Jerzy Hausner: liberał w lewicowym rządzie? – To przede wszystkim profesor, ekonomista, trochę fantasta w urzędniczych zarękawkach, a dopiero później polityk. Nie interesują go intrygi polityczne ani knucie po kątach – ocenia jeden ze znajomych Jerzego Hausnera, nowego wicepremiera koordynującego wszystkie resorty gospodarcze. Jego dobroduszny wygląd myli. Nieśmiały uśmiech, spojrzenie spod okularów, pucołowata twarz – wicepremier nie wygląda na twardziela, ale znajomi właśnie w ten sposób go określają. Dla większości Polaków ogromny awans Jerzego Hausnera był niespodzianką. Hausner nigdy nie należał do polityków, o których czyta się na pierwszych stronach gazet. Nie jest też tak barwną osobowością jak były wicepremier i minister finansów, Grzegorz Kołodko, którego można było lubić bądź nie, ale nie można było go nie znać. O Hausnerze słyszało się głównie przy okazji toczonego od roku sporu z Kołodką. Teraz musi stawić czoła silniejszym przeciwnikom – bezrobociu, sytuacji gospodarczej, roszczeniom związkowców, naciskom pracodawców i krytycznej opozycji. Kim jest nowy wicepremier i minister superresortu pracy i gospodarki? Pięć dni w kozie Jerzy Hausner wychowywał się w domu, gdzie idee socjalizmu uważane były za najlepsze, bo dające zwykłemu człowiekowi szansę na awans społeczny i zasypujące przepaść ekonomiczną między ludźmi. Najpierw działał w Związku Młodzieży Socjalistycznej, ale z przyjęciem do PZPR miał problemy. Na przeszkodzie stanęły wydarzenia z marca 1968 r., w których wziął udział. Lecz – jak mówił – była to kwestia protestu moralnego, a nie politycznego. Przyszły wicepremier trafił wówczas na pięć dni do więzienia. Milicja zatrzymała go podczas rozlepiania ulotek, a kolegium do spraw wykroczeń ukarało grzywną w wysokości 1,8 tys. zł z zamianą na 60 dni aresztu. Hausner był wtedy studentem pierwszego roku Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Krakowie (dziś Akademia Ekonomiczna) i groziło mu wyrzucenie z uczelni. Do partii w końcu przyjęto go, gdy miał 21 lat. W latach 80. był nawet I sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR, a następnie sekretarzem Komitetu Krakowskiego PZPR ds. Nauki i Oświaty, za co zresztą przyszło mu zapłacić w latach 90. Gdy ubiegał się o etat profesorski, rada wydziału nie zgodziła się. – Jeden z profesorów, wcześniej promotor prac wielu ówczesnych partyjnych prominentów, krzyczał, że takich jak ja powinno się wieszać. Chodziło mu o to, że byłem sekretarzem. Dziś nikt nie ważyłby się tak mnie potraktować – zwierzał się w „Rzeczpospolitej”. Na początku lat 90. zajął się głównie pracą naukową. Jak wspomina prof. Tadeusz Kowalik z INE PAN i Wyższej Szkoły Społeczno-Ekonomicznej, Hausner był w tym czasie inspiratorem, animatorem fermentu intelektualnego, organizatorem badań, konferencji, publikacji. Słynął z zaangażowania i zapału. Do polityki nie ciągnęło go już tak bardzo jak wcześniej. Mimo to w 1994 r. Grzegorzowi Kołodce udało się ściągnąć go z Krakowa do Warszawy, do zespołu pracującego dla rządu SLD-PSL. Hausner zajął się opracowywaniem „Strategii dla Polski”. – To jeden z najbardziej wpływowych ludzi w mojej ekipie i bezsprzecznie jeden z najmądrzejszych, jakich znam – oceniał wówczas szef zespołu, Kołodko. – Pracowałem z Jurkiem w zespole Kołodki – wspomina prof. Jan Monkiewicz. – Był świetnie zorganizowany i zawsze miał porządnie odrobione lekcje. Poseł z przypadku Pod koniec 1996 r. zmarł nagle Andrzej Bączkowski, minister pracy i pierwszy pełnomocnik ds. reformy emerytalnej, cieszący się ogromnym szacunkiem zarówno polityków rządowych, jak i opozycji. Ze znalezieniem kandydata, który choć trochę przypominałby Bączkowskiego, był nie lada problem. Wreszcie zdecydowano się na pracowitego i przygotowanego merytorycznie krakowskiego profesora. Hausnerowi udało się przekonać do założeń trudnej reformy nawet krytyczną do rządu SLD-PSL „Solidarność”. To był niewątpliwy sukces. Z czasem zaczęto go postrzegać jako szarą eminencję, speca od strategii gospodarczej i polityki regionalnej, czym zajmował się od początku lat 90. Przypadek ponownie sprawił, że Hausner znalazł się na liście kandydatów na posłów. Z Krakowa miał bowiem startować rzecznik Sojuszu, Andrzej Urbańczyk, ale po jego śmierci liderzy SLD zaczęli szukać osoby zdolnej pociągnąć listę. I wtedy do Hausnera zadzwonił Krzysztof Janik z propozycją wystartowania w wyborach. Na jesieni 2001 r., gdy koalicja SLD-UP-PSL zaczęła tworzyć rząd, Hausner został ministrem pracy. W przeciwieństwie do wielu swoich
Tagi:
Joanna Tańska







