Festiwal rodem z Felliniego

Festiwal rodem z Felliniego

Jedyny kłopot jaki mógł trapić uczestników to nadmiar wrażeń i zaplanowanych imprez

W niedzielny wieczór, 28 października przed Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki w Warszawie przybywających licznie gości witała grupa niecodziennie ubranych, ale znajomo wyglądających postaci. Rozpoczynał się ósmy Festiwal FeFe, znany także jako Felliniada. Na uczestników imprezy czekały wróżki i słuchacze Studium Technik Teatralnych, którzy charakteryzowali chętnych na postaci z filmów Felliniego, podobnych do tych czekających przed wejściem. Wszystko po to, aby dzięki niekonwencjonalnej, interdyscyplinarnej formie w ciągu czterech dni trwania imprezy stworzyć

atmosferę rodem z filmów Mistrza.

Wszak sam Fellini ubolewał, że telewizja zniszczyła kino i widzowie nie przeżywają już spektaklu filmowego jak świata realnego.
W tym roku rozpoczęcie festiwalu zbiegło się z kolejną edycją Jazz Jamboree. Filmowej uczcie towarzyszyła więc muzyka jazzowa. Oprócz koncertów w kawiarni MCKiS duże wrażenie na publiczności zrobił wrocławski zespół wokalno-instrumentalny The Sound Office. Cztery wokalistki wykonały kilkanaście standardów jazzowych w oryginalnym opracowaniu i… z polskimi tekstami. Niektóre kompozycje w polskim brzmieniu nabierały charakteru humorystycznego – jak się nie uśmiechnąć, gdy ze sceny płynie opowieść o dylematach muchomora? Niemniej jednak najważniejsza była muzyka, a nią zespół zasłużył sobie na aplauz zgromadzonej publiczności.
Uroczyste otwarcie ósmej edycji Festiwalu FeFe nastąpiło w Teatrze Wielkim. Widzowie mieli okazję obejrzeć widowisko baletowe „La Dolce Vita”, oparte na życiu i filmach Federico Felliniego, w inscenizacji i choreografii Zofii Rudnickiej. Barwny spektakl do muzyki Nino Roty, skomponowanej do siedemnastu filmów Mistrza, łączy w sobie taniec, teatr i cyrk, wspaniale oddając tym samym niepowtarzalny klimat filmów Felliniego.
Jedyny kłopot jaki mógł trapić uczestników festiwalu to nadmiar wrażeń i zaplanowanych imprez. Nie sposób było zobaczyć wszystkiego, ponieważ symultanicznie odbywały się koncerty, spektakle teatralne, występy kabaretów i projekcje filmowe. Ideą festiwalu jest bowiem wspieranie i propagowanie ambitnej twórczości niezależnej w duchu twórczości Felliniego, niekoniecznie wyłącznie filmowej.
Festiwal FeFe to jednak również szansa dla młodych filmowców na stworzenie własnego filmu pod okiem profesjonalnych twórców. Najlepsi adepci cieszących się dużym powodzeniem warsztatów mieli szansę wziąć udział w

konkursie filmów krótkometrażowych.

Mieli też okazję porozmawiać z Kazimierzem Kutzem, któremu przyznano tegoroczną nagrodę Wielkiego FeFe za „robienie swojego w filmie”.
Jak podkreślał jego pomysłodawca, Lech Chaco Mackiewicz, festiwal narodził się w Sydney, potem przez kilka lat odbywał się w Skierniewicach, a ósmą edycją zadebiutował w Warszawie. Stopniowo wydłużał się również czas trwania Felliniady. Na festiwal zawsze przyjeżdżali znani twórcy polskiego kina. W tym roku oprócz Kazimierza Kutza imprezę odwiedzili także między innymi Janusz Kijowski oraz laureaci FeFe z lat ubiegłych: Marek Piwowski, Andrzej Kondratiuk i Iga Cembrzyńska.
Zachęceni sukcesem tegorocznej edycji organizatorzy już dziś zapowiadają, że festiwal na stałe zagości w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki. Impreza przyciągnęła młodych miłośników kina, a także zapaleńców, którzy z przyjemnością zanurzyli się po raz kolejny w

świat wykreowany przez Feliniego

na ekranie. Zabawa wypełniona humorem i muzyką przeciągała się do późna i pewnie trochę tej ekranowej magii przeniknęło do rzeczywistości. Nic dziwnego, że w Internecie można znaleźć lakoniczne, ale pełne entuzjazmu recenzje w rodzaju: „Fantastyczna impreza. Polecam!”. Niby powszechnie wiadomo, że Federico Fellini to jedna z najznakomitszych postaci w historii kina, ale za sprawą organizatorów Felliniady można było tę prawdę odkrywać na nowo.

 

Wydanie: 45/2001

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy