Elektorat to nie trampolina

Elektorat to nie trampolina

Nie ma takiej obietnicy, której życie kiedyś nie zweryfikuje. Wszyscy, a zwłaszcza politycy, powinni sobie tę myśl zapisać dużymi literami i powiesić w gabinetach. Ci, którzy walczą o władzę – ku nauce. A rządzący jako przestrogę, by nie popełnić tych samych błędów jeszcze raz! Choć prawdę mówiąc, polityk nie znający tej zasady to amator, który powinien ćwiczyć na sucho. Albo na zebraniach swojej partii. A nie na żywych organizmach wyborców.
Bo nawet jeśli polityka w znacznej mierze jest sztuką snucia porywających wizji, to polityk musi się czymś różnić od fantasty, niepoprawnego marzyciela czy zwykłego hochsztaplera.
Tym czymś jest realizm w ocenie możliwości wdrożenia pomysłu, jego zgodność z prawem i posiadanie możliwości sfinansowania projektu.
Tak powinien wyglądać start do wystąpienia publicznego z pomysłami reform. A jak jest?
Grzechem powszechnym naszej klasy politycznej, szczególnie mocno rozwiniętym i udoskonalonym przez rządzącą dziś prawicę, jest niebywała fanfaronada w zapowiedziach i deklaracjach. Jak człowiek sięgnie do exposé premiera Buzka, do jego wystąpień telewizyjnych i wywiadów z liderami AWS sprzed czterech, a nawet dwóch lat, to widać, że co temat to bomba propagandowa. Szumnie zapowiadane bomby po latach okazały się w istocie bańkami mydlanymi.

By daleko nie szukać. Dwa lata temu z fanfarami rozpoczęto wdrażanie reformy samorządowej. Koalicja AWS i UW wprowadziła ją mimo tego, że opinia publiczna w większości nie popierała jej i nie uważała za pilną. Bano się wzrostu biurokracji, zwiększenia kosztów administracyjnych, dodatkowych szczebli zarządzania po wprowadzeniu powiatów, braku środków finansowych z uwagi na trzy inne duże reformy.
Rząd zapowiadał lepsze gospodarowanie pieniędzmi, większą sprawność urzędów, jawność pracy samorządów i wiele innych korzyści.
Cel był szczytny. Samorządy miały przybliżyć władzę do ludzi.
Co z tych zapowiedzi zostało zrealizowane? Niewiele. Z nawiązką za to potwierdziły się obawy ludzi sprzed dwóch lat. Wyniki badań CBOS-u są przygnębiające. Ze sposobu funkcjonowania władz samorządowych niezadowolonych jest 45% ankietowanych, dla 37% nic się nie zmieniło. Jest tak jak przed reformą. A co czwarty badany wręcz uważa, że wprowadzone zmiany są niekorzystne dla ludzi.
Bardzo silne jest oczekiwanie na zmiany. Na zmniejszenie liczby radnych, na ograniczenie kosztów władz samorządowych, na usprawnienie pracy urzędów. Posłowie pilnie obserwujący te nastroje już zaproponowali korekty. Szkoda tylko, że łatwiej jest im zmniejszyć liczbę radnych, niż uznać, że system wyborów parlamentarnych nie może być zmieniany w ślad za sondażami popularności ich partii.
Manipulowanie przy ordynacji wyborczej na pół roku przed wyborami jest skandalem. I naiwnością. Bo naiwna jest wiara, że wybory można wygrać ordynacją bez poparcia społecznego. Trzeba było dbać o wyborców przez cztery lata. Znać ich problemy, spotykać się z nimi, realizować obietnice wyborcze.
Wymagało to, oczywiście, ogromnej, organicznej i nieustannej pracy.
Kto tak działał, ma szanse na fotel parlamentarny w jesiennych wyborach. A ci, którzy traktują elektorat tylko jako trampolinę do władzy, przekonają się, że w ich basenie nie ma wody.

e-mail: j.domanski@przeglad-tygodnik.pl

Wydanie: 8/2001

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy