W Europie wygrywa Europa

W Europie wygrywa Europa

Mistrzostwa świata byłyby wspaniałym widowiskiem. Gdyby nie sędziowie

Mieliśmy zażarte pojedynki i prawdziwe boiskowe wojny, ale w końcu ci, którzy mieli zwyciężać, zwyciężali. To nie był mundial takich niespodzianek jak w Korei i Japonii, kiedy to, dzięki pomocy sędziów, do elity na moment wdarli się Turcy i Koreańczycy. Tym razem hierarchia nie została naruszona.
Nie pojawiły się też jakieś piłkarskie nowe gwiazdy, o istnieniu których nie było wiadomo wcześniej (no może jedna, jeszcze trochę na wyrost, Ribery). A jak można ocenić tych, którzy liczyli się w mistrzostwach?

Z niewielką pomocą swojego trenera

Portugalia, ponoć duża niespodzianka, jest przecież aktualnym wicemistrzem Europy i w tegorocznych mistrzostwach Europy, jakimi stały się półfinały mistrzostw świata, potwierdziła swoją klasę. Nic dziwnego, że młoda Holandia przegrała z nią 1:0, choć jeśli mamy gdybać, wypada powiedzieć, że gdyby trener wpuścił van Nistleroya, wynik mógł być inny. Scolari, brazylijski trener Portugalczyków, znakomicie natomiast prowadził swój zespół.
Anglia, dzielna drużyna, stosująca najmniej cwaniackich boiskowych sztuczek, od 40 lat na mistrzostwach świata nie zdobyła nawet trzeciego miejsca, więc dlaczego miało jej się to udać teraz? Zwłaszcza że ona z kolei grała tylko z niewielką pomocą swojego trenera. W dodatku Anglicy jedenastek nigdy strzelać nie umieli, ta cecha należy do kanonu brytyjskiego futbolu, zatem przegrana po karnych z Portugalią ujmy im nie przynosi. Zwłaszcza że bezlitośnie faulowany Rooney chyba niesłusznie dostał czerwoną kartkę.
Hiszpanie może i grali pięknie, ale tak naprawdę błysnęli raz, wygrywając 4:0 z Ukrainą. Daleko obecnej Hiszpanii do drużyny sprzed lat, w której brylował Butragueno, więc nie miała szans, gdy trafiła na Francję rozgrywającą akurat życiowy mecz.
Argentyna, rzekomo taka wspaniała, w rzeczywistości zachwyciła tylko z Serbią (6:0), potem już było coraz gorzej, więc i ona miała „pełne prawo” przegrać z Niemcami po karnych (choć może udałoby się jej dowieźć prowadzenie, gdyby trener nie zdjął Riquelme i wpuścił Messiego).

Brazylia będzie wielka

A sami gospodarze? Podobno świetni i waleczni – ale przecież nie obronili wicemistrzostwa świata sprzed czterech lat, a Ballack chyba jednak trochę rozczarował, zwłaszcza kondycyjnie. Nie może dziwić ich porażka z Włochami, z którymi już w tym roku przegrali 4:1. Zwłaszcza że Włosi rozkręcali się z meczu na mecz i na tych mistrzostwach zaczęli grać z prawdziwą finezją. Wprawdzie ledwo wygrzebali się z USA (1:1), przeżywali też ciężkie chwile z Australią, aż sędzia podarował im zwycięstwo, niesłusznie dyktując karnego w doliczonym czasie – jednak obie bramki strzelone Niemcom były znakomite.
Płakaliśmy nad Brazylią, ale przecież nikt choć odrobinę interesujący się piłką nie mógł sądzić, że zdobędzie ona mistrzostwo świata w Europie, gdzie triumfowała tylko raz w 1958 r., z zaskoczenia, gdy jej gra z debiutującym, niespełna 18-letnim Pele była wówczas wielką niespodzianką. Teraz świat podpatruje brazylijskich gwiazdorów, a w dodatku byli oni już trochę zmęczeni intensywnym sezonem, więc Francuzi, mający zresztą w tym meczu sporo szczęścia, jeden jedyny raz zdołali wykorzystać błąd obrony canarinhos. Będą mistrzostwa świata w Afryce, będą w Ameryce Południowej – i tam Brazylia znowu będzie wielka.
– Na tych mistrzostwach sztab szkoleniowy nie potrafił wydobyć z Brazylijczyków tego, co rzeczywiście potrafią. Byli bardzo słabi kondycyjnie, przegrali w sferze przygotowania motorycznego, słabli z meczu na mecz – ocenia Andrzej Strejlau.
Patrząc obiektywnie, największym rozczarowaniem tych mistrzostw stały się Czechy, którym starczyło siły tylko na pierwszy mecz, i naturalnie Polacy; największym zaś pozytywnym zaskoczeniem byli oczywiście Francuzi, którzy właściwie „z niczego” raptem zaczęli grać bardzo dobrze mimo przeciętnego bramkarza (choć ponury Barthez podobno oddziałuje na zespół dobroczynnymi fluidami). I bardzo dobrze byli też kierowani przez swego trenera, uczącego ich również sprytu w grze, którym wyróżnił się Henry, „wywalczając” karnego.
– Karny w meczu z Portugalią nie był błędem, bo obrońca portugalski zachował się bezmyślnie i zawadził jednak o nogę Francuza. A Henry, świetny zawodnik, natychmiast bardzo mądrze się położył – mówi Grzegorz Lato.

Zdjąć kalosze!

Bolączkę tych mistrzostw stanowiło oczywiście sędziowanie, które kibiców, szczególnie tych przed telewizorami, oglądających wszystko dokładnie na powtórkach, doprowadzało do białej gorączki.
– Były bardzo duże błędy sędziów, trenerzy słusznie na to wskazywali. To przeszkadzało wielu drużynom w pokazaniu takiej gry, na jakiej im zależało. Federacja piłkarska będzie chyba zmuszona do korzystania z zapisów wideo, zwłaszcza że coraz większa jest presja klubów, które angażują w rozgrywki setki milionów euro i chcą wiedzieć, czy wygrywają i przegrywają zasłużenie – uważa Andrzej Strejlau.
Wyróżnili się arbitrzy z Urugwaju i Meksyku, Europa powinna zaś trochę się wstydzić. Anglik Graham Poll pokazał trzy żółte kartki chorwackiemu zawodnikowi. Rosjanin Walentin Iwanow, sędzia już 45-letni, najstarszy na mistrzostwach, nie miał siły biegać za piłkarzami i z daleka, nie widząc dokładnie, co się dzieje, na chybił trafił pokazał cztery czerwone kartki i 16 żółtych w meczu Portugalia-Holandia.
– U nas, jakby się coś takiego stało, od razu oskarżyliby tych sędziów o korupcję i udział w zorganizowanej grupie przestępczej – śmieje się Grzegorz Lato.

Ospalcy nie mają szans

Generalnie na tych mistrzostwach triumfowała mocna obrona, którą finaliści doprowadzili do perfekcji.
– Pierwszą myślą każdego trenera było: nie przegrać. Najważniejsze jest jednak osiągnięcie równowagi między działaniami obronnymi a ofensywnymi, co Włosi potrafili najlepiej ze wszystkich drużyn – twierdzi Andrzej Strejlau. Włosi w sześciu meczach stracili tylko jedną bramkę, i to samobójczą, Francja dwie.
Nie można jednak mówić, że najbardziej liczyło się murowanie bramki i system 4-5-1. Niemcy grali przecież w ustawieniu 4-4-2, a Włosi, niby tak defensywni, w praktyce nawet i 4-3-3, z wychodzącymi do przodu pomocnikami. Teraz zresztą wytrenowanie drużyn jest takie, że mogą się bronić i atakować niemal wszystkimi zawodnikami.
– Piłkarze grają coraz szybciej, są coraz mocniejsi. Widać w tym także sukcesy medycyny. Dziś w ciągu 48 godzin można postawić na nogi nawet najbardziej zmordowanego zawodnika – dodaje Grzegorz Lato.
Okazało się też wyraźnie, że futbol to zabawa dla ludzi z temperamentem. Piłka południowa, która w przeszłości trochę ustępowała drużynom północnym w organizacji i konsekwencji gry, teraz zdecydowanie potwierdziła swoją supremację. Takie zespoły jak Szwecja, Dania czy Norwegia, o ospalcach z Polski już nie mówiąc, mogą więc chyba na wiele lat pożegnać się z większymi sukcesami.

Wydanie: 28/2006

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy