Prywatna partia Czarzastego

Prywatna partia Czarzastego

Taka polityka, od ściany do ściany, cwaniactwa i kombinacji, to samobójstwo

Posłowie Lewicy, z którymi rozmawiam, uderzają w najwyższe tony: „To jest wielki spór o to, czy partia ma mieć lidera, czy też lider ma mieć partię”. Ta fraza bywa również formułowana inaczej: „Teraz decyduje się, czy Czarzasty sprywatyzuje Lewicę. Czy weźmie ją na własność”.

Oto więc, zupełnie niespodziewanie, spadła nam na głowy kolejna polityczna wojna. O to, czyja ma być i jaka ma być Lewica.

– Sprawa wylała się na zewnątrz, po tym jak Czarzasty zawiesił Marka Balta, europosła, wiceprzewodniczącego Nowej Lewicy, szefa jej śląskich struktur – opowiada nam człowiek ze środka partii. – Co nie znaczy, że wcześniej był spokój.

*

5 lipca Włodzimierz Czarzasty jako przewodniczący Nowej Lewicy zawiesił w prawach członków partii przewodniczącego śląskich struktur Marka Balta oraz radnych wojewódzkich Gabrielę Łacną i Rafała Porca. Oficjalnie dlatego, że głosowali za udzieleniem absolutorium i wotum zaufania tworzonemu przez PiS zarządowi województwa śląskiego. A Balt, ich partyjny zwierzchnik, na to nie zareagował.

– Poparcie przez radnych Nowej Lewicy absolutorium i wotum zaufania uważam za decyzję skandaliczną i niezgodną z linią partii. To jest tak, jakby posłowie i posłanki Nowej Lewicy głosowali za absolutorium dla rządu PiS – tłumaczył na konferencji prasowej Czarzasty.

Ale sprawa miała też drugie dno. Bo dwa dni wcześniej, w sobotę, 3 lipca, śląska rada wojewódzka Nowej Lewicy podjęła uchwałę, w której zobowiązała Marka Balta do złożenia wniosku do sądu partyjnego o odwołanie Czarzastego za złamanie uchwał organów statutowych partii, jeśli ten nie zwoła na 11 września konwencji krajowej.

O co chodzi z tą konwencją? Otóż jest to konwencja, która odbywała się jeszcze w grudniu 2019 r.! Zadecydowano na niej m.in. o zmianie statutu i zmianie nazwy partii (z SLD na Nową Lewicę) oraz o połączeniu z Wiosną. Konwencja nie została zamknięta, uznano, że w przyszłości odbędzie się jej druga część.

Ale potem uchwały konwencji zostały oprotestowane, trafiły do sądu i dopiero niedawno się uprawomocniły. W międzyczasie ustalono termin kongresu zjednoczeniowego Nowej Lewicy i Wiosny. Ma on się odbyć 9 października.

I oto 26 czerwca, podczas posiedzenia Rady Krajowej Nowej Lewicy, pojawił się wniosek, zgłosił go Sebastian Wierzbicki, by przed przewidzianym kongresem zjednoczeniowym zwołać drugą część zapomnianej już konwencji. Padł nawet termin – 11 września.

Wniosek ten, mimo sprzeciwu Włodzimierza Czarzastego, został przegłosowany i rada przyjęła go stosunkiem głosów 50:28. Zobowiązała też przewodniczącego partii, by tę konwencję zwołał.

A on? Ruszył w Polskę, mówiąc działaczom podczas spotkań, że tego nie zrobi. Sobotnia uchwała śląskiej rady wojewódzkiej była zatem odpowiedzią na to jego „nie”. Była postawieniem sprawy na ostrzu noża – albo zwołuje konwencję, albo zajmie się nim sąd partyjny. Dlatego Czarzasty ruszył do kontrataku.

*

Pytania narzucają się same – dlaczego ta konwencja jest tak ważna? Dlaczego Czarzasty nie chce jej zwołać? Czego się obawia? Co może na niej się wydarzyć?

Konwencja jest ważna, bo można na niej zmienić statut partii, czyli przedefiniować warunki połączenia Nowej Lewicy i Wiosny. Zrujnować plany Czarzastego. Nowy statut partii zakłada bowiem, że delegatów na kongres zjednoczeniowy będzie 1000, po 500 z obu partii. Na zasadzie dwóch frakcji. Delegaci mają też wybrać dwóch współprzewodniczących. Czarzasty z Biedroniem ustalili, że będą to oni. – Biedroń obiecał Czarzastemu, że jego 500 delegatów odda na niego głos, więc Czarzastemu wystarczy, że zagłosują na niego Żukowska, Kulasek i parę innych osób, i zostanie przewodniczącym – to słowa jednego z posłów Nowej Lewicy. – Ten mechanizm będzie można powtórzyć i niżej. Czarzasty będzie mógł wyeliminować z partii wszystkich, z którymi mu nie po drodze, i ją sobie podporządkować. Sprywatyzuje partię – będzie de facto nieusuwalny, będzie miał 11,5 mln zł dotacji i możliwość ułożenia sobie partii, tak jak chce.

Dlatego w Nowej Lewicy wybuchł bunt. Działacze zorientowali się, że za chwilę zostaną ograni. W ten sposób Czarzasty zjednoczył przeciw sobie większość partii. I to tak, że współpracować nagle zaczęli ludzie, których wcześniej niemal wszystko różniło.

Buntownicy znaleźli dość szybko sposób, by Czarzastego zatrzymać. Ten sposób to zwołanie konwencji i zmiana statutu partii. Tak, by na kongresie zjednoczeniowym mogło się zaprezentować pięć frakcji, a nie dwie. – W ten sposób każda frakcja wprowadzi po 200 delegatów. I my będziemy mieli większość, 600:400 – mówi jeden z przeciwników Czarzastego. Zastrzega się przy tym: – Nie jesteśmy przeciwko zjednoczeniu z Wiosną. Biedroń o tym wie, rozmawialiśmy z nim. Chodzi nam o to, by pod pretekstem zjednoczenia nie sprywatyzowano partii.

Na konwencji można także zmienić władze partii. To dlatego Czarzasty jej nie chce, nie chce zmian w statucie i upiera się, że mogą być tylko dwie frakcje.

*

A jak może się bronić przed tymi żądaniami? Statut Nowej Lewicy, przyjęty w grudniu 2019 r., mówi, że to zarząd partii udziela zgody na działanie frakcji. Ale ta zgoda musi być przyjęta przez 75% głosujących. – A to oznacza, że ani on nie ma szans na wprowadzenie zasady jednej frakcji, ani my. Tu będzie blokada – tłumaczy jeden z buntowników. – Myślę, że podczas posiedzenia zarządu 17 lipca będzie pat. I zaczną się rozmowy.

Ale o czym? W tej chwili, jak zapewniają buntownicy, to oni mają w partii zdecydowaną większość. I w strukturach, i w Sejmie.

Zacznijmy od struktur. Na kogo może liczyć Czarzasty? Nasi rozmówcy nie są precyzyjni. Jeden mówi, że przewodniczący ma za sobą tylko cztery województwa. Inni – że pięć, sześć. Jeden z nich wylicza: – Czarzasty ma za sobą Arkadiusza Iwaniaka, czyli szefa Mazowsza, ale bez Warszawy, która jest zdecydowanie anty. Może też liczyć na Marcina Kulaska, czyli Warmię i Mazury, na Marka Dyducha, czyli Dolny Śląsk, choć nie cały, i na Dariusza Wieczorka, czyli Zachodniopomorskie. No i Piotra Kusznieruka z Podlasia. A przeciwko niemu są wojewódzkie organizacje z Lubuskiego, Wielkopolski, Łodzi, Lublina, Małopolski, Śląska, Podkarpacia oraz w większości z Kujawsko-Pomorskiego i Pomorskiego. To jest mniej więcej 10:6 albo i lepiej.

Ta proporcja powtarza się także w innych ciałach partyjnych. W radzie krajowej głosowanie w sprawie zwołania konwencji Czarzasty przegrał stosunkiem głosów 50:28. W zarządzie również czasami przegrywa, choć tu jest raczej równowaga i pat.

Co będzie, jeśli Czarzasty zacznie zawieszać swoich przeciwników, tak jak zawiesił Balta? – To wtedy przyjadą autobusy na Złotą – słyszę w odpowiedzi.

A jak jest w Sejmie? 7 lipca parlamentarzyści Nowej Lewicy wystosowali list, w którym wezwali Czarzastego do odwieszenia Marka Balta. „Ze zdumieniem przyjęliśmy Twoją decyzję o zawieszeniu w prawach członka partii przewodniczącego Zarządu Wojewódzkiego Nowej Lewicy na Śląsku, Marka Balta, posła do Parlamentu Europejskiego – napisali. – Jeszcze większe zdumienie budzi powód, dla którego podjąłeś tę decyzję. Jest nim zarzut, rzekoma odpowiedzialność Marka Balta za współpracę z PiS. Taki zarzut, sformułowany przez architekta negocjacji z PiS w sprawie Krajowego Planu Odbudowy, zawiera w sobie potężny ładunek komiczny”.

Parlamentarzyści zaproponowali: „Nie potrzebujemy kłótni, potrzebujemy mądrego, wyważonego przywództwa, by sprawnie i zgodnie ze statutem sfinalizować proces połączenia b. Wiosny i Nowej Lewicy. Nie jest to łatwe zadanie, tak ze względu na sam statut, jak i zaciągnięte wcześniej (rzekomo w imieniu całej partii) zobowiązania. Więc zamiast dolewania oliwy do ognia proponujemy szczerą rozmowę i wspólne działanie”. Po czym wnieśli o pilne zwołanie zarządu partii poszerzonego o szefów rad wojewódzkich, posłów na Sejm i do Parlamentu Europejskiego.

Pamiętajmy, że jest to list parlamentarzystów Lewicy, którzy kierują go do człowieka będącego posłem Lewicy, wicemarszałkiem Sejmu. Wszyscy oni spotykają się w Sejmie co chwila; okazji, by porozmawiać, mają bez liku. Taki list jest więc przede wszystkim manifestacją polityczną. Świadczy o tym, że istnieje grupa, która ma wspólne żądania. A ta grupa liczy 16 posłów (plus senator). Dodajmy, że w wyborach z 2019 r. do Sejmu weszło 24 posłów z SLD-owskim szyldem. Łatwo zatem policzyć – wewnątrzpartyjna opozycja ma wśród posłów większość 16:8. A może nawet liczniejszą.

Tylko zanotujmy, że pod listem podpisali się: Tomasz Trela, Andrzej Rozenek, Joanna Senyszyn, Robert Kwiatkowski, Bogusław Wontor, Karolina Pawliczak, Wiesław Szczepański, Tadeusz Tomaszewski, Katarzyna Kretkowska, Jacek Czerniak, Zdzisław Wolski, Wiesław Buż, Jan Szopiński, Romuald Ajchler, Rafał Adamczyk, Przemysław Koperski oraz senator ze Śląska, przewodniczący Polskiej Partii Socjalistycznej Wojciech Konieczny.

*

Tak oto za pomocą uchwał, głosowań, decyzji o zawieszeniu, walki o statut, różnych nieefektownych działań, trwa wewnątrz Nowej Lewicy polityczna walka. Po pierwsze, dotyczy ona tego, czy Czarzasty sprywatyzuje partię. Po drugie, jaka to będzie partia i jaką będzie prowadzić politykę. Po trzecie, coraz częstsze są dyskusje, czy nie przyszła pora, by usunąć Czarzastego ze stanowiska szefa partii.

*

A co on na to? Jeszcze kilkanaście czy kilka dni temu mógł zakładać, że sytuację wewnątrz partii opanuje, że jednych pozyska, drugich zastraszy i wyjdzie na swoje. Taką próbą zastraszenia była akcja z Baltem. Tymczasem przyniosła efekt odwrotny do zamierzonego, bo zamiast przeciwników przestraszyć, przyśpieszyła ich konsolidację.

– Spotykamy się regularnie na Zoomie, rozmawiamy, uzgadniamy działania. Wiemy, że mamy w partii zdecydowaną większość – mówi jeden z nich. I dodaje, że te spotkania toczą się od dłuższego czasu.

– Włodzimierz utracił zdolność kierowania partią – analizuje jeden z posłów. – I to nie od dzisiaj. Pierwszym sygnałem było głosowanie nad odwołaniem pani Żukowskiej ze stanowiska rzeczniczki na początku stycznia. To był znak, że w partii nie podobają się jej wypowiedzi i że w zarządzie jest już większość mogąca przeprowadzić jej odwołanie. Drugim sygnałem były te nieszczęsne negocjacje z premierem Morawieckim w sprawie poparcia Funduszu Odbudowy. Oczywiście jesteśmy za funduszem! Ale nie jesteśmy za taką sytuacją, że bez wiedzy kogokolwiek w partii Czarzasty podejmuje tak ważną akcję. Idąc na ustawkę z PiS, nikogo w partii o tym nie powiadomił. Żadnej dyskusji, żadnej analizy tu nie było. I trzeci sygnał – to dzieje się właśnie teraz, gdy przewodniczący za pomocą sprytnie skonstruowanego statutu chce zapewnić sobie reelekcję na lata.

Kolejny poseł Lewicy ocenia sytuację trochę inaczej. – Włodzimierz przez te dwa lata, gdy jesteśmy w Sejmie, pokazał, że owszem, ma głowę do rozmaitych gierek, cwanych zagrań, ale nie ma głowy do polityki. Gdy weszliśmy do Sejmu, naszym głosem została Anna Maria Żukowska. I wyborcom SLD, dość konserwatywnym, socjalnym, zaczęła wmawiać, że najważniejsze są sprawy LGBT – więc nasi wyborcy zaczęli się od nas dystansować. To widać, jak padły nam sondaże. Potem przyszedł Strajk Kobiet i tu odzyskaliśmy część wpływów, ale dlatego, że przyszli do nas nowi wyborcy. Ci, którzy chodzili na manifestacje lub z nimi sympatyzowali. I nagle tym wyborcom czy wyborczyniom Włodzimierz Czarzasty, dogadując się z PiS, pokazał fucka. Dla tego elektoratu, najbardziej doświadczonego przez PiS, bitego, poniżanego, to było jak pałką po głowie. Znów sondaże poleciały nam w dół. Ta polityka, od ściany do ściany, tych rozmaitych kombinacji, to samobójstwo!

W takim razie dlaczego Czarzasty tak właśnie działa? – A może jemu wcale nie zależy na dużej partii? – spekuluje nasz rozmówca. – Bo z dużą trzeba się dogadywać. Może on wolałby małą partię, ale taką, którą by rządził niepodzielnie i która w Sejmie byłaby języczkiem u wagi? I on wtedy byłby w rządzie, byłby wicepremierem, miał swoją pulę i rozdawał karty.

W rządzie z PO czy z PiS? Na to pytanie nie uzyskałem odpowiedzi…

Kolejny przeciwnik wskazuje coś innego. – Czarzasty tyle razy okazał się nielojalnym rozmówcą, że tu, w Sejmie, nikt na poważnie nie chce już nim rozmawiać. Ile razy były rozmowy opozycji, a potem on wychodził i mówił dziennikarzom, że to bez sensu itd. Tak stracił wiarygodność. Podobnie w partii. Pan z nim porozmawia – o wszystkich mówi źle. Tylko nie rozumie, że te osoby później się spotykają i mówią sobie nawzajem, co usłyszały.

Po chwili milczenia nasz rozmówca dodaje: – Głośno było nie tak dawno o awanturze, którą urządził wicemarszałek Senatu Gabrieli Morawskiej-Staneckiej. Jak do niej mówił, jak jej groził, jakim językiem. A tak prowadzić partii się nie da.

*

Co dalej? Będą się dogadywać z Czarzastym, będą z nim walczyć? – Mamy kandydatów, którzy mogliby zastąpić Czarzastego – taka odpowiedź się powtarza.

A co z Zandbergiem, co z Biedroniem? – Zandberg się przygląda. A Biedroń? A może my też z nim rozmawiamy? Przecież nie będzie umierał za Włodzimierza… – nasz rozmówca uśmiecha się lekko. I szybko dodaje: – A poza tym nie musimy mediom mówić o swoich planach.

Ale te plany określa kalendarz. 17 lipca – na ten dzień wyznaczone jest posiedzenie zarządu. Na 11 września – tak chcą buntownicy – zwołana powinna być konwencja. 9 października to kongres zjednoczeniowy. Warto będzie to obserwować.

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Jan Bielecki/East News


PS Przygotowując tekst, odbyłem kilkanaście rozmów. Moi rozmówcy, posłowie i działacze lewicowi, reagowali różnie. Jedni prosili o anonimowość, drudzy o autoryzację, jeszcze inni dawali mi wolną rękę. Ponieważ ich opinie w dużej mierze się powtarzały i ponieważ śmiesznie wyglądałby tekst, w którym jedni mówią pod nazwiskiem, a drudzy nie, uznałem, że najbardziej naturalne będzie, gdy wszyscy będą anonimowi.

Wydanie: 29/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy