Do dna

Do dna

Wskoczył do wody po piwie. Już nie wypłynął

Taki był upał, że po południu Krzysztof wybrał się z dwoma kolegami z sąsiedniej wsi nad zalew. Znali się od dziecka. Często razem jeździli pod namiot niebieskim maluchem Darka. Teraz też zapakowali się do samochodu. Mieli ze sobą kilka butelek piwa. Na taki niby kawalerski wieczór. Brat Darka miał w zbliżającą się sobotę ślub, a Darek był starszym drużbą.
– Mieliśmy już się zbierać, ale Krzysiek uparł się, że jeszcze raz da nura do wody. Jak poszedł, tak zniknął – opowiada Dariusz Ch.
– Początkowo nikt z nas się tym nie przejmował. Każdy przecież wskakiwał do wody, żeby się ochłodzić.
Ale po godzinie, może dwóch, któryś z nich poszedł na brzeg rozejrzeć się, co z tym Krzyśkiem. Myśleli, że spotkał jakieś panny i „zabarłożył”. Tymczasem na brzegu znaleźli jego legitymację, książeczkę wojskową i ubranie.
Coraz bardziej zaniepokojeni młodzi mężczyźni przypomnieli sobie, że zaraz po rozłożeniu koca, gdy otwierali piwo, Krzysztof skaleczył się w rękę. Z natury porządnicki, nie chciał ubrudzić krwią koszuli, zgłosił się więc do ratownika, który opatrzył rankę.
– Około siedemnastej przyszli do mnie zapytać, czy nie widziałem Krzysztofa, którego opatrywałem godzinę wcześniej – mówi Piotr Bujak, ratownik z MOSiR-u. – Za jakiś czas wrócili ponownie. Kazałem im zawiadomić policję wodną. Potem, po dwudziestej, widziałem, jak z policjantami szukali kolegi na brzegu.
– Nie wiadomo, jak to się stało – opowiada opalony mężczyzna w szortach, pracujący w pobliskiej wypożyczalni sprzętu wodnego nad Zalewem Zemborzyckim.
– Po południu na brzegu były tłumy ludzi. Wręcz niemożliwe, żeby nikt nie zauważył, że ktoś tonie. Chyba że on od razu jak kamień poszedł na dno.

Serce na dłoni
Ze zdjęć uśmiecha się przystojny, niebieskooki blondyn. – Od dziecka trzymaliśmy się razem, byliśmy bardzo zżyci – opowiada Anna, starsza siostra tragicznie zmarłego Krzysztofa. – Uczynny był. W sobotę przed wypadkiem pomagał mężowi wylewać posadzkę w garażu.
– Krzysio bardzo nam pomagał – łamiącym się głosem dodaje matka. – Dobry był z niego chłopak, nie miałam z nim żadnych kłopotów. Taki syn to skarb…
Skończył szkołę zawodową i zaczął naukę w liceum zaocznym. Pracował w filii wrocławskiej firmy zajmującej się stawianiem namiotów i hangarów na targi samochodowe. Pensją zawsze dzielił się z rodzicami. Marzył o tym, żeby wstąpić do straży granicznej. – Gdyby żył, już zimą byłby w mundurze – mówi ojciec, ukrywając twarz w zniszczonych dłoniach.
Mieszkał z rodzicami. Spał na rozkładanym łóżku obok kaflowego pieca. – Pani zobaczy jego półkę, jaki tam porządek. Koszule poskładane równiutko. Sam sobie wszystko prał, prasował – wspomina matka.

O jedną butelkę za dużo
Wersji tego zdarzenia jest kilka. Ratownicy twierdzą, że koledzy Krzysztofa „plątali się” w relacjach. Na początku mówili, że zasnęli na kocu, a kolega zniknął. Potem, że poszli do samochodu, ale zaniepokojeni wrócili i szukali go od nowa. – Oni go zwyczajnie zostawili – twierdzi siostra Krzysztofa. – Dopiero potem zabrali jego rzeczy i dokumenty.
– Następnego dnia o świcie ci koledzy przyszli do nas i pytali, czy Krzysiek spał w domu. Kiedy powiedziałem im, że nie, strasznie się zdenerwowali – wspomina ojciec.
Nie wiadomo, gdzie kąpał się Krzysztof. – Prawdopodobnie w miejscu niestrzeżonym, w pobliżu mola, tam, gdzie nazajutrz wyłowiono jego ciało – przypuszcza jeden z ratowników.
Około dziewiątej rano ekipa płetwonurków wydobyła ciało topielca. – Kiedy o dziesiątej przyszedłem do pracy, na brzegu zgromadził się tłum gapiów – opowiada pracownik wypożyczalni. – Ludzie komentowali, że to była taka głupia śmierć. Z powodu piwa, o jedną butelkę za dużo.
Tuż przed tragedią ojciec Krzysztofa miał sen: – Śniło mi się, że kopię doły. Obudziłem się zlany potem. I za trzy dni kopaliśmy Krzyśkowi grób…


Ofiary wody

Krzysztof był drugą w tym roku ofiarą kąpieli w Zalewie Zemborzyckim. Kilka dni wcześniej utonął 55-letni wędkarz.
Zalew Zemborzycki oddalony jest o około 10 km od centrum Lublina. Otoczony lasem, z dwoma strzeżonymi kąpieliskami i molem jest ulubionym miejscem weekendowych wypadów.
Czarnym punktem Zalewu Zemborzyckiego są mola. – Nie wszyscy wiedzą, że zalew ma podwójne dno, miejscami pokryte torfem – mówi pracownik wypożyczalni sprzętu wodnego. – Głębokość wody na końcu mola dochodzi nawet do czterech metrów. Ale to i tak nie odstręcza śmiałków i amatorów brawury.


Utonęło już tyle, co w ubiegłym roku

W tym roku śmierć w wodzie poniosło już 527 osób.
W ubiegłym roku utonęło 525 osób. Najwięcej śmiertelnych wypadków zdarzyło się w rzekach (167), w jeziorach (120) i nad zalewami (25). Najczęstszymi przyczynami utonięć były kąpiel w miejscu niestrzeżonym (88) i kąpiel w miejscu zabronionym (52).
Najwięcej osób utonęło w województwach: mazowieckim (50), zachodniopomorskim (42), pomorskim (40) i małopolskim (40).
Wiek ofiar:
dzieci do 7 lat – 25 osób,
8-14 lat – 40 osób,
15-18 lat – 40 osób,
19-30 lat – 109 osób,
31-50 lat – 142 osoby,
powyżej 50 lat – 147 osób.
(Według danych KGP)

Wydanie: 35/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy