minut, a zniszczyła wszystko. Bardzo dużo domów w Rytlu i okolicach jest uszkodzonych. Widziałam zerwane dachy, zawalone całe piętra, kilka domów doszczętnie zniszczonych. Nie ma ani jednego drzewa, wszystkie są połamane, wyrwane z korzeniami. Nasza okolica słynęła z przepięknych lasów, pełnych grzybów i jagód, teraz nie ma nic – mówi mieszkanka Rytla. W sołectwie Rytel było 9 tys. ha lasów, kataklizm zniszczył 8 tys. ha.

Maciej Eckardt, były wicemarszałek województwa kujawsko-pomorskiego, dotarł do Rytla następnego dnia po nawałnicy. – Mieszka tam rodzina mojej żony. Jechałem z duszą na ramieniu, bo nie działały telefony komórkowe ani stacjonarne – opowiada. – Mijając zwalone drzewa, widząc ich powykręcane kikuty, miałem przed oczami najgorsze obrazy. Na szczęście w Rytlu nie było ofiar. To był naprawdę jakiś cud – dodaje.

Strażacy zaczęli działać już w nocy. Tak samo sołtys Rytla Łukasz Ossowski, który stał się już lokalnym bohaterem. Ossowski wraz z mieszkańcami zorganizowali na własną rękę sztab kryzysowy. W Ośrodku Kultury w Rytlu uruchomiono punkt pomocy i koordynowania wolontariuszy – chętni do pomocy przyjeżdżają z całego regionu, jest ich ponad tysiąc. Dyrektor ośrodka kultury Małgorzata Kowalewska-Remisz mówiła lokalnemu radiu Weekend: – Przyjeżdżają ludzie z Chojnic, Tucholi, nawet z Gdańska, jest mnóstwo ludzi, którzy przynoszą wszystko, czego potrzeba. A potrzeba podstawowych rzeczy – worków na śmieci, ubrań, butów, pił do cięcia drewna, benzyny, kubeczków jednorazowych.

Sąsiad sąsiadowi

Sołtys Ossowski od pierwszych chwil po nawałnicy publikuje posty na profilu Sołectwo Rytel na Facebooku, na bieżąco zdając relację z przebiegu prac, prosząc o wsparcie i aktualizując, co jest w danej chwili potrzebne. Podał swój numer telefonu, pod który można dzwonić i pytać, czego potrzeba. Zadzwoniłam, odebrał ktoś inny, bo sołtys był akurat na spotkaniu dotyczącym dalszych działań. Swoimi działaniami wyprzedził władze wyższego szczebla i wojsko.

Premier Szydło w sobotę wzięła udział w posiedzeniu Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego w Gdańsku. – W związku z tym, co się wydarzyło w ciągu ostatniej doby w kilku województwach, (…) chcę złożyć przede wszystkim kondolencje rodzinom ofiar, które zginęły w ostatniej nocy podczas tych nawałnic. To jest naprawdę rzecz przerażająca, smutna, wielka tragedia, szczególnie dlatego, że zginęły też dzieci – mówiła po spotkaniu premier Beata Szydło. W Gdańsku obecny był też wojewoda Dariusz Drelich.

W niedzielę, 13 sierpnia, odbyło się spotkanie mieszkańców Rytla i okolicznych miejscowości, zorganizowane przez sołtysa Ossowskiego. Jeszcze wtedy mieszkańcy mieli nadzieję, że region zostanie uznany za obszar dotknięty klęską żywiołową. Gdyby zrobiono to od razu, na miejscu szybciej pojawiłoby się wojsko. Ogłoszenie stanu klęski żywiołowej pozwoliłoby na szybsze usunięcie skutków nawałnicy, ponieważ działania pomocowe służb byłyby lepiej skoordynowane, byłoby więcej środków, można by było skierować do pracy więcej ludzi. Organy centralne miałyby możliwość zawieszenia działalności określonych przedsiębiorstw, wprowadzenia reglamentacji zaopatrzenia w określone artykuły, np. budowlane, które najpierw mogliby kupić poszkodowani przez kataklizm, można byłoby wprowadzić okresowy zakaz podwyższania cen. Ustawa z 18 kwietnia 2002 r. o stanie klęski żywiołowej mówi: „Rada Ministrów, w drodze rozporządzenia, może wprowadzić stan klęski żywiołowej z własnej inicjatywy lub na wniosek właściwego wojewody”. Wojewoda Drelich z takim wnioskiem się nie zwrócił, a rząd miał weekend.

Portal chojnice.com podawał, że na niedzielnym spotkaniu pojawiła się informacja, że 12 sierpnia, około godziny 1.00 w nocy podczas akcji ratunkowej w obozie harcerskim w Suszku ktoś z prowadzących akcję dodzwonił się do Warszawy. Miał zasugerować, że w Rytlu i okolicach potrzebna jest pomoc wojska, i usłyszał, że nie ma takiej potrzeby. – Dramat wydarzył się w piątek późnym wieczorem, a więc przed weekendem, i to długim ze względu na święto państwowe. W weekend, jak wiadomo, państwo działa u nas marnie. I to się potwierdziło – podkreśla Eckardt. Chociaż w mediach było głośno o nawałnicach, chyba nikt nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo ucierpieli mieszkańcy terenów dotkniętych zniszczeniami. – Mieszkańcy, totalnie osamotnieni, razem ze strażakami (oni zawsze są na pierwszej linii) rozpoczęli dramatyczną walkę z czasem, by przez niewyobrażalne zwały drzew przedrzeć się do dalszych osad w sołectwie. Wszystko bez prądu, łączności, z kończącym się paliwem (stacje benzynowe przecież nie działały). Dosłownie horror… – relacjonuje Eckardt.

Gdzie wojsko?

W poniedziałek, trzy dni po nawałnicach, do Rytla przyjechał wicewojewoda pomorski Mariusz Łuczyk. Sołtys Ossowski chciał z nim porozmawiać. – Przyjechał do mnie do domu, a u mnie akurat nie ma zniszczeń – mówił Ossowski dla „Gazety Pomorskiej”. – Powiedział jeszcze, że wcale w Rytlu dużych zniszczeń nie widzi, a potem nie miał już dla mnie czasu, bo występował przed kamerami Telewizji Polskiej. Kiedy go jeszcze poprosiłem o rozmowę, usłyszałem, że musi jechać do Chojnic na zebranie sztabu kryzysowego w powiecie. Dopiero w poniedziałek po południu wojewoda Drelich zwrócił się do Ministerstwa Obrony Narodowej o pomoc wojska. Na Twitterze wiceminister obrony Michał Dworczyk tłumaczy, że zgodnie z ustawą, MON może podjąć decyzję o wysłaniu wojska tylko na wniosek wojewody. Dworczyk napisał: „Od wniosku w ciągu pięciu godzin wojsko było na miejscu”.

Tego samego dnia na oficjalnym Twitterze MSWiA został opublikowany wpis: „Minister Mariusz Błaszczak podjął decyzję o przyznaniu pieniędzy rodzinom poszkodowanych w nawałnicach. Łączna kwota, która będzie wypłacona to 30 818 900 zł. Środki trafią do 6097 rodzin”. Osoby poszkodowane w wyniku nawałnic mogą zgłaszać się po zasiłek w wysokości do 6 tys. zł, który nie będzie rozliczany. Mogą również otrzymać pomoc w wysokości do 20 tys. na remonty domów – rozliczane na podstawie faktur i oświadczeń, bez opinii rzeczoznawcy. Opinia ta będzie wymagana w przypadku ubiegania się o wyższą pomoc na prace remontowe – w wysokości do 100 tys. zł.
Jeszcze w czwartek, 18 sierpnia, bez prądu pozostawało ok. 5 tys. domostw, najwięcej na Pomorzu. W gminie Dziemiany (ok. 40 km od Rytla) przywracanie zasilania miało potrwać nawet do 20 sierpnia.

Wojewoda klęski nie widzi

Dopiero we wtorek do Rytla przyjechał wojewoda Dariusz Drelich. Na miejscu spotkał się z dziennikarzami. Stwierdził, że nie ma potrzeby ogłaszania stanu klęski żywiołowej, a pomoc związana ze szkodami w uprawach będzie przydzielana w normalnym trybie.

Późnym wieczorem, po uroczystościach w okazji Święta Wojska Polskiego, do Rytla dotarła też premier Szydło, która pochwaliła skoordynowane działanie mieszkańców i strażaków, ale potwierdziła, że ogłoszenia stanu klęski żywiołowej nie będzie. Nie obeszło się bez konferencji prasowej. – Oczekuję, że samorządowcy będą zgłaszać to, czego oczekują. W tej chwili jest pełne zabezpieczenie do prowadzenia akcji; wszyscy musimy zdawać sobie sprawę, że usuwanie skutków tej tragedii to jest kwestia miesięcy, a nawet lat – mówiła szefowa rządu.

Tego dnia na pomoc mieszkańcom przybyło również wojsko – po czterech dniach usilnych próśb sołtysa. – Trudno powiedzieć, że przybycie wojska to ulga, bo czekaliśmy na to od sobotniego poranka. Nie wyobrażaliśmy sobie, jak można sobie poradzić z tym wszystkim bez pomocy, rzeka zaczynała wylewać, wszyscy bali się o tamę – mówił sołtys Ossowski na antenie lokalnego radia Weekend. – Było nam przykro, że przez trzy dni czekaliśmy na wsparcie wojska, bo dla takiego wsparcia nie było odgórnej zgody – mówi jeden z mieszkańców dla TVN24. W oficjalnym komunikacie MON pisze: „Minister obrony narodowej niezwłocznie podejmuje decyzje, które wiążą się z udzieleniem pomocy przez wojsko”. Tymczasem sołtys prosił o pomoc wojska już w nocy z piątku na sobotę. Jednak ustawa z 24 kwietnia 2007 r. o zarządzaniu kryzysowym mówi jasno o konieczności złożenia wniosku przez wojewodę. „Jeżeli w sytuacji kryzysowej użycie innych sił i środków jest niemożliwe lub może okazać się niewystarczające, o ile inne przepisy nie stanowią inaczej, Minister Obrony Narodowej, na wniosek wojewody, może przekazać do jego dyspozycji pododdziały lub oddziały Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, wraz ze skierowaniem ich do wykonywania zadań z zakresu zarządzania kryzysowego”. Ale wojewoda Drelich wtedy o pomoc wojska się nie zwrócił.

Internauci na działaniach rządu nie zostawiają suchej nitki. Pod artykułem o wizycie w Rytlu premier Szydło na portalu TVN24 osoba o nicku SEBBAX pisze: „Szkoda, że nie później… Pomoc najbardziej była potrzebna w chwili, gdy wydarzyła się katastrofa – by dostać się do poszkodowanych, liczyła się każda para rąk do pracy – ale wojsko, czyli rząd, miało obywateli gdzieś… Premier dopiero po czterech dniach udała się na miejsce – jedna wielka porażka…”. ZUZA_31 komentuje: „Pani premier odpoczęła, najadła się, napiła, spędziła miło czas w przyjemnych warunkach i dopiero teraz łaskawie pojawi się wśród poszkodowanych, którzy przeżywają życiowe dramaty. Brawo, pani premier!”.

Zamiatanie liści

– Władze zareagowały zdecydowanie za późno. Wojsko, którym tak się szczycimy, powinno znaleźć się wśród mieszkańców szybciej. To zresztą zostało poruszone na zebraniu, które zwołał sołtys. Ludzie byli rozgoryczeni postawą władz – komentuje Eckardt. – Świetnie spisały się media. Dzięki nim cała Polska i nie tylko, mogła zobaczyć bezmiar tego dramatu. To nam pomogło. Bardzo szybko zaczęła płynąć pomoc. Staraliśmy się także informować w internecie o tym, co się dzieje. Na tyle, na ile był czas i możliwości, przy zanikającej łączności, staraliśmy się robić to na bieżąco. Nigdzie przecież nie było prądu. Mieszkańcy dali radę. Strażacy dali radę. Ludzie dobrej woli dali radę. A czy władze dały radę? – pyta retorycznie.

– Kilka razy od starszych ludzi usłyszałam, że nawet w czasie wojny wieś nie poniosła takich strat – mówi mieszkanka. – Drzewa zawaliły się też na rzekę Brdę i Wielki Kanał Brdy. Rzeka zaczęła wylewać, bo nurt jest zaburzony i jest zagrożenie, że zostanie przerwana tama w zaporze Mylof. Wielki Kanał Brdy powoli wysycha. Teraz trwa usuwanie drzew z rzeki i kanału. Ochotników do pomocy jest wielu, ale nadal brakuje pilarzy i wielu sprzętów do pracy – dodaje. Do czwartku prąd miała malutka część Rytla, w piątek już większa część wsi, ale w dalszym ciągu nie wszyscy. – Ludzie używali agregatów, jeśli oczywiście je posiadali, i niektórzy robią to nadal. Reszta przyświeca sobie świeczkami, a gotuje na kuchenkach gazowych – opowiada mieszkanka. Sołtys w swoich postach prosi zarówno o agregaty, jak i o benzynę. We wtorek wysłał wiadomość do sieci Lotos z prośbą o zapas paliwa. Jeszcze tego samego dnia firma zgodziła się udostępnić sołtysowi za darmo paliwo z dwóch stacji – w Złotowie koło Czerska i w Chojnicach oddalonych od Rytla o 15 km. Wojewoda Drelich natomiast w rozmowie z dziennikarzem „Faktów” TVN uparcie twierdzi, że pomoc wojska konieczna nie była. – Do zbierania gałęzi, do zamiatania liści nie będziemy wzywać wojska – tłumaczył. Minister spraw wewnętrznych i administracji stwierdził w czwartek, że wojewoda powinien więcej robić, a mniej mówić, natomiast na wyciągnięcie konsekwencji personalnych będzie czas po zakończeniu akcji.


Solidarni z Rytlem

Wpłaty krajowe
Stowarzyszenie na rzecz Dzieci i Młodzieży
Rytla i Okolic – „Naszym Dzieciom”
(KRS: 0000306310, NIP: 5552085540)
Bank Spółdzielczy w Czersku
Nr konta: 30 8147 0002 0008 1953 2000 0010
Koniecznie z dopiskiem „NAWAŁNICA”.

Wpłaty z zagranicy
SWIFT: GBWCPLPP
Bank Spółdzielczy w Czersku
Nr konta: PL30 8147 0002 0008 1953 2000 0010
Ważne! Przed numerem konta musi być symbol PL.

Wydanie: 34/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy