Dzień po

W dniu przejęcia władzy przez prawicę huragan nie nadejdzie. Ale nie łudźcie się, tym razem miękkie rządy nie nastaną. Za niezwykle pogodną, umiarkowaną twarzą Lecha Kaczyńskiego kryje się brat Jarosław. Zły w tym duecie. Za pełną troski o najbiedniejszych, wyreżyserowaną twarzą Tuska kryje się pyszałkowaty Rokita. Kampanię wyborczą do parlamentu w tym sezonie zdominowała kampania prezydencka. Licytujący się w ostatnich dniach w swej umiarkowatości brat Lech i Donald rządzić w kraju nie będą. Władzę w kraju ma premier. Czyli Rokita lub brat Jarosław.
Na pożarcie pierwsze pójdą komuchy. Kim będą, o tym zadecyduje pan premier. Na pewno nowa władza szybko zarządzi krajowy przegląd rent i emerytur. Usłużne jej media zaprezentują społeczeństwu osoby pobierające nienależne im świadczenia społeczne. Zaraz potem na fali słusznego wzburzenia zmniejszy się o połowę emerytury i renty służbom mundurowym. Bo to złe postkomuchy. Potem będzie drugi etap dekomunizacji. Ponieważ 16 lat po zmianie ustroju niewielu już „wysokich funkcjonariuszy PZPR” jest w wieku przedemerytalnym, poprzeczka zostanie obniżona. Ewentualny zakaz 10-letniego pełnienia funkcji w administracji publicznej dotyczyć może działaczy każdego szczebla.
Surowa ręka władzy dosięgnie też artystów. Resort kultury, jako drugorzędny, przypadnie PiS-owi. Typowany na ministra Marek Jurek od lat głosi prymat Wartości Chrześcijańskich. Państwowej cenzury nie będzie, rzecz jasna, za to finansowane będą jedynie te placówki, które o prymacie nigdy nie zapomną. PO skupi się na nowelizacji ustawy o kinematografii, czyli zniesieniu obowiązku współfinansowania polskiej kinematografii przez telewizje komercyjne i nadawców kablowych. A telewizja publiczna pójdzie pod nóż prywatyzacji.
Jeśli artysta nie będzie uznawał prymatu Wartości i dodatkowo okaże się reprezentantem mniejszości narodowej lub, nie daj Boże, seksualnej, to będzie miał przerąbane podwójnie. W nadchodzącym sezonie politycznym trendy będą nietolerancja dla odmienności, ksenofobia, eksponowanie Wartości Narodowych.
Jeśli artystka będzie kobietą, też lekko jej być nie może. Musi zapomnieć na cztery lata o nowelizacji ustawy antyaborcyjnej, a nawet refundacji środków antykoncepcyjnych. Nie będzie edukacji seksualnej w szkole. Oczywiście aborcja na życzenie, podobnie jak antykoncepcja i edukacja nadal będą dla najbogatszych, odpłatnie, dyskretnie. Do odpłatnej edukacji seksualnej trzeba będzie się przyzwyczaić, bo niebawem cały system edukacji, dzięki PO, zostanie skomercjalizowany. Liberałowie-platformersi zaczną od studiów wyższych. Wprowadzą opłaty i bon edukacyjny na otarcie łez. Bon nierekompensujący kosztów wyższej edukacji.
Ostatnimi, którzy poczują uroki rządów prawicy, będą ludzie niezamożni. Platformersi przeforsują zmianę podatków kryjącą się za magiczną formułą 3 x 15. Zyskać na niej mogą jedynie zarabiający dobrze. Straci ok. 10 mln najbiedniejszych. Ale oni zwykle i tak nie chodzą do urn, nie są atrakcyjni jako elektorat, niech więc sczezną sobie. Prawicę interesuje te 20% ludzi zadowolonych, którzy do urn zwykle chodzą. Oni poczują ulgi i pewnie po czterech latach znów na prawicę zechcą zagłosować. Przy 30-procentowej frekwencji wyborczej wystarczą do legitymizacji demokratycznie wybranej władzy.
Co z resztą wykluczonych? Może wreszcie lewica się nimi zajmie.

Wydanie: 39/2005

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy