Egipska szkoła demokracji

Egipska szkoła demokracji

Egipt ma to szczęście, że doczekał się sądownictwa z prawdziwego zdarzenia. Niemal codziennie kolejni członkowie zdymisjonowanego gabinetu słyszą zarzuty prokuratorskie Minęły już ponad trzy miesiące od dymisji egipskiego prezydenta Hosniego Mubaraka. Władzę tymczasowo przejęło wojsko, ale sytuacja wciąż jest napięta. Porewolucyjny Egipt doświadcza nawracających fal przemocy – niedawno doszło do starć muzułmańsko-chrześcijańskich. Nieufni Egipcjanie nie odpuszczają. Żądają demokratycznych reform oraz osądzenia przedstawicieli starego reżimu, szczególnie Mubaraka i członków jego rodziny – dotychczasowych nietykalnych, których nie wolno było nawet delikatnie skrytykować. Lekcja 1 referendum Pierwszym krokiem ku nowemu Egiptowi okazało się marcowe referendum, w którym głosowano nad kosmetyczną nowelizacją konstytucji. Podobnych było w przedrewolucyjnym Egipcie wiele, jednak dopiero tegoroczne miało uczciwy charakter. Jego wynik – na tak – zadecydował o kalendarzu politycznej transformacji. Za przyjęciem poprawek głosowało 77% obywateli. Oznacza to, że wybory parlamentarne odbędą się we wrześniu, a prezydenckie w grudniu. Przeciwnicy nowelizacji (świeccy liberałowie) chcieli stworzenia najpierw zupełnie nowej konstytucji, a dopiero później wybierania Zgromadzenia Ludowego i głowy państwa. Szczególnie słabo zorganizowane środowiska (np. rewolucyjna młodzież i świeckie partyjki) optowały za takim rozwiązaniem, podczas gdy przedstawiciele Braci Muzułmanów oraz członkowie dotychczasowego establishmentu dążyli do wcześniejszych wyborów. Ta opcja wzięła górę, w związku z czym można się spodziewać, że we wrześniowych wyborach zwyciężą egipscy islamiści (o ile się nie podzielą) oraz następcy Partii Narodowo-Demokratycznej (jako najlepiej zorganizowane środowiska). Bracia Muzułmanie pójdą do wyborów jako Partia Wolności i Sprawiedliwości. Natomiast na gruzach rozwiązanej w kwietniu Partii Narodowo-Demokratycznej z pewnością powstanie inna formacja – grupująca ludzi biznesu i polityki, którzy dotychczas tkali i odtwarzali klientelistyczną sieć układów, tworząc tzw. kapitalizm kolesiów. Lekcja 2 Bracia do polityki Egipscy Bracia Muzułmanie to jedna z najlepiej zorganizowanych grup. Przez lata nie mieli szansy na legalną działalność, choć niekiedy udawało im się dostać do parlamentu jako kandydaci niezależni, dzięki czemu są obyci z polityką. Reżim Mubaraka przymykał oko na ich działalność, o ile odżegnywali się od terrorystycznych zapędów rozmaitych dżihadystów. Mogli więc funkcjonować pod baczną kontrolą egipskich służb specjalnych. Dopiero teraz mają możliwość wyjścia z cienia i rozwinięcia skrzydeł. Pokazania, na ile odejście od radykalnej doktryny Sajjida Kutba (ojca fundamentalistycznego terroryzmu) nie było politycznym blefem. Umiarkowani islamiści – jak często się ich nazywa – chcieliby, aby porównywać ich do tureckiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju i nie mylić z Al-Kaidą, od której stanowczo się odcinają. Sęk w tym, że Bracia Muzułmanie to rodzaj hierarchicznej platformy, a nie polityczny monolit. Nie dość, że organizacja zrzesza ludzi o różnych poglądach, to w ostatniej dekadzie mocno dał o sobie znać konflikt międzypokoleniowy. Młodemu islamiście bliżej dziś do świeckiego dwudziestoparolatka, z którym dzielił rewolucyjny zapał na placu Tahrir (Wyzwolenia), niż do starszyzny decydującej o funkcjonowaniu ugrupowania. Już teraz widać pęknięcia, które mogą doprowadzić do politycznej fragmentacji środowiska islamistycznego. Może się okazać, że zamiast jednego na bazie Braci Muzułmanów powstanie kilka ugrupowań. Największe kontrowersje budzą dziś takie poglądy islamistycznej elity jak zakaz starto-wania w wyborach prezydenckich kobiet i chrześcijan, którzy wprawdzie są objęci ochroną, ale nie powinni piastować najwyższego stanowiska w państwie. Nic nie wskazuje na to, aby główny nurt egipskiego islamizmu odszedł od tych założeń, co może doprowadzić w przyszłości do jego stopniowej marginalizacji. Wiele zależy od wyniku wrześniowych wyborów. Przypomnijmy, że to nie islamiści obalili Mubaraka, choć w poprzednich dekadach bardzo im na tym zależało. Obalili go młodzi ludzie o rozmaitych poglądach – młoda, spauperyzowana klasa średnia, domagająca się demokratycznych przemian. Skłoniło to jednego z amerykańskich badaczy irańskiego pochodzenia, Asefa Bayata, do stwierdzenia, że Egipt wkroczył w erę postislamizmu. Demokracja okazała się atrakcyjniejsza od politycznego islamu. Lekcja 3 jeden naród, dwie religie Egipcjanie na każdym kroku podkreślają narodową jedność. Patriotyzm to cecha wyssana z mlekiem matki. Dzięki temu muzułmańsko-chrześcijańskie animozje są rzadkie, co nie oznacza, że nie występują. Koptów – bo to oni stanowią nad Nilem chrześcijańską większość – jest ok. 10 mln, czyli nieco ponad 10% populacji. Na pierwszy rzut oka nic ich od muzułmanów nie różni

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2011, 21/2011

Kategorie: Świat
Tagi: Michał Lipa