Dom uciech u sędziego

Dom uciech u sędziego

Szacowny niemiecki prawnik dorabiał jako sutener

„Tajemnicze podwójne życie sędziego Huberta F. W dzień wertował pokryte kurzem akta. Nocą urządzał radosne orgie”, napisał berliński dziennik „B.Z”.
43-letni sędzia z Brandenburgii jest obecnie chyba najbardziej znanym prawnikiem Niemiec. O jego przygodach informuje telewizja CNN, prasa w Kapsztadzie i dzienniki nad Zatoką Perską. Sędzia Hubert F. nie zdobył jednak tej międzynarodowej sławy z powodu wyjątkowo sprawiedliwych wyroków, lecz sam znalazł się na ławie oskarżonych. Prokuratura 33. Wielkiej Izby Karnej Sądu Krajowego w Berlinie

zarzuca mu stosowanie przymusu seksualnego,

sutenerstwo, poważne uszkodzenie ciała oraz złamanie ustawy o cudzoziemcach. „Sędzia uwikłany w takie sprawy… Nie mogę przypomnieć sobie czegoś podobnego”, powiedziała rzeczniczka sądu reporterowi Agencji Reutera. Sędzia obecnie jest zawieszony w pełnieniu obowiązków, zgodnie z prawem przysługuje mu jednak 90% poborów (bardzo wysokich).
Hubert F., jurysta z Palatynatu, przybył do Brandenburgii, aby szerzyć wśród mieszkańców byłego „komunistycznego” Wschodu kulturę demokratycznego państwa prawa. Był prokuratorem w Poczdamie, potem przez siedem lat orzekał jako sędzia w sprawach cywilnych. Miał status urzędnika, co w Niemczech wiąże się z licznymi przywilejami, takimi jak: długie urlopy, wcześniejsza emerytura, niezbyt dużo pracy i znakomite zarobki. Hubert F. postanowił jednak powiększyć dochody w sposób niezwykły i daleki moralności. W eleganckim mieszkaniu w Steglitz urządził prawdziwy dom uciech, w którym zatrudniał młode kobiety z Europy Wschodniej, także z Polski. Podczas toczącego się obecnie w Berlinie procesu domniemanego sutenera w sędziowskiej todze obserwatorzy nie kryli zdumienia: „Jak prawnik mógł zdecydować się na coś podobnego? To przecież zajęcie dla Turków czy Jugosłowian!”.
Swą pierwszą pracownicę Hubert F. poznał w październiku 2000 r. poprzez ogłoszenie: „Sympatyczny ON z mieszkaniem pozna modelkę amatorkę”. Zgłosiła się 19-letnia Lydia S. ze Słowacji. Według aktu oskarżenia, sędzia zmusił ją do uprawiania prostytucji, oświadczając surowo: „Dopóki mieszkasz i jadasz u mnie, musisz także brać udział w przyjęciach”. Klientów Hubert F. znajdował poprzez ogłoszenia (także w Internecie) w rodzaju „Frywolne party”, „Party w bieliźnie” czy najczęściej: „Przyjęcie swingowe”. Chętnych nie brakowało, toteż brandenburski sędzia mógł urządzać – mówiąc słowami berlińskiej prasy – „brutalne seksualne orgie” trzy razy w tygodniu. Od każdego klienta inkasował 50 euro, dzięki czemu zwiększył sędziowską pensję o 750 euro tygodniowo. Lydia oczywiście dostawała tylko symboliczne kwoty, aczkolwiek często musiała przyjmować do dziewięciu mężczyzn podczas jednej nocy. Niekiedy dziewczynę poddawano, jak to ujął akt oskarżenia, „bolesnym praktykom seksualnym”. Lydia krzyczała i szamotała się, lecz sędzia nie przychodził jej z pomocą. Za to nastawiał głośniej radio lub przyciskał głowę Słowaczki poduszką, aby sąsiedzi nie słyszeli krzyków. W kwietniu 2001 r.

dziewczyna zdołała uciec

i oskarżyła sutenera przed sądem. Sędzia czuł się jednak bezkarny i szukał innych kobiet do domu uciech. Jedną z nich okazała się 34-letnia Polka, którą Hubert F. sprowadził jako sprzątaczkę (chociaż, jak ze zgrozą stwierdził prokurator, Polka przybyła do Niemiec w celach turystycznych i nie miała zezwolenia na pracę). Kobieta musiała sprzątać, ale przede wszystkim świadczyć „usługi miłosne”. Sędzia reklamował swą „podopieczną” jako „samotną masażystkę Evi z pełnym biustem”. Wystawił nawet swojej Evi „świadectwo pracy”, chociaż oczywiście nie miał do tego prawa. Napisał w nim m.in.: „Kwotę do zapłaty oblicza zawsze bezzwłocznie, zrozumiale i prawidłowo. Mogę w pełnym zakresie zalecić jej zatrudnienie”.
W końcu jednak ruszyły tryby niemieckiej sprawiedliwości.

Sędzia-sutener musiał stanąć przed sądem.

Podczas procesu Hubert F. milczał, powiedział tylko, że ma czyste sumienie. Elokwentny okazał się natomiast jego adwokat, Gregor Samimi. „Tak, mój klient rzeczywiście urządzał swingowe przyjęcia. Było to jego pasją. Ale nie był to przecież komercyjny dom publiczny. Pieniądze przeznaczał na pokrycie kosztów własnych, na prezerwatywy, napoje i chipsy. To, co zostało, gotów jest opadatkować”, wywodził mecenas. Zdaniem adwokata, kobiety pracujące w Steglitz nie były niewolnicami seksualnymi, lecz pozostawały tam dobrowolnie. Słowaczka Lydia S. fałszywie oskarżyła sędziego, bo kiedy wyszła za mąż (notabene za jednego z klientów), Hubert F. nie chciał dać jej pieniędzy. Dziewczyna ze Słowacji wymyśliła bajeczkę o niewolnictwie, aby usprawiedliwić uprawiany przez siebie dobrowolnie proceder przed mężem, przekonywał Gregor Samimi. Nie wiadomo, czy sąd uwierzy w te argumenty. Dowody przedstawione przez prokuraturę są poważne. Oskarżonemu grozi do czterech lat więzienia. Wątpliwe, aby sędziemu Hubertowi F., który naraził na szwank dobre imię urzędnika, pozwolono w przyszłości wydawać wyroki „w imieniu narodu”.

Wydanie: 19/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy