E-papierosy fakty i mity

E-papierosy fakty i mity

Nowa moda wykreowała rynek ze wszystkimi uczciwymi i nieuczciwymi chwytami promocyjnymi i reklamowymi

Komu szkodzą e-papierosy? Oficjalna odpowiedź brzmi, że ich szkodliwość jest wielokrotnie mniejsza niż papierosów tradycyjnych. E-palacz nie wchłania substancji smolistych, które mają m.in. właściwości rakotwórcze, nie szkodzi też osobom przebywającym w jego towarzystwie. Narażenie tzw. biernych palaczy na działanie nikotyny pochodzącej z e-papierosów jest podobno 10-krotnie mniejsze niż w przypadku tradycyjnych papierosów. To dlatego zakazy palenia w miejscach publicznych nie obejmują osób korzystających z e-papierosów. Czyżby więc oznaczały one samo zdrowie?
Tak dobrze nie jest, choć zwolennicy ich rozpowszechniania podnoszą również tezę, że używając tej elektronicznej namiastki, można nawet ostatecznie rzucić palenie, bo e-papierosy pozwalają stopniowo zmniejszać ilość wdychanej nikotyny aż do zera, a wtedy używanie wszelkich papierosów traci sens.
Szacunkowe dane wskazują, że w Polsce elektroniczne papierosy pali pół miliona osób, warto więc zająć się tą całkiem pokaźną grupą społeczną przynajmniej po to, aby stwierdzić, jakie są w niej czynniki zagrożenia i czy głównym motywem przejścia z papierosów tradycyjnych na e-papierosy są względy zdrowotne, ekonomiczne, prawne czy wyłącznie moda i chęć nadążania za nowinkami technicznymi.

Nic nie szkodzi?

Aby rozwiać wszelkie złudzenia, należy przypomnieć, że jeśli coś zawiera nikotynę, nie może być zdrowe, a e-papierosów używa się właśnie dlatego, że pozwalają one wdychać porcje nikotyny porównywalne z tradycyjnym „dymkiem”. Niektóre badania wskazują co prawda, że ilość nikotyny dostającej się do płuc użytkownika papierosów elektronicznych jest mniej więcej pięciokrotnie niższa niż w przypadku palenia zwykłego papierosa, ale chodzi tu o substancję czystą. Nikotyna w dużych stężeniach jest silną trucizną, w mniejszych – zwiększa wydzielanie adrenaliny, co np. okresowo łagodzi ból, zmniejsza poczucie głodu. To wszystko może palaczom dostarczać pewnej przyjemności, ale może też być groźne, bo nikotyna np. przyspiesza akcję serca.
Co do ekonomicznych motywów przejścia z papierosów tradycyjnych na ich e-namiastkę, to wylicza się, że nałogowi palacze, którzy dziennie spalają kilka opakowań po 20 sztuk, mogą w ciągu miesiąca zaoszczędzić nawet kilkaset złotych. Propagatorzy e-papierosów podpowiadają – rzucając tradycyjne palenie i odkładając pozostałe w kieszeni kwoty, po kilku latach kupujecie nowy samochód.
Na temat oddziaływania e-papierosów na organizm ludzki nie ma zbyt wielu danych. Zresztą badania najczęściej zlecają firmy zajmujące się dystrybucją tego produktu, np. firma Chic, właściciel sieci handlowej eSmoking World. Ponieważ e-papierosy to stosunkowo nowy gadżet, brakuje wiarygodnych badań na temat ich długotrwałego wpływu na zdrowie. Najprawdopodobniej wdychanie czystej nikotyny nie jest czynnikiem rakotwórczym, nie powoduje też typowych dla nałogowych palaczy zjawisk, np. żółknięcia zębów, choć użytkownicy e-papierosów najczęściej wywodzą się z grona tradycyjnych palaczy i wszelkie dolegliwości związane z paleniem tytoniu już ich dotknęły. Większość osób korzystających z elektronicznego papierosa jest zdania, że odczuwa poprawę stanu zdrowia, a przede wszystkim łatwiej im się oddycha, mają lepszą kondycję. Wielu zauważa nawet, że po przejściu na palenie papierosa elektronicznego zaczyna im wracać węch, który był trochę przytępiony, gdy palili zwykłe papierosy.
Jest to więc namiastka dla doświadczonych palaczy. Nie zaleca się jej natomiast młodzieży i osobom, które do tej pory nie paliły. E-papierosy także uzależniają i dla nieletnich może to być przedszkole palenia tradycyjnych papierosów.

Bez ognia, dymu i popiołu

E-papieros to elektryczne urządzenie wielokrotnego użytku, służące do podawania niewielkich ilości nikotyny. Ale nie tylko. Nie ma w nim ognia, następuje tylko podgrzanie płynu (z ang. liquidu) zawierającego nikotynę oraz substancje smakowo-zapachowe za pomocą tzw. atomizera zasilanego baterią lub akumulatorem. E-palacz nie stanowi więc raczej zagrożenia pożarowego. Płyn paruje, powstaje mgiełka, którą palący wchłania przez ustnik zawierający wymienny wkład (kartridż), wydychając tylko jej część, bezzapachową i ze znikomą ilością nikotyny. Wszystko wygląda bardzo prosto, choć baterie trzeba ładować, płyn uzupełniać, a atomizery i ustniki wymieniać. Szybko rozwijający się rynek oferuje już wiele odmian e-pierosów, e-fajek, e-cygar, w których stosuje się nie tytoń, ale rozmaite zestawy liquidów o różnym stężeniu nikotyny i szerokiej gamie substancji zapachowo-smakowych. Powstały już fora internetowe e-palaczy, a w Polsce jest nawet „pierwsze w świecie” internetowe muzeum e-papierosów, choć najstarsze eksponaty mają dopiero siedem lat. Jednak nie jest to wielkie techniczne odkrycie, bo przecież inhalowanie substancji zawartych w płynach jest znane od dawna i stosowane w lecznictwie.
Na koniec warto przypomnieć o przestrzeganiu zasad bezpieczeństwa. Wraz z e-papierosami pojawiło się nowe zagrożenie. E-palacze muszą uważać, aby pojemniki z liquidem nie dostały się w ręce dzieci. Płyn zawiera bowiem nikotynę w pewnym stężeniu, a to naprawdę silna trucizna. Na razie nie ma doniesień o wypadkach zatrucia, ale kapnięcie na skórę nawet małej kropelki może być nieprzyjemne, nie mówiąc już o oczach. Trzeba natychmiast dokładnie przemyć to miejsce wodą. Specjaliści przestrzegają też przed domowymi próbami mieszania liquidów i innymi doświadczeniami quasi-chemicznymi. To wszystko może być bardzo niebezpieczne.


Chiński biznes
Początkowo zadanie stworzenia namiastki papierosa niewymagającej palenia tytoniu powierzono specjalistom ze znanej firmy tytoniowej Philip Morris. Projekt pochłonął podobno ok. 1 mld dol., ale produkt się nie przyjął. W końcu Philip Morris uznał, że nie będzie podcinał gałęzi, na której siedzi. Dopiero gdy do produkcji wzięli się Chińczycy, a ustawodawstwo antynikotynowe w wielu krajach, także w Polsce, zaczęło coraz skuteczniej stawiać zakazy palaczom, powstał znany obecnie e-papieros. Chiński holding Ruyan wypuścił na rynek pierwszego e-papierosa w 2006 r., a nowy produkt na dobre zagościł w Polsce dwa lata później. Dziś większość e-papierosów i akcesoriów składających się na to urządzenie powstaje w Chinach. Również producenci europejscy korzystają z półproduktów chińskich.

Wydanie: 38/2013

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy