Doba milczenia

Doba milczenia

Radiowa Dwójka zamiast programu nadawała śpiew ptaków

Niech każdy zrobi to, co może – mówi z odcieniem desperacji w głosie red. Jerzy Kisielewski. – Można zapłacić abonament, skontaktować się ze swoim posłem, napisać lub powiedzieć o nas w innych mediach, pamiętać o Dwójce w sejmowych debatach. Można też do nas napisać: dwojka@polskieradio.pl.
Po tych słowach na antenie zaczynają śpiewać ptaki.
Małgorzata Małaszko, wicedyrektor Programu II Polskiego Radia, wyjaśnia: – Pomysł całodobowego protestu zrodził się nagle i został przyjęty jednomyślnie. Było to po zebraniu naszego zespołu z prezesem Polskiego Radia Robertem Wijasem, kiedy dowiedzieliśmy się, że środki na utrzymanie naszego radia zostają drastycznie ograniczone. Myśl rzucona z pozoru niezobowiązująco, została natychmiast podchwycona. Integracja zespołu dziennikarzy była w tej sprawie wręcz imponująca. Życzyłabym wszystkim pracownikom innych mediów, także redakcjom gazet, aby osiągnęli taką jednomyślność.
– Wybraliśmy na dzień protestu środę 8 lipca, co wynikało ze zobowiązań programowych. W okresie wakacyjnym był to jedyny dzień, w którym nie zaplanowaliśmy transmisji z jakiegoś festiwalu w Polsce ani za granicą, a nie chcielibyśmy żadnych perturbacji wynikających z zerwania już podpisanych umów.
– Nie chcieliśmy, aby w tym dniu w naszym paśmie zapanowała absolutna cisza, bo to mogłoby słuchaczom zasugerować np. przerwę konserwacyjną nadajnika. Przez 24 godziny będziemy zatem nadawać nasz stary radiowy sygnał z melodią „Warszawianki”, co kwadrans będzie też odczytywany na żywo komunikat o proteście, a przez pozostały czas będziemy nadawali głosy ptaków. One nie żądają tantiem za prawa autorskie, nie można ich też posądzić o sprzyjanie jakiejkolwiek opcji politycznej.

Nawet telewizja pokazała

Zanim jeszcze protest się rozpoczął, już spełnił swój cel – o radiowej Dwójce zaczęto wreszcie poważnie mówić – w telewizji, w prasie, w Sejmie.
Dyr. Małgorzata Małaszko uprzedza ewentualne pytania o sprawy finansowe – to nie jest protest w obronie uposażeń dziennikarskich, nie wyraża też obawy o miejsca zatrudnienia. To jest protest przeciw lekceważeniu kultury w jej najbardziej szlachetnej, bezinteresownej postaci, protest w sprawie poziomu przyszłych pokoleń Polaków, dla których Dwójka jest niekiedy jedyną szansą kontaktu z kulturą wyższą.
Zamachy na Program II, który przez ok. 60% czasu antenowego nadaje muzykę klasyczną, czyli poważną, prócz tego jazz i folk, emituje też regularnie słuchowiska, czytanie literatury, dyskusje o historii, nie puszcza natomiast reklam i nie toleruje jakichkolwiek żenujących debat politycznych, zdarzały się już w przeszłości. Decydentom w trudniejszych chwilach wydawało się bowiem, że można Dwójkę jakoś zepchnąć, pominąć, połączyć z innym kanałem itd. Choć powszechnie wiadomo, że nikt inny takich pozycji nie nadaje. Walkę o utrzymanie statusu misyjnego kanału muzyczno-kulturalnego prowadził kilka lat temu jego były dyrektor Edward Pałłasz – wtedy słuchacze obronili ten kanał. Był on też wciśnięty w jedno pasmo częstotliwości z oświatową i nakierowaną na młodzież Biską. Kolejnym ciosem było pozbawienie Dwójki lepszej, bo obejmującej większą część powierzchni kraju częstotliwości w paśmie UKF. Wszystkie te ataki „najbardziej misyjne pasmo mediów publicznych” przetrwało, a nawet zdołało powiększyć audytorium zapamiętałych słuchaczy.
Dwójka nigdy nie była pasmem dla samych twórców i wielu całkiem niezwiązanych profesjonalnie ze sztuką odbiorców potwierdza przywiązanie do tego kanału, a nawet wyłączność w słuchaniu. W ostatnich dniach powiedziała tak o programie socjolog prof. Jadwiga Staniszkis, a medioznawca i współautor pierwotnego projektu ustawy medialnej prof. Tadeusz Kowalski powiedział wręcz, że Dwójka jest dla niego „jedynką”, bo w swoim radioodbiorniku zaprogramował to pasmo na pierwszym miejscu. I tak jest z ponad 600 tys. słuchaczy, którzy obejmują przekrój całego społeczeństwa polskiego, od byłych pracowników PGR, dla których pójście do filharmonii czy wyjazd do teatru jest fizyczną niemożliwością, po inteligentów z wielkich miast, którzy pod nosem mają pełną ofertę kulturalną, a mimo to również „wybierają Dwójkę”, bo odpowiada im jej profil.
Bezpośredni powód protestu w Dwójce to nie tylko brak środków na realizowanie jak zawsze ambitnych założeń programowych, ale także kompletna ignorancja polityków, którzy po wielokrotnym okrawaniu i poprawianiu kompromisowego projektu ustawy „zapomnieli” wpisać, że Program II radia publicznego ma w swoim budżecie zespoły muzyczne: Polską Orkiestrę Radiową w Warszawie, Orkiestrę Amadeus Agnieszki Duczmal, Chór Polskiego Radia… W stosunku do tych zespołów też zresztą były już likwidatorskie zakusy w niedalekiej przeszłości.

Posłuchaj – będziesz bogatszy!

Czy warto bronić radiowej Dwójki, kiedy np. niejasna jest też sytuacja TVP? Tak, bo jest to całkowicie pozbawiona komercyjnych elementów stacja realizująca w 100% misję mediów publicznych, i to w jej najambitniejszej, najszlachetniejszej odmianie. Żadne inne radio ani telewizja tego nie proponują. Być może są słuchacze i telewidzowie, którzy przy okazji środowego protestu dowiedzieli się po raz pierwszy, że w Polsce „jest takie radio”, ale to w niczym nie umniejsza wagi samej akcji ani znaczenia tego pasma, które za powód do dumy uważa, że nie schlebia niskim gustom i proponuje wartości najwyższe, ponadczasowe i bezcenne dla kultury narodowej i dla współczesnej cywilizacji. Nawet jeśli wielu radiosłuchaczy nadal nie będzie „wybierać Dwójki”, to przynajmniej uzyska świadomość, że istnieje bardzo wysokie jakościowo pasmo, które nie musi walczyć o milionowe audytorium, aby przyciągnąć reklamy kremów lub soków, bo jest dla ludzi, a nie dla producentów. I swoim programem może wzbogacić każdego, co z czasem każdemu się zwróci.
Tak więc dla Dwójki śpiew ptaków może być ożywczy. Oby tylko nie był to łabędzi śpiew.

Wydanie: 28/2009

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy