Fałszywe wnioski historyków IPN

Prymitywne jest myślenie, że gen. Jaruzelski wprowadził stan wojenny, aby bronić swoich korzyści i przywilejów partii

Już od kilku lat historycy z IPN z uporem maniaka twierdzą, że gen. Wojciech Jaruzelski wprowadził stan wojenny, chociaż interwencja militarna państw Układu Warszawskiego nam nie zagrażała.
Złośliwe zarzuty pod adresem generała oparte są na „dowodach” pozbawionych jakiejkolwiek wartości. Kilku takich „dowodów”, wyjątkowo niedorzecznych i niemających żadnego związku z faktami, dostarczył m.in. dr Łukasz Kamiński, obecny prezes IPN. Po wszechstronnych „badaniach” naukowych ustalił on, że w Moskwie „nawet w warunkach »zaproszenia« ze strony najwyższych władz PRL (i oczywiście idącej za tym chęci współpracy) odrzucono możliwość zbrojnej interwencji, biorąc przy tym pod uwagę, że konsekwencją może być nawet odsunięcie od władzy partii komunistycznej! Tym samym doktryna Breżniewa została pogrzebana jeszcze za życia radzieckiego przywódcy” („Przed i po 13 grudnia”, t. 1, s. IX).
Czym była doktryna Breżniewa i czy rzeczywiście pogrzebano ją jeszcze za życia jej autora? Być może nie wszyscy o tym pamiętają – tzw. doktryna Breżniewa była zasadą polityki zagranicznej ZSRR, zgodnie z którą miał on prawo do interwencji zbrojnej, jeśli uznał, że zostały naruszone „podstawy ustroju socjalistycznego” w którymś z krajów bloku komunistycznego. Ogłoszono ją we wrześniu 1968 r., po wydarzeniach w Czechosłowacji.

SPOTKANIE W BRZEŚCIU

Trudno dociec, na czym dr Kamiński oparł tezę, że wspomniana doktryna została pogrzebana jeszcze za życia autora. Czy cokolwiek w latach 1980-1981 mogło świadczyć o tym, że radzieccy przywódcy ni stąd ni zowąd stracili zainteresowanie rozwojem wydarzeń w Polsce i pogodzili się z ewentualną utratą władzy przez PZPR? Nic na to nie wskazywało, przeciwnie – pouczenia, ostrzeżenia i inne formy nacisku, by bronić socjalizmu, stawały się coraz brutalniejsze. Świadczą o tym zapisy w radzieckich (!) dokumentach archiwalnych, m.in. relacja Andropowa ze spotkania z Kanią i Jaruzelskim w Brześciu (protokół posiedzenia Biura Politycznego KC KPZR z 9 kwietnia 1981 r.): „Oświadczyliśmy polskim towarzyszom: przeciwnik was atakuje i ma nad wami przewagę, a wy się wycofujecie, nie wykorzystując przy tym okazji (…). Jeśli chodzi o stan wojenny, to można było wprowadzić go już dawno (…). Projekt dokumentu o wprowadzeniu stanu wojennego za pomocą naszych towarzyszy został przygotowany i trzeba te dokumenty podpisać. Polscy towarzysze mówią: jakże możemy podpisywać te dokumenty, przecież to musi przejść przez Sejm itd. My mówimy, że to nie musi przechodzić przez Sejm (…), a teraz musicie osobiście – Kania i Jaruzelski – podpisać go, abyśmy wiedzieli, że zgadzacie się z tym dokumentem”.
Mimo wywieranej na nich presji polscy przywódcy dokumentu nie podpisali.
A oto wypowiedzi radzieckich prominentów na posiedzeniu politbiura KC KPZR 16 kwietnia 1981 r.:
• Konstantin Czernienko (faktyczny zastępca Breżniewa): „Udzieliliśmy towarzyszom z kierownictwa PZPR jasnych i wyraźnych pouczeń”;
• Dmitrij Ustinow (minister obrony): „Polscy przyjaciele otrzymali wyczerpujące wskazówki”.
Jak traktowano polskich przywódców, świadczą słowa użyte przez Leonida Breżniewa w rozmowie telefonicznej ze Stanisławem Kanią 30 marca 1981 r. (protokół posiedzenia politbiura KC KPZR z 2 kwietnia 1981 r.): „Was trzeba było nie tylko krytykować, ale wziąć do ręki pałę. Wówczas, być może, zrozumielibyście”.
Trudno w to uwierzyć, ale dr Kamiński uznał, że taki sposób traktowania polskich przywódców i zmuszanie ich do podpisania opracowanych w Moskwie dokumentów wprowadzenia stanu wojennego w Polsce to niezbite dowody na to, że doktryna o ograniczonej suwerenności państw obozu socjalistycznego była już wówczas nieaktualna. Nasz historyk straszliwie się ośmiesza, ponadto jest wyraźnie niedoinformowany – wspomnianą doktrynę oficjalnie odrzucił dopiero Michaił Gorbaczow (trzeci z kolei następca Breżniewa).
Dr Kamiński skomentował na swój sposób również fakt utrzymywania gotowości do sojuszniczych „ćwiczeń”, których plany opracowano w grudniu 1980 r. Jego zdaniem, utrzymywanie gotowości do ich przeprowadzenia aż do kwietnia 1982 r. uniemożliwiło użycie wojsk Układu Warszawskiego do interwencji militarnej w Polsce.
Niebotyczna bzdura. Gotowość do rzekomych ćwiczeń, których, ze względu na sprzeciw przywódców PRL, nie udało się zrealizować w grudniu 1980 r., utrzymywano jedynie po to, aby w przyszłości, gdy tylko Moskwa uzna to za konieczne, zapewnić natychmiastowe wkroczenie wojsk UW na terytorium Polski.
Jaki charakter miały wspomniane ćwiczenia i w jakim celu je przygotowano, świadczy notatka szefa Sztabu Głównego Narodowej Armii Ludowej NRD z 5 kwietnia 1982 r. o ich odwołaniu („Przed i po 13 grudnia”, t. 2, s. 553): „W związku z informacją Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR zaprzestaje się z natychmiastowym skutkiem wszystkich działań, które w związku z rozwojem sytuacji w PRL zostały przygotowane i przeprowadzone w Zjednoczonych Siłach Zbrojnych”.
„Rozkaz Nr 118/80 ministra obrony narodowej o przygotowaniu wspólnych ćwiczeń przez Zjednoczone Siły Zbrojne z natychmiastowym skutkiem unieważnić”.

ODWOŁANE ĆWICZENIA

Treść notatki wskazuje jednoznacznie na to, że ćwiczeń nie przygotowano w celu podniesienia poziomu wyszkolenia wojsk, lecz „w związku z rozwojem sytuacji w PRL”. Gotowość do ćwiczeń odwołano nie po osiągnięciu celów szkoleniowych, lecz po wprowadzeniu stanu wojennego.
Niedorzeczne wnioski historyka IPN warto skonfrontować z treścią listu Leonida Breżniewa, skierowanego 21 listopada 1981 r. do gen. Jaruzelskiego („Przed i po 13 grudnia”, t. 2, s. 691): „Siły antysocjalistyczne nie tylko panoszą się w wielu dużych przedsiębiorstwach przemysłowych, lecz również nadal rozszerzają wpływy na coraz liczniejsze warstwy społeczne. Nie ma dnia, aby liderzy »Solidarności« kontrrewolucjoniści nie wygłaszali na różnych zgromadzeniach otwarcie podżegających przemówień wymierzonych przeciwko PZPR, socjalizmowi i rozpalających uczucia nacjonalistyczne. Bezpośrednim skutkiem tej wrogiej działalności jest niebezpieczny zwrot nastrojów antyradzieckich w Polsce.
Teraz jest absolutnie jasne, że bez zdecydowanej walki z przeciwnikiem klasowym nie można uratować socjalizmu w Polsce”.
Czy list radzieckiego przywódcy przekazany gen. Jaruzelskiemu w końcu listopada 1981 r., a więc niemal w przeddzień wprowadzenia stanu wojennego, świadczy o tym, że doktryna Breżniewa była już wówczas pogrzebana? Czy po otrzymaniu takiego listu generał mógł bez żadnych obaw przekazać 13 grudnia władzę przywódcom „Solidarności”?
Wbrew temu, co twierdzi IPN-owski historyk, Breżniew ani jednym zdaniem nie wyraża zgody na odsunięcie PZPR od władzy. Wprost przeciwnie – wzywa do bezwzględnej walki w celu uratowania socjalizmu. Czy Wojciech Jaruzelski mógł zlekceważyć kategoryczne żądanie Breżniewa?
Jakże prymitywny jest pogląd, że generał wprowadził stan wojenny tylko po to, aby bronić swoich korzyści i przywilejów partii rządzącej. Czy nam się to podoba czy nie, w owym czasie jedynym sposobem na uniknięcie interwencji militarnej UW była obrona socjalizmu.
Interwencja militarna byłaby zaś nieuchronna, gdyby PZPR straciła kontrolę nad wydarzeniami. Potwierdzają to ujawnione niedawno dokumenty wywiadu USA („Amerykański wywiad i konfrontacja w Polsce 1980-1981”, Rebis, Poznań 2011): „Chociaż ogromne koszty wojskowej interwencji skłoniłyby Rosjan do wyczerpania wszystkich alternatywnych rozwiązań, to nie zawahają się oni ponieść tych kosztów, gdyby zaistniała groźba upadku systemu socjalistycznego w Polsce”.
Wkroczenia wojsk radzieckich na terytorium PRL nie wykluczali przywódcy państw zachodnich. Oto opinia prezydenta Francji François Mitterranda („Die Zeit”, nr 20-23/1987): „Widziałem zawsze tylko dwie, a nie trzy możliwości: albo rząd polski przywróci porządek w kraju, albo uczyni to Związek Radziecki. Trzecią hipotezę, zakładającą, że doszłoby do zwycięstwa »Solidarności«, zawsze uważałem za czystą fikcję, w takim przypadku ruch zostałby zmieciony przez radzieckie oddziały”.

PLANY KULIKOWA

Możliwość interwencji wojsk UW przewidywał nawet przywódca ZSRR Leonid Breżniew. Na tajnym spotkaniu uczestników przewidywanej inwazji (Breżniew,
Husák, Honecker) w Moskwie 16 maja 1981 r. oświadczył, że sytuacja w Polsce jeszcze się pogorszyła: „Obecna sytuacja jest tak poważna, że musimy opracować szereg wariantów wyjścia z niej. Celowe jest opracowanie wspólnej analizy i niewykluczanie żadnej możliwości” (podkr. Cz.B.). „Towarzysz Wiktor Kulikow opracował odpowiednie plany (podkr. Cz.B.) dla kilku wariantów, które będą realizowane w sytuacji zagrożenia” („Przed i po 13 grudnia”, t. 2, s. 27).
Czy zacytowane oświadczenie Breżniewa może świadczyć o tym, że doktryna jego imienia była już wówczas pogrzebana?
O możliwości interwencji zbrojnej mówią też byli radzieccy prominenci wypowiadający się na temat kryzysu w PRL. Michaił Gorbaczow w wywiadzie dla tygodnika „Wprost” (39/2012): „Nie szykowaliśmy żadnej akcji. Ale życie jest tylko życiem i ludzie ludźmi. Są sytuacje nieprzewidywalne. Gdyby sprawy wyrwały się Polsce spod kontroli… Różnie mogło być” (podkr. Cz.B.).
Tak, tak! Różnie mogło być. Tylko analfabeta w dziedzinie sztuki wojennej, nie zważając na różne uwarunkowania, może stwierdzić, że inwazja wojsk UW była całkowicie wykluczona. Gen. Jaruzelski analfabetą w tej dziedzinie nie był i nie jest. Doskonale wiedział, że Moskwa nie będzie tolerować chaosu na zasadniczym kierunku strategicznym wschód-zachód, na tyłach półmilionowej Grupy Wojsk Radzieckich w NRD.
Generał miał także na uwadze rozwój wydarzeń w Czechosłowacji w 1968 r. Wiedział, że zagrożenie interwencją wojsk UW nie zaistniało dopiero w chwili lądowania radzieckich spadochroniarzy w Pradze, lecz znacznie wcześniej. Symptomy zagrożenia inwazją w czasie kryzysu w PRL były podobne. Tak jak kiedyś Aleksander Dubczek, również gen. Jaruzelski otrzymał list Breżniewa z ostatnim ostrzeżeniem (patrz wyżej). Szczególnie groźną wymowę miało jego końcowe zdanie: „Teraz jest absolutnie jasne, że bez zdecydowanej walki z przeciwnikiem klasowym nie można uratować socjalizmu w Polsce”.
Aleksander Dubczek nie znał doktryny Breżniewa i może dlatego zlekceważył przekazywane mu pouczenia i ostatnie (pisemne!) ostrzeżenie. Nie mógł tak postąpić Wojciech Jaruzelski, bo doktrynę ograniczonej suwerenności państw obozu socjalistycznego zdołał już poznać – od strony nie tylko „teoretycznej”, ale i praktycznej.
Obawiając się inwazji, generał podjął niezbędne działania, aby do niej nie dopuścić. W czasie licznych spotkań z członkami radzieckiego kierownictwa nieustannie zapewniał, że Polacy uporają się z trudną sytuacją w kraju własnymi siłami. Starał się przekonać rozmówców, że wprowadzenie wojsk UW spowoduje jedynie katastrofę. Jego opinię przedstawił na posiedzeniu politbiura KC KPZR 10 grudnia 1981 r. zastępca Breżniewa i przewodniczący komisji do spraw Polski Michaił Susłow: „Jednocześnie Polacy otwarcie oświadczają, że są przeciwni wprowadzeniu wojsk. Jeżeli wojska zostaną wprowadzone, to będzie oznaczało katastrofę”.

DZWONEK ALARMOWY

Uwzględniając deklaracje polskich przywódców, a także wymuszone na nich przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego, Leonid Breżniew wstrzymywał się czasowo z podjęciem decyzji o wprowadzeniu wojsk, ale cierpliwość radzieckiego kierownictwa była już na wyczerpaniu. Zapisy w archiwalnych dokumentach politbiura nie wymagają komentarzy:
• Rusakow: „Z tego, co mówi Jaruzelski, najwyraźniej wynika, że wodzi nas za nos”;
• Ustinow: „Nieszczęście polega na tym, że polscy przywódcy nie przejawiają zdecydowania… Musimy być sami przygotowani” (podkr. Cz.B.).
Dziwić się trzeba, że dr Kamiński nie zwrócił uwagi na zacytowane wypowiedzi radzieckich prominentów, które zdecydowanie przeczą jego tezie o pogrzebie doktryny ograniczonej suwerenności państw socjalistycznych.
Mimo nieustannej presji ze strony Moskwy generał nie chciał wprowadzać stanu wojennego. Zwlekał, jak tylko mógł, wciąż licząc na to, że uda mu się porozumieć z opozycją bez uciekania się do użycia siły. Wiedział jednak, że przeciąganie struny jest nader niebezpieczne. Wykorzystując jakiś pretekst, Breżniew w każdej chwili mógł podjąć decyzję o rozpoczęciu operacji.
Dzwonkiem alarmowym była zapowiedź Krajowej Konferencji Delegatów „Solidarności” zorganizowania 17 grudnia 1981 r. wielosettysięcznych demonstracji w Warszawie i w innych miastach Polski. Miały się one rozpocząć o godz. 16 (o zmroku!). Nocne zamieszki z udziałem setek tysięcy osób byłyby nie do opanowania. Stanowiłyby doskonały pretekst („Sprawy wyrwały się Polsce spod kontroli”) do natychmiastowego wprowadzenia wojsk UW. Gen. Jaruzelski musiał temu zapobiec i dlatego kilka dni wcześniej wprowadził stan wojenny.
Niestety, Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrujący sprawę autorów stanu wojennego dał wiarę niedorzecznym ustaleniom i wnioskom dr. Łukasza Kamińskiego, który stwierdził, że interwencja militarna UW była całkowicie wykluczona, bo doktrynę Breżniewa już wówczas pogrzebano. Czysty nonsens. Wojska UW były w pełni przygotowane do wkroczenia na terytorium Polski. Utrzymując gotowość do rzekomych ćwiczeń, mogły bez zbędnej zwłoki przystąpić do zaplanowanej operacji po otrzymaniu ustalonego sygnału.
O gotowości do interwencji militarnej świadczy m.in. reakcja marszałka Kulikowa na otrzymaną 10 grudnia 1981 r. informację o tym, że nie przewiduje się wprowadzenia wojsk UW do Polski („Przed i po 13 grudnia”, t. 2, s. 399): „To dla nas straszna nowina!! Przez półtora roku paplanina o wprowadzeniu wojsk – wszystko odpadło”.
Zdenerwowanie marszałka jest w pełni zrozumiałe. Włożył tyle wysiłku w przygotowanie niezbędnych planów (Breżniew powiedział, że nawet kilku wariantów), z niecierpliwością oczekiwał na sygnał rozpoczęcia operacji, a tu taka przykra niespodzianka.
Bzdurą jest twierdzenie, że stan wyższej konieczności mógłby zaistnieć dopiero w chwili lądowania dywizji powietrznodesantowej gen. Aczałowa w Warszawie. Wstrzymywanie się z ogłoszeniem stanu wojennego aż do tego momentu byłoby niewybaczalnym błędem, a nawet zbrodnią. Stan wojenny ogłosiłby wówczas nie gen. Jaruzelski, lecz marszałek Związku Radzieckiego Leonid Breżniew. Katastrofa wisiała w powietrzu. Jednostki WP nie były – tak jak czechosłowackie – zamknięte w koszarach. Wyszły z garnizonów, zabierając oprócz czołgów także armaty i haubice.

Nieprawomocny wyrok w sprawie autorów stanu wojennego Sąd Okręgowy w Warszawie wydał w styczniu 2012 r., ale do tej pory (mija już prawie rok) nie zdołał sporządzić pisemnego uzasadnienia. Termin jest ciągle przesuwany. Nic w tym dziwnego, trudno uzasadnić twierdzenie, że inwazja wojsk UW nam nie zagrażała, powołując się na rzekomy pogrzeb doktryny Breżniewa, dokonany przez prezesa IPN, dr. Łukasza Kamińskiego.

Autor jest pułkownikiem w stanie spoczynku, byłym szefem oddziału Sztabu Generalnego WP

Wydanie: 50/2012

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. Anonimowy
    Anonimowy 12 grudnia, 2012, 23:30

    Po pierwsze jednostki wojskowe UW tzw. pierwsza linia sowiecka nie musiały wkraczać, bo od dawna stacjonowały w Polsce. Po drugie, wojska Układu Warszawskiego na pewno nie wkroczyły by póki władza pozostawała w rękach PZPR. W momencie utraty tej władzy, bądź krwawych zamieszek a te przecież by wybuchły w dniu 16 (daty zapowiedzianej wielkiej demonstracji dokładnie nie pamiętam) grudnia 81r pod budynkiem KCPZPR. Dziś słuchałem wypowiedzi pp.Moczulskiego i Romaszewskiego w tv. Podawali tak dziecinne argumenty, np. Rosjanie nie mieli paliwa i zajęci byli wojną w Afganistanie…. no to nie jest poważna dyskusja.Za wprowadzeniem obostrzeń w zakresie doprowadzonej do absurdu fali strajków, była b.duża część społeczeństwa. Wszelkie dostawy żywności były sparaliżowane . Zaczynało brakować nawet chleba. Opału w elektrociepłowni Zerań było na parę dni a kopalnie zablokowały dostawy węgla. Społeczeństwo widziało bezradność władz a wystraszeni działacze kadrowi partii, którzy zawsze byli „dyspozycyjni” nie otrzymując dyspozycji z góry potracili głowy. Ja pracowałem wtedy społecznie jako przewodniczący komitetu osiedlowego i wiem jak twardo trzeba było walczyć o każdą dostawę nawet chleba. Patrzyliśmy z politowaniem na zagubionych i wystraszonych aparatczyków. To było smutne żenujące. Ludzie byli wściekli i ja z nimi, bo nie było do kogo iść po pomoc. Zimno a groziło wyłączenie ogrzewania, chleba zaczynało brakować I WTEDY BYŁY PUSTE PÓŁKI Z OCTEM.Najwyższą cenę za trwającą w latach 1980-1981 walkę polityczną zapłaciło społeczeństwo. Za rezultat tej walki też.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • jednrek
      jednrek 29 listopada, 2017, 18:48

      Stan wojenny.lekcja historii dla młodego pokolenia

      To nie była zabawa-to była tragedia do której doprowadziła – SOLIDARNOSC

      Nie było -Głodu,nedzy,biedy,bezrobotnych,bezdomnych umierajacych na ulicy zimą.tego nie nauczysz się z obecnej historii jaka serwuje edukacja w III RP oraz IPN.oraz media które kłamią .Pokazują tylko jedną stronę wygodną dla Prawicy.

      4 grudnia 1981 r. w Radomiu na zjeżdzie – władze Koru-Solidarności” postanowiły przejąć władzę 17 grudnia ogłaszając strajk powszechny. To właśnie w Radomiu zapadła decyzja podjęcia walki o władzę i „targaniu się po szczękach”. Tam też Karol Modzelewski zapowiedział zwycięstwo „Solidarności” i klęskę PZPR – mówiąc, że „ bój to ich będzie ostatni”.

      KW MO w Radomiu. Podczas spotkania przekazano taśmę z nagraniem dwóch wystąpień przewodniczącego związku Lecha Wałęsy oraz po jednym Karola Modzelewskiego i Zbigniewa Bujaka.

      Stwierdzono ze jest to ostanie spotkanie solidarności Ten kto to nagrywał stwierdził , że treści taśmy magnetofonowej nie można ukrywać ponieważ obrady radomskie były przedostatnim etapem przygotowania kierownictwa „Solidarności” do obalenia socjalizmu w Polsce i machiny tej nie można już zatrzymać środkami pokojowymi..”. 17 Grudnia 1981 r. po mszach świętych w całym kraju planowano z krzyżem na czele jak z procesją iść pod komendy milicji czy koszary w celu ich zdobycia za wszelką cenę..Media jak zaklęte milczą, mówią to, co im pasuje -czyli cały czas kłamią –

      gen. Jaruzelski uprzedził KOR i ogłosił stan wojenny trzy dni wcześniej. http://okres-prl.blog.onet.pl/2016/02/22/od-nowa-wojna-polsko-jak-rodzil-sie-stan-wojenny-od-26-lat-wredne-ujadanie-an-sluzby-specjalne/

      Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonimowy
    Anonimowy 22 grudnia, 2012, 22:45

    Szanowny Autorze, protestuję przeciwko nazywaniu propagandzistów IPN historykami. To co najwyżej fałszerze historii. Nie służyłem w wojsku. Przemawiają do mnie nie tylko Pańskie argumenty, wywiedzione z korespondencji między czołowymi politykami krajów tzw. obozu socjalistycznego, ale również taka prosta sprawa jak logistyka. W ówczesnej NRD był olbrzymi bastion Armii Czerwonej. Podobno jego liczebność wynosiła ok. 340 do 380 tys. żołnierzy. To wymagało przemieszczenia między ZSRR a NRD około 35 do 40 tys. żołnierzy w obie strony. Konieczne było również uzupełnianie uzbrojenia, amunicji, umundurowań itp. A Polska była najkrótszą drogą między ZSRR a NRD, kolejową, szosową i powietrzną. Trwała wówczas „zimna” militarna konfrontacja sił Układu Warszawskiego i NATO. Obie strony obawiały się o to, aby nie stała się ona konfrontacja gorącą. Sztab UW, w którym dominowali wysokiej rangi oficerowie radzieccy, podporządkowani politycznie KC KPZR, nie mógł dopuścić do tego,aby SOLIDARNOŚĆ, która na zjeździe wykazała w swych deklaracjach wojowniczość blokowała drogi zaopatrzenia bastionu w NRD. Uważam, że ów szef IPN, którego Pan w swej daleko posuniętej uprzejmości nazywa historykiem oraz sędziowie Sądu Okręgowego w Warszawie, który wydał ów szokujący wyrok, wykazali bądź złą wolę bądź rozpaczliwie niski poziom intelektualny.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • jednrek
      jednrek 29 listopada, 2017, 18:58

      To nie była zabawa-to była tragedia do której doprowadziła – SOLIDARNOSC

      Nie było -Głodu,nedzy,biedy,bezrobotnych,bezdomnych umierajacych na ulicy zimą.tego nie nauczysz się z obecnej historii jaka serwuje edukacja w III RP oraz IPN.oraz media które kłamią .Pokazują tylko jedną stronę wygodną dla Prawicy.

      4 grudnia 1981 r. w Radomiu na zjeżdzie – władze Koru-Solidarności” postanowiły przejąć władzę 17 grudnia ogłaszając strajk powszechny. To właśnie w Radomiu zapadła decyzja podjęcia walki o władzę i „targaniu się po szczękach”. Tam też Karol Modzelewski zapowiedział zwycięstwo „Solidarności” i klęskę PZPR – mówiąc, że „ bój to ich będzie ostatni”.

      KW MO w Radomiu. Podczas spotkania przekazano taśmę z nagraniem dwóch wystąpień przewodniczącego związku Lecha Wałęsy oraz po jednym Karola Modzelewskiego i Zbigniewa Bujaka.

      Stwierdzono ze jest to ostanie spotkanie solidarności Ten kto to nagrywał stwierdził , że treści taśmy magnetofonowej nie można ukrywać ponieważ obrady radomskie były przedostatnim etapem przygotowania kierownictwa „Solidarności” do obalenia socjalizmu w Polsce i machiny tej nie można już zatrzymać środkami pokojowymi..”. 17 Grudnia 1981 r. po mszach świętych w całym kraju planowano z krzyżem na czele jak z procesją iść pod komendy milicji czy koszary w celu ich zdobycia za wszelką cenę..Media jak zaklęte milczą, mówią to, co im pasuje -czyli cały czas kłamią –

      gen. Jaruzelski uprzedził KOR i ogłosił stan wojenny trzy dni wcześniej. http://okres-prl.blog.onet.pl/2016/02/22/od-nowa-wojna-polsko-jak-rodzil-sie-stan-wojenny-od-26-lat-wredne-ujadanie-an-sluzby-specjalne/ To co opisałem 100 % prawda ..

      Odpowiedz na ten komentarz
  3. Anonimowy
    Anonimowy 23 grudnia, 2012, 01:22

    Wystarczy obejrzeć film „Towarzysz Generał Idzie Na Wojnę” i zapoznać się z przytoczonymi tam dokumentami, żeby się okazało, że Jaruzelski wprowdził stan wojenny we własnym interesie przede wszystkim. Czołgi do Czechosłowacji też wprowadzał dla dobra i w interesie Polski oraz z czystego patriotyzmu?

    Odpowiedz na ten komentarz
  4. Anonimowy
    Anonimowy 30 grudnia, 2012, 06:26

    Fakt prawdziwy i autentyczny że Gen Jaruzelski wyprzedził wkroczenie wojsk Układu Warszawskiego na godziny. W tamtym czasie byłem w Leningradzie w akademiku jako aspirant i spotykaliśmy się z osobami będącymi na praktykach czy stażach w akademikach. Jedna koleżanka będąca na stażu podczas wigilii powiedziała” 12 gudnia 1981 roku wieczorem do pokoju w którym mieszkała przyszła jej opiekunka na uczelni ( co raczej się nie zdarzało) i porozmawiała prosząc że jak będą pytać czy była u niej w niedzielę tj 13 grudnia 1981rokuto niech potwierdzi bo musi wylecieć daleko do rodziny ( a z biletami wtedy były duże problemy). W miesiącu wrześniu 1981 roku do pokoju przyszedł kolega ze studiów Andrzeja i mówił płynna polszczyzną , w trakcie pytań powiedział że jest w wojsku przy granicy z Polską i mają telewizję polską i polskie radio na okrągło). Te fakty trudno zrozumieć osobom o ograniczonym poziomie inteligencji ale to są oczywiste. Koleżanka jest w Polsce a kolega mieszka obecnie w Kanadzie

    Odpowiedz na ten komentarz
  5. Tomasz Jędryszek
    Tomasz Jędryszek 23 kwietnia, 2014, 14:54

    Że nie wejdą powiedział oficer KGB. Ja osobiście umiarkowanie oceniam wiarygodność źródła na podstawie którego twierdzi się że nie groziła nam interwencja.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy