Dyro potrzebny od zaraz

Dyro potrzebny od zaraz

Jak Polska długa i szeroka środowiska edukacyjne żyją konkursami na dyrektorów szkół i przedszkoli. W wielu miejscach akcja ta wiąże się z ogromnymi emocjami, zwłaszcza tam, gdzie zapowiedziano likwidację szkół i gdzie nad środowiskiem nauczycielskim zawisła całkiem realna groźba bezrobocia. W wyniku decyzji samorządów lokalnych z końcem tego roku szkolnego zostanie zlikwidowanych od 1,8 do 2,5 tys. szkół, a pracę straci
ok. 7,5 tys. nauczycieli. Najwięcej placówek oświatowych, ok. 360, zniknie na Mazowszu. Niejeden energiczny i kreatywny nauczyciel staje więc w szranki konkursowe, aby ucieczką do przodu zapewnić sobie stabilizację zawodową przynajmniej na kolejne pięć lat, bo tyle trwa kadencja dyrektora.
Nie bez znaczenia jest też kwestia finansowa. Choć od 1 września wynagrodzenie zasadnicze nauczycieli z przygotowaniem pedagogicznym ma nieco wzrosnąć – stażysty do 2265 zł (83 zł więcej niż obecnie), nauczyciela kontraktowego do 2331 zł (85 zł więcej), nauczyciela mianowanego do 2647 zł
(97 zł więcej), nauczyciela dyplomowanego do 3109 zł (114 zł więcej), to oczywiście zarobki dyrektorów będą odpowiednio wyższe. Średnia płaca dyrektora szkoły to 4,5 tys. zł, choć zdarzają się tacy, którzy pobierają tylko 3,5 tys. albo „aż” 5,5 tys. zł. Dyrektor szkoły podejmuje też wiele decyzji organizacyjnych i personalnych ważnych dla nauczycieli, zatwierdza plany lekcji, układa siatkę godzin, rozdziela zajęcia ponadobowiązkowe itd.

Pięć lat i sprawdzian

Według danych Systemu Informacji Oświatowej Centrum Informatycznego Edukacji w szkołach prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego i organy administracji rządowej stanowisko dyrektora zajmuje 27.020 nauczycieli oraz 89 osób niebędących nauczycielami. Można zakładać, że mniej więcej jedna trzecia będzie wyłaniana w obecnie organizowanych konkursach, bo nie wszędzie pięcioletnie kadencje dyrektorskie kończą się w tym roku, nie wszędzie też zdecydowano się na organizowanie konkursów. Zgodnie bowiem z Ustawą o systemie oświaty organ prowadzący placówkę oświatową może po zasięgnięciu opinii rady szkoły i rady pedagogicznej w uzgodnieniu z kuratorem przedłużyć kadencję dotychczasowego dyrektora o kolejne okresy bez potrzeby organizowania konkursu. Przepisy nie ograniczają przy tym liczby kadencji.
Nie zmienia to faktu, że tam, gdzie organizuje się konkursy, często stają do nich dotychczasowi dyrektorzy i konkurują z nowymi kandydatami, obecnie także przedstawicielami kadry menedżerskiej, bez przygotowania pedagogicznego. Do regulaminów konkursowych wprowadzono kilka nowych przepisów, z których jeden to właśnie dopuszczenie do stanowisk w szkołach osób niebędących nauczycielami, a drugi – zmniejszenie wymagań co do niekaralności. Obecnie kandydat na dyrektora szkoły nie musi się obawiać, że postępowanie karne z oskarżenia prywatnego lub postępowanie o ubezwłasnowolnienie uniemożliwi mu otrzymanie stanowiska. Wystarczy, że złoży dokument potwierdzający posiadanie wymaganego wykształcenia i dyplom lub zaświadczenie ukończenia studiów lub kursu kwalifikacyjnego z zakresu zarządzania, w tym zarządzania oświatą. Dołącza do tego ocenę pracy lub dorobku zawodowego, dokument potwierdzający staż pracy oraz stopień awansu zawodowego, wreszcie zaświadczenie lekarskie o braku przeciwwskazań zdrowotnych do wykonywania pracy na stanowisku kierowniczym, oświadczenie o niekaralności – chodzi tutaj także o kary dyscyplinarne – i zaświadczenie o tym, że nie toczy się przeciwko niemu postępowanie o przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego.

Komu gabinet, komu?

W Warszawie, która ma najwięcej szkół, trwa właśnie ok. 200-300 postępowań konkursowych. Włodzimierz Paszyński, wiceprezydent m.st. Warszawy, zajmujący się także sprawami edukacji, twierdzi, że sezon na konkursy trwa już od maja i choć dotyczy tylko tych dyrektorów, którym z końcem roku szkolnego kończy się umowa, jest ogromnym przedsięwzięciem. – To obłęd. W stolicy są tysiące placówek oświatowych, łącznie z przedszkolami. Dobrze, że nie we wszystkich jednocześnie organizuje się konkursy. Pod każdym takim postępowaniem podpis składa pani prezydent, choć w rzeczywistości dzielnice same przeprowadzają konkursy.
W 22-tysięcznym Płońsku kampania konkursowa dopiero się rozpoczyna, a burmistrz Andrzej Pietrasik nie zna jeszcze zgłoszonych kandydatów, bo dopiero upływa termin składania ofert. – W tym roku – mówi burmistrz – po raz pierwszy dopuściliśmy do konkursów menedżerów niebędących nauczycielami.
Konkursy organizowane są w dwóch szkołach podstawowych i dwóch przedszkolach. Na szczęście oświata w Płońsku nie jest zagrożona likwidacją szkół. W mieście działają wyłącznie placówki duże, do każdej uczęszcza ponad tysiąc uczniów, co wprawdzie stwarza problemy wychowawcze i organizacyjne, ale jest podstawą stabilizacji.

Konkursowa blokada

W Radomiu, jak donosiła prasa, jeden z konkursów w podstawówce był powodem zablokowania przez uczniów i ich rodziców drogi krajowej nr 7. Chodziło o to, że zwycięzcą konkursu został nie dotychczasowy dyrektor szkoły, ale jego kontrkandydatka, do tej pory wicedyrektorka innej radomskiej szkoły. Rodzice uznali, że konkurs został sfałszowany, bo to niemożliwe, aby dotychczasowy dyrektor w dziewięcioosobowej komisji otrzymał tylko trzy głosy, a jego rywalka aż sześć.
Emocje związane z konkursami mogą więc być spore, zwłaszcza że część osób nie wierzy w ten demokratyczny mechanizm. Przeciwnicy uważają, że rozstrzygnięcie wielu konkursów jest znane jeszcze przed rozpoczęciem procedury, bo wiadomo, jak będą głosowali członkowie komisji – trzech z samorządu, trzech z kuratorium i trzech reprezentujących czynnik społeczny: radę pedagogiczną, rodziców oraz Związek Nauczycielstwa Polskiego. Cokolwiek by jednak mówić o konkursach na dyrektorów, dają one szansę ambitnym i przedsiębiorczym. Pozwalają odświeżyć kadrę kierowniczą szkół i rozbić zastarzałe układy. W interesie polskiej oświaty jest, aby dobrych kandydatów było jak najwięcej.

Wydanie: 29/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy