Falowanie i spadanie

Falowanie i spadanie

Wewnątrz PiS zachwiała się wiara w nieomylność kierownictwa i pewność, że poprowadzi ono partię do kolejnych sukcesów

Dr Jarosław Flis – socjolog polityki, adiunkt w Instytucie Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego

Po przegranej w Brukseli PiS zachowuje się jak bokser, który po nokdaunie nie może dojść do siebie. Czyżby Jarosław Kaczyński tak bardzo stracił kontakt z rzeczywistością, że nie przewidział wyniku wyborów na przewodniczącego Rady Europejskiej?
– Niekiedy człowiek tak bardzo czegoś chce, że nie potrafi zrezygnować z postawienia na swoim, nawet jeśli jest to niewykonalne. Tak mogło być w tym przypadku. Jarosław Kaczyński przywykł, że ma być tak, jak on chce. Podobnej postawie sprzyja umacniane przez jego otoczenie przekonanie o rzekomej wielkości i nieomylności przywódcy Prawa i Sprawiedliwości. Cały czas mamy do czynienia z dworem uzależnionym od prezesa, który jednym ruchem ręki może zdecydować o czyimś losie politycznym, zawodowym, drodze życiowej. Dwór czyta myśli szefa i – co najgorsze – wychodzi naprzeciw jego najskrytszym oczekiwaniom, podsuwając pomysły, które – jak mniema – zostaną przyjęte z zadowoleniem. W ciągu ostatnich 20 lat dostrzegam w Jarosławie Kaczyńskim zamiłowanie do podchodów i trików. Nie wykluczam, że ktoś podrzucił mu trik z Jackiem Saryuszem-Wolskim i on tak mu się spodobał, że nie brał pod uwagę, iż może się okazać kompletnym niewypałem.

Ostro w prawo

Ale to przecież nie prezes PiS kieruje polską polityką zagraniczną.
– Formalnie nie, ale Beata Szydło, Witold Waszczykowski czy Konrad Szymański nie mają równie silnej pozycji jak Antoni Macierewicz lub Zbigniew Ziobro. Jeżeli np. minister Waszczykowski stale słyszy, że za wolno czyści kadry, to nie będzie wychodził przed szereg i narażał się na zarzut, że jest mięczakiem. Przecież pani premier i ministrowie musieli wiedzieć, że wojna z Brukselą skończy się katastrofą, ale po prostu bali się o tym powiedzieć prezesowi partii.

Najlepiej dowodzi to, że system polityczny zbudowany po wyborach w 2015 r. szkodzi państwu.
– Na pewno szkodzi samemu PiS i zniechęca umiarkowanych konserwatystów. Niezachwiana pozycja Jarosława Kaczyńskiego opiera się na głębokim przekonaniu o słuszności jego generalnej, radykalnej diagnozy, a także na tym, że czasami potrafi ją stonować w imię doraźnej strategii. Dzięki zastosowaniu manewru skierowania statku PiS w stronę centrum partia w wielkim stylu wróciła do władzy. Jednak zaraz potem Jarosław Kaczyński uznał, że to idealny moment, by całkowicie przestawić wajchę. Nie przejmuje się wyborcami z politycznego środka, bo jest przeświadczony, że jeśli zrealizuje swój plan, sytuacja w kraju gwałtownie się poprawi i oni znowu zagłosują na PiS. Można mieć różne marzenia i plany, ale zawsze przychodzi moment weryfikacji – wybory.

Po głosowaniu w Brukseli PiS bije na oślep: Jarosław Kaczyński witał panią premier na lotnisku, nazywając klęskę sukcesem, minister Waszczykowski pogroził Unii palcem, minister Macierewicz oskarżył Donalda Tuska o zdradę… Ta droga nie prowadzi do sukcesu.
– Pewna moja znajoma – jeszcze za czasów PRL – miała psa. Szyba w drzwiach na klatkę schodową w jej bloku była wybita i bardzo długo nikt nie wstawiał nowej, więc pies, wychodząc na spacer, wyskakiwał przez dziurę. Wreszcie szybę wprawiono i pies odbił się od niej. Oszołomiony wrócił na schody i spróbował jeszcze raz – z tym samym skutkiem. Stara wojskowa zasada głosi: po niepowodzeniu nie ponawiaj ataku w ten sam sposób i takimi samymi siłami. Wielu połamało sobie na tym zęby: Niemcy pod Verdun, Anglicy nad Sommą. Zobaczymy, czy na PiS przyjdzie otrzeźwienie. To nie jest jednak łatwe, bo przed partią stoi zadanie utrzymania dwóch kręgów odbiorców jej oferty: zagorzałych zwolenników narracji Jarosława Kaczyńskiego oraz tych, którzy w nią nie wierzą, jednak sądzą, że PiS – w przeciwieństwie do Platformy Obywatelskiej – coś zrobi.

Cokolwiek by mówić, sprawnie uruchomiony program 500+ okazał się sukcesem. Sztuka polega na utrzymaniu równowagi między obiema grupami. Ostry przechył w prawo grozi utratą umiarkowanych wyborców, z kolei rezygnacja z radykalizmu powoduje narażenie się ideowemu elektoratowi. Mogę sobie wyobrazić, że PiS spotka to, co przydarzyło się PO, która otrzymała cios w plecy od najbardziej przywiązanych do wartości liberalnych zwolenników w postaci elektoratu Nowoczesnej. Na czele takiej radykalnie prawicowej partii mógłby stanąć Antoni Macierewicz albo jakaś wyrazista postać z klubów „Gazety Polskiej”, ktoś, kto powie: może nie da się wygrać, ale z pewnością uda się wyrazić nasze poglądy, powiedzieć szczerze, co myślimy, nie idąc na żadne kompromisy.

Mnożenie wrogów

Czy sondaż IBRiS, w którym PiS ma zaledwie dwuprocentową przewagę nad Platformą, zniekształca sympatie polityczne obywateli, czy też zwiastuje nową tendencję?
– W przeszłości trzy razy przydarzyło nam się tsunami – partia premiera kończącego kadencję nie dostawała się do Sejmu. Po 2005 r. tsunami ustąpiło falowaniu, które obserwujemy w badaniach opinii: jeśli ktoś popełnia poważne błędy, płaci za nie w sondażach. Mamy bardzo wielu racjonalnie myślących wyborców, potrafiących ukarać polityków za niepowodzenia. Platforma Obywatelska przez siedem lat falowała: raz zyskiwała, raz traciła w stosunku do PiS, by w końcu wyraźnie opaść. Jednak po okresie fascynacji sporej części społeczeństwa Nowoczesną odzyskuje swoją pozycję. Gdyby PO zdecydowała się na głębszą odnowę, z pewnością nastąpiłoby to szybciej.

Fala PiS może nie osiągnąć niedawnej wysokości, bo rządząca partia otworzyła mnóstwo frontów. Ataki na Trybunał Konstytucyjny, środowisko sędziowskie, samorządy, prawa kobiet czy reforma oświaty muszą się wyrazić spadkiem poparcia.
– Taki rozwój wydarzeń nie był przesądzony bezpośrednio po wyborach. Każdy z tych tematów to inna historia. Akcja z Trybunałem Konstytucyjnym – mimo masowych protestów – dotyczyła problemów odległych od codziennego zainteresowania większości obywateli. Poza tym, powiedzmy to szczerze, druga strona też miała swoje za uszami. Opowieści o tym, że wcześniej Trybunał Konstytucyjny był zrównoważony, odbiegają od rzeczywistości. Choć sprawa została rozegrana przez PiS wyjątkowo topornie, straciła początkowy dramatyzm. PiS może wierzyć, że to sukces, nawet jeśli kosztowny. Inaczej wyglądają kwestia oświaty i samorządów. Na tych polach problemy dla rządzących będą narastać wraz z rozpoczęciem realizacji uchwalonych bądź zapowiedzianych zmian. Na razie przekładają się one jedynie na zwykłe podziały – jedni są za likwidacją gimnazjów, drudzy przeciw, jedni popierają pomysł uniemożliwienia kandydowania w wyborach samorządowych dwu- lub więcej kadencyjnym prezydentom, burmistrzom i wójtom, drudzy są przeciw. Ale po odpaleniu reformy oświaty zmieni się sieć szkół, część nauczycieli straci pracę, niektóre budynki szkolne nie sprostają nowym potrzebom. Pani wójt pewnej gminy opowiadała mi, że ma w jednym z sołectw szkołę z czterema izbami, w której obecnie z ledwością mieści się sześcioklasowa szkoła podstawowa. Kuratorium postanowiło, że po wprowadzeniu reformy będzie tu pełna szkoła ośmioklasowa.

Jeśli pani wójt ma za sobą kilka kadencji, ma też powody, by obawiać się o swoją przyszłość. Wielu wójtów i burmistrzów szczycących się do niedawna ponadpartyjnością demonstruje sprzeciw wobec władzy. PiS potknie się o samorządy?
– Wiele na to wskazuje, bo w sprawie samorządów PiS drastycznie naruszyło zasadę, że nie należy mnożyć wrogów ponad potrzeby. W rozmowie z pewnym wójtem zażartowałem, że spodziewam się powstania ogólnopolskiego ruchu PSS, Powszechnego Stronnictwa Samorządowego „Społem”, jak w starym żarcie: „społem, ale już wstołem”. Ten wójt, podobnie jak wielu innych włodarzy samorządowych, do tej pory trzymał się z dala od polityki krajowej, a teraz angażuje się w nią. Bo sytuacja się zmieniła: już nie chodzi o to, czy ty interesujesz się polityką, tylko czy polityka interesuje się tobą. Niemal dwie trzecie wójtów i burmistrzów, czyli prawie 1,6 tys. osób, może zostać objętych zakazem walki o reelekcję. Zapewne nie pogodzą się ze zniknięciem z życia publicznego. Najmniej zmieni się w przypadku tych, za którymi stoją lokalne partie władzy – oni spadną na cztery łapy. Niejeden obecny burmistrz wskaże kandydata na swojego następcę, a po jego zwycięstwie obejmie posadę wiceburmistrza.

Sugeruje pan, że model zastosowany przez pana prezesa zejdzie do Polski gminnej?
– To bardziej skomplikowane – niejednokrotnie włodarz jest tylko reprezentantem większego środowiska i ono znajdzie sobie nowego frontmana, zapewniając też godną pozycję staremu. Inaczej jest w tych gminach, w których dzięki jednemu człowiekowi, który został wójtem lub burmistrzem, udało się odsunąć lokalną „grupę trzymającą władzę”. Odebranie szansy kandydowania w wyborach uderzy w takich właśnie samotnych samorządowców, docenionych przez mieszkańców za ich dokonania. Łatwo się domyślić, co sądzą o PiS wielokadencyjni samorządowcy, ale można być pewnym, że także ci, którzy po wyborach w 2018 r. pozostaną na drugą kadencję, w wyborach parlamentarnych poprą partie obiecujące zniesienie ograniczeń.

Prezent od Platformy

Po klęsce w Brukseli zaostrzyły się tarcia wewnątrz obozu władzy, np. między prezydentem a ministrem obrony narodowej, również w kierownictwie MSW. Ale sam układ parlamentarny wydaje się niezwykle stabilny.
– Po bitwie pod Lutynią jeden z pruskich oficerów miał powiedzieć królowi Fryderykowi Wielkiemu, że dołączył do grona największych wodzów w dziejach. Monarcha oznajmił, że to nieprawda, ponieważ jeszcze nigdy nie przeprowadził udanego odwrotu. Bardzo łatwo dowodzić armią, która idzie od zwycięstwa do zwycięstwa, natomiast odwrót po przegranej bitwie jest najtrudniejszą operacją militarną. PiS znowu musi się wykazać taką umiejętnością. Dotychczasowa ufność w nieomylność Jarosława Kaczyńskiego została podważona, nadzieja na kolejne łupy i awanse po przyszłych zwycięstwach nieco osłabła, zmalała zdolność szefostwa do rozstrzygania sporów między ministrami, słychać żale i wzajemne pretensje. Po trzęsieniu ziemi zazwyczaj następują jeszcze groźniejsze w skutkach wstrząsy wtórne. Podobnie jest w polityce.

Te wstrząsy nie nastąpią chyba przed debatą nad konstruktywnym wotum nieufności?
– Rozochocona zwycięstwem Donalda Tuska Platforma postąpiła bardzo nieroztropnie, zgłaszając ten wniosek. Po co dostarczać obozowi władzy spoiwa w obliczu spodziewanych wstrząsów wtórnych? Nic tak nie mobilizuje i nie jednoczy szeregów jak atak wroga. Właściwą strategią PO byłoby wycofanie się, kibicowanie konfliktom i rozliczeniom w PiS, ironiczne komentowanie w mediach tych zapasów. Przecież wniosek Platformy jest bez szans, PiS ma za dużo do stracenia, żeby dać sobie wyrwać władzę. Opozycji nie nagradza się za to, że chce obalić rząd, tylko za to, że potrafi tego dokonać.

A może nie chodzi o obalenie rządu, lecz o podporządkowanie pozostałych partii opozycyjnych?
– W interesie PO jest pozostawienie w spokoju Polskiego Stronnictwa Ludowego, bo ono, walcząc o życie parlamentarne, toczy działania partyzanckie na tyłach PiS, w miejscach, do których Platforma zwyczajnie nie dotrze. To działa na jej rzecz. Z kolei dociskanie Nowoczesnej jest bez sensu. Ta partia po grudniowym kryzysie parlamentarnym i obyczajowym nie jest już na fali wznoszącej. Nowoczesna ma wystarczająco dużo problemów, po co przysparzać jej nowych, stawiać w trudnej sytuacji, zmuszać do podkreślania własnej podmiotowości? Należałoby poczekać, aż pewne rzeczy w niej dojrzeją i sama zechce zbliżyć się do PO. Nie dostrzegam żadnych korzyści dla Platformy z konstruktywnego wotum nieufności dla rządu, przecież na przedterminowe wybory nie ma co liczyć.

Może to rzeczywiście okaże się falstartem Grzegorza Schetyny, ale przynajmniej będziemy świadkami fascynującej debaty w Sejmie: z jednej strony 500+, podwyżki płac minimalnych, obniżenie wieku emerytalnego, darmowe leki dla seniorów, a z drugiej poniżenie Polski przez Unię Europejską, rozbrajanie armii, chaos w oświacie, centralizacja państwa, narzucanie prawicowych wartości. Obie strony mają czym nabić działa.
– Ta debata toczy się w mediach nieustająco – 24 godziny na dobę, a Sejm nie jest takim autorytetem, żeby dyskusja znacząco zmieniła sympatie polityczne wyborców.

PiS otrząśnie się z brukselskiego nokdaunu?
– Z pewnością będzie się starać, ale znaleźliśmy się w punkcie zwrotnym, bo wewnątrz PiS zachwiała się wiara w nieomylność kierownictwa i pewność, że poprowadzi ono partię do kolejnych sukcesów. W tej sytuacji bardzo mnie dziwi zachowanie Platformy, która po klęsce PiS funduje tej partii małe, ale zawsze zwycięstwo, w dodatku pierwsze od dłuższego czasu. Bo PiS z pewnością obroni rząd.

Wydanie: 13/2017

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. biały 56
    biały 56 30 marca, 2017, 09:44

    Prezes Kaczyński to mit utkany z paździerzy. Zaspokaja pierwotną potrzebę folwarcznego ludu w postaci srogiego i sprawiedliwego pana. Rzeczywisty Jarosław Kaczyński jest starym, zgorzkniałym człowiekiem niezdolnym do twórczej pracy. Dostał od losu ostatnią szansę, którą marnotrawi na walkę z liberalnym państwem. On i jego ekipa dokonają destrukcji podstawowych instytucji państwa, zniszczą spokój, zaufanie społeczne i szacunek dla autorytetów Na twórcza działalność ich nie stać, bo są golemami zaprogramowanymi do destrukcji. Zniszczenie wolnego państwa, paranoiczne społeczeństwo egzystujące w całkowitej izolacji od liberalnego świata i kościelna inkwizycja jako strażnik praw -to ich cel. Co ci przypomina widok znajomy ten?

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Juliusz Wnuk
    Juliusz Wnuk 1 kwietnia, 2017, 11:42

    Przyjdzie „kryska na matyska”…kaczke oskubie sie z pierza a reszte na wysypisko smieci….

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. przemo
    przemo 1 kwietnia, 2017, 14:16

    Nie ma to jak mamonka z zagranicy a o budżecie ani słowa. Przecież reszta tam na dole to g…o.
    jeszcze dwa latka. przynajmniej mamy jakąś osobowość w porównaniu z ślimakami zostawiającymi ślady. Tak czy siak. Prawa i jednych i drugich rozdepczą zwykłych.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy