Dureń czy szmata?

Dureń czy szmata?

Dni przesiąknięte goryczą polityki, godzinami oglądałem obrady Sejmu w sprawie TVN. Jaki smutek, jaka żałość. Ludwik Dorn kiedyś mnie przekonywał, że nie da się w Polsce sfałszować wyborów. Wtedy PiS było jak rak, ale łagodny. Teraz to rak złośliwy. Ciekawe, czy Dorn obecnie zmienił zdanie? Mówi się trafnie, że nie ma wolnych wyborów bez wolnych mediów. Nie trzeba majstrować przy listach wyborczych, wystarczy zablokować informacje. PiS, jak widzieliśmy, nie potrafi przegrać głosowania w Sejmie, dlaczego ma zaakceptować przegrane wybory parlamentarne? Reasumpcja, słowo, które zrobiło karierę. Reasumpcja wyborów, proszę bardzo. Jaki musi być stan umysłu człowieka, który przyswaja kłamstwa publicznych mediów? Sprawdziłem, stacja TVP Info oczywiście nie transmitowała burzliwej dyskusji sejmowej. Nie chciano zepsuć ideologicznie elektoratu. Kłamstwo, jakie jest mediach publicznych, aby było skuteczne, musi być szczelne. Dlatego kiedyś zagłuszano Wolną Europę. Teraz z kolei nieuchronny musi być atak na portale internetowe.

I pomyśleć, że to wszystko dlatego, że pewien emeryt, który do niedawna nie miał konta, nie prowadzi samochodu, nie umie obsługiwać komputera, nie jeździ za granicę, nie ma rodziny, przestraszył się, że przegra wybory.

*

Radosław Sikorski powiedział: „Kukiz jest durniem lub sprzedajną szmatą”. Myślę, że to pierwsze. Od tylu lat przecież upublicznia tę przypadłość. Sam muzyk jest przekonany, że poświęca się dla Polski. Opluty, poniżony, odtrącony przez środowisko artystyczne, opuszczony przez przyjaciół, upodlił się dla jednomandatowych okręgów wyborczych i głosował za lex TVN, więc poświęcił się dla Polski. Podobnie prezes, łamiąc demokrację, poświęca się dla ojczyzny. Kukiz ma swoje JOW-y, a prezes ma święty Polski Ład. Kaczyński, mąż opatrznościowy, wie, że robi rzeczy obrzydliwe, ale Polski Ład tego wart. Gardzi Zachodem, bo zgniły, bo LGBT, bo poprawność polityczna, zmierzch religii. Chce, by Polska poszła inną drogą, drogą cnoty nie tylko niewieściej. Niecnota ma więc pracować na cnotę. To tak nie działa. A połączenie ideologii i cynizmu to straszne małżeństwo.

*

W ogrodzie płonie małe ognisko, pieką się kiełbaski, dyskutujemy o polityce, wszyscy mamy takie same poglądy polityczne i podobne emocje, nie są one letnie. Po godzinie 22 gromadka dzieci w różnym wieku wraca ze smażalni ryb Perełka, gdzie codziennie biesiadują od 18 do zamknięcia lokalu. Dzieci w różnym wieku, letników i miejscowe, ale nie ma między nimi już żadnej różnicy w urodzie, w rozwoju umysłowym. Franek, mój 10-latek, pyta, czy wygraliśmy głosowanie. Mówię, że najpierw wygraliśmy, ale potem oni oszukali. „Ja pierdolę”, rzuca przez ramię, przechodząc, mój subtelny synek. Potem do północy dzieci bawią się w mafię. Nie wiem, na czym polega ta zabawa, ale bardzo ich ekscytuje. Nasi prawicowi politycy też się bawią w mafię. Jarosław Gowin i piątka jego posłów, tylko tylu nie dało się przekupić przez PiS, idą, jak mówią, własną drogą. PiS wylewa na Gowina kubły pomyj. Tyle lat był w mafii, akceptował jej brutalne metody, a teraz jest zdziwiony, że mafia się mści i próbuje go zlikwidować politycznie. Kaszuba pan Bogdan wzdycha, myśląc o sytuacji politycznej: „Tak się porobiło, że aż ciężko położyć się spać”. Ale równie dobrze by brzmiało: tak się porobiło, że aż zasnąć trudno.

Pan Bogdan w altanie niezwykle barwnie i ze swadą opowiada, jak wyglądało kiedyś życie na wsi, ile miał krów, ile świń, były koń i wóz. Do teraz z dawnego żywego dobytku ocalało tylko kilka kur. Za małą potrzebą chodziło się za stodołę, za większą – w pole. Kwitło jednak życie towarzyskie i rodzinne, wiele było bezinteresowności i wzajemnej pomocy, teraz to wszystko zanikło. Teraz pan Bogdan ma za to mały kombinat turystyczny, który ciągle rozwija, słuchając podpowiedzi letników. Tam, gdzie był chlew, stoją stół do bilardu i stół do ping-ponga. Na moich oczach do ściany stodoły przybijano kosz do koszykówki.

*

Dobry obiad w pobliskiej włoskiej restauracji, prowadzi ją Włoch i to jest oczywiste, gdy je się świetną pizzę. Potem do Stilo, tam stara latarnia morska. Moi bliscy wchodzą na szczyt, ja zostaję, bo nieswojo się czuję na wysokości. Nieswojo też się czuję na dole, bo wiem, że to złudzenie, a tak naprawdę wszyscy wisimy nad otchłanią.

*

Wielki tupot, kilkadziesiąt koni z pobliskiej stadniny biegnie drogą w stronę pastwisk. Za nimi na quadzie pomykają dwaj pastuszkowie, machając długim batem.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 35/2021

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy