Frakcja Czerwonej Armii na wolności?

Frakcja Czerwonej Armii na wolności?

Czy niemieckie państwo prawa uwolni najgroźniejszych terrorystów

Siali w całych Niemczech strach i grozę, a teraz błagają o łaskę – pisze bulwarowy dziennik „Bild”. „To byłby policzek dla ofiar i ich rodzin. Terroryści, którzy nie okazali skruchy, nie zasługują na ułaskawienie czy zwolnienie warunkowe”, głosi sekretarz generalny CSU, Markus Söder.
W Niemczech rozgorzała dyskusja, w której biorą udział nie tylko politycy i publicyści, ale także dawni aktorzy dramatycznych wydarzeń, byli terroryści, policjanci oraz krewni 37 osób zamordowanych przez bojówkarzy z lewackiej Frakcji Czerwonej Armii. Oto najbardziej fanatyczni przywódcy RAF, Brigitte Mohnhaupt i Christian Klar, po wielu latach więzienia chcą wyjść na wolność. Oboje przebywają za kratami od 1982 r. Kiedy zostali aresztowani, zimna wojna osiągnęła właśnie swój punkt kulminacyjny, nie było telefonów komórkowych czy kart do bankomatów, a o zjednoczeniu Niemiec nikomu nawet się nie śniło.
Brigitte Mohnhaupt spędziła w celi ponad połowę swego 57-letniego życia (licząc także poprzedni wyrok). Gdyby skazani byli pospolitymi przestępcami, już dawno zostaliby zwolnieni. Czy niemieckie państwo prawa powinno umożliwić powrót do społeczeństwa także przestępcom o „ideologicznych” motywach, którzy przez lata brutalnie walczyli przeciw demokracji i mają krew na rękach? Lewicowi komentatorzy przypominają, że Republika Federalna nawet zbrodniarzy nazistowskich traktowała znacznie bardziej pobłażliwie.
Zgodnie z niemieckim prawem, także skazanym na dożywocie nie wolno ostatecznie odbierać szansy na odzyskanie wolności. „Zwykłe” dożywocie oznacza zazwyczaj 15 lat odsiadki i zwolnienie warunkowe. Wyrok z orzeczeniem „szczególnie obciążającej winy” to w praktyce 18 lat na więziennym chlebie. Mohnhaupt i Klar pokutują za swe zbrodnie znacznie dłużej. Jeśli państwo nie okaże im łaski, w oczach wielu może to wyglądać na zwykłą zemstę. Ale 71% obywateli Republiki Federalnej sprzeciwia się uwolnieniu „masowych morderców”.
Para terrorystów została skazana 22 lata temu na

pięciokrotne dożywocie

plus 15 lat za kratami za udział w dziewięciu morderstwach. To najsurowsze wyroki, wymierzone terrorystom z RAF. Klar otrzymał jeszcze później dożywocie po raz szósty. Sąd w Stuttgarcie orzekł, że dawny czołowy terrorysta „drugiej generacji” RAF musi spędzić w więzieniu co najmniej 26 lat. Oznacza to, że może zabiegać o zwolnienie warunkowe dopiero w styczniu 2009 r. Ale Klar już przed kilkoma laty poprosił o ułaskawienie prezydenta Republiki Federalnej, Johannesa Raua. Ten wolał nie podejmować decyzji w tak kontrowersyjnej sprawie. Obecnie prośbę zabójcy z RAF rozpatruje prezydent Horst Köhler. Do nielicznych prerogatyw tego urzędu należy ułaskawianie przestępców. Köhler może konsultować się w sprawie Klara, ale decyzję podejmie całkowicie samodzielnie.
Brigitte Mohnhaupt natomiast nie prosi o łaskę, lecz o warunkowe zwolnienie zgodnie z postanowieniem sądu w Stuttgarcie. Sąd orzekł, iż może ono nastąpić po 24 latach odbywania kary (czyli 27 marca br). Mohnhaupt wystąpiła z wnioskiem, aby właśnie tak się stało. Nawet prokuratura federalna wydała opinię, że przed dawną bezpardonową fanatyczką powinny otworzyć się bramy więzienia. Mohnhaupt i Klar wyrzekli się przecież zbrojnej walki przeciwko państwu i, czego policyjni eksperci są absolutnie pewni, z ich strony nie grozi już żadne niebezpieczeństwo. Uprzednio z warunkowego zwolnienia skorzystało 19 bojówkarzy Frakcji Czerwonej Armii. Żaden z nich nie wkroczył ponownie na drogę przestępstwa. Dawni „krzewiciele rewolucji światowej” żyją skromnie jako kierowcy ciężarówek, handlarze winem czy też z zasiłku socjalnego. Niedobitki RAF ogłosiły rozwiązanie organizacji w 1998 r., ostatniego zaś ataku (na więzienie w heskim Weiterstadt) lewaccy bojówkarze dokonali pięć lat wcześniej.
Sprawa ta budzi emocje, tym gorętsze, że Mohnhaupt i Klar

nie wykazali skruchy,

nie odżegnali się od swej przeszłości. Klar w swej prośbie o ułaskawienie wyraził tylko ubolewanie z powodu cierpień ofiar Frakcji Czerwonej Armii. Mohnhaupt nie zdobyła się nawet na to. Para dawnych terrorystów nie zamierza też wyjawić szczegółów swojej działalności, a dziewięć spośród zamachów, dokonanych przez Frakcję Czerwonej Armii, wciąż w znacznym stopniu pozostaje tajemnicą.
RAF została założona przez „najbardziej konsekwentnych” aktywistów studenckiej rewolty 1968 r. Na czele organizacji stanął Andreas Baader, szalony egocentryk i dandys, miłośnik pięknych kobiet i szybkich samochodów. Ideologii Frakcji Czerwonej Armii dostarczyła dziennikarka Ulrike Meinhof (która jednak czuła się źle u boku brutalnego Baadera i nie miała talentu do „terrorystycznej roboty”). Dlatego pierwszą generację RAF nazywano także bandą Baader-Meinhof. Brigitte Mohnhaupt, studentka filozofii, wcześnie przyłączyła się do „czerwonoarmistów” i w 1972 r. została skazana na cztery lata i osiem miesięcy więzienia. Kiedy Meinhof popełniła samobójstwo w ponurym więzieniu Stammheim w Stuttgarcie, do tego zakładu karnego przeniesiono właśnie Mohnhaupt. W ten sposób młoda kobieta poznała osadzonych w Stammheim przywódców pierwszej generacji RAF – Baadera, Gudrun Ensslin, Jana-Carla Raspego. Nawet bezwzględny Baader był pod wrażeniem niewiarygodnie twardego charakteru „czerwonej Brigitte”. Szef Frakcji Czerwonej Armii, coraz bardziej przygnębiony więziennym życiem, mianował Mohnhaupt swoim „namiestnikiem” i rozkazał jej przeprowadzenie „operacji uwolnienia”. Kiedy terrorystka zakończyła odbywanie kary, natychmiast zeszła do podziemia i przystąpiła do akcji. Tylko dzięki ogromnej energii i fanatyzmowi Mohnhaupt RAF zdołała się odrodzić jako „druga generacja” licząca 37 bojówkarzy. Mohnhaupt, której najbardziej sprawnym pomocnikiem stał się Christian Klar, rozpętała w 1977 r. szokującą kampanię terroru. Przeszła ona do historii jako „niemiecka jesień” czy też „czas ołowiu”. W kwietniu dwaj terroryści na motocyklu ostrzelali samochód generalnego prokuratora federalnego, Siegfrieda Bubacka. Prokurator zginął wraz z dwoma towarzyszami. W lipcu Mohnhaupt i Klar dostali się do willi szefa Dresdner Banku, Jürgena Ponta, i zastrzelili go z zimną krwią. Ponto umierał na oczach swej żony. We wrześniu 1977 r. uprowadzony został w Kolonii przewodniczący Związku Pracodawców, Hanns-Martin Schleyer. Trzej ochraniający go policjanci oraz kierowca

zginęli pod gradem kul.

Władze Republiki Federalnej nie ugięły się przed żądaniami terrorystów, Baader i jego kompani nie zostali zwolnieni. Mohnhaupt i Klar podjęli decyzję o „egzekucji” Schleyera. 19 października zwłoki uprowadzonego znaleziono w samochodzie pod Mülhausen. Baader, Ensslin i Raspe popełnili samobójstwo w Stammheim. Władze RFN zareagowały na eksplozję terroryzmu z niezwykłą surowością, aczkolwiek państwo nigdy nie było zagrożone. W ramach walki z lewackimi bojówkarzami zrezygnowano z pewnych zdobyczy państwa prawa.
Po klęsce podczas „niemieckiej jesieni” niektórzy terroryści RAF zwątpili i szukali schronienia w NRD. Mohnhaupt i Klar uszli jednak do Paryża, gdzie knuli kolejne zamachy. W 1981 r. w Heidelbergu z ręcznej wyrzutni rakiet wystrzelili w opancerzonego mercedesa, w którym jechał amerykański generał, Frederick Kroesen. Auto zostało zniszczone, wojskowy cudem ocalał. Za kratami para terrorystów należała do najbardziej bezpardonowych. Mohnhaupt z pogardą potępiła dawnych „towarzyszy”, aresztowanych po upadku muru berlińskiego w NRD, którzy, w nadziei na łagodniejszy wyrok, składali obszerne zeznania. W 1992 r. ówczesny minister sprawiedliwości, Klaus Kinkel, wystąpił z „inicjatywą pojednania”, mającą na celu przerwanie łańcucha przemocy. Wielu skazanych terrorystów zostało wtedy ułaskawionych. W odpowiedzi pozostający jeszcze na wolności bojówkarze zapowiedzieli, że już nie będą zabijać. Mohnhaupt i Klar byli jednak przeciwni wykazywaniu podobnej „uległości”. Czy przed takimi bezlitosnymi zabójcami należy teraz otworzyć bramy więzień? Czy terroryści, którzy nigdy się nie pokajali, mają teraz korzystać z dobrodziejstw państwa prawa?
Przeciwni okazaniu litości są politycy chadecji, liderzy związku zawodowego policjantów, pamiętający o dziewięciu zabitych kolegach, oraz rodziny ofiar. Były dyrektor federalnego Urzędu Kryminalnego, Hans-Ludwig Zachert, oświadczył: „Klar to seryjny morderca, zimny jak blok lodu. Nie zasługuje na łaskę”. Waltrude Schleyer, wdowa po zamordowanym przewodniczącym Związku Pracodawców, zaapelowała: „Nie dajcie wolności zabójcy mojego męża”.
Politycy lewicowi i liberalni podkreślają natomiast, że państwo prawa powinno stosować swe zasady także wobec najbardziej zatwardziałych zbrodniarzy, jeśli ci przestali zagrażać społeczeństwu. „Wobec przestępców z RAF muszą obowiązywać takie same reguły jak wobec innych przestępców”, stwierdził parlamentarzysta z Partii Zielonych, Hans-Christian Ströbele. Niemcy muszą wreszcie zamknąć bolesny rozdział swej przeszłości. Wszystko wskazuje na to, że Brigitte Mohnhaupt w marcu stanie się wolnym człowiekiem. W sprawie Christiana Klara prezydent Republiki Federalnej będzie musiał podjąć niełatwą decyzję.

***
Terrorystki za kratami
W więzieniu pozostają jeszcze dwie kobiety z RAF, Eva Haule, aresztowana w 1986 r., oraz Birgit Hogefeld z „trzeciej generacji RAF”, ujęta w 1993 r. podczas dramatycznej akcji w Bad Kleinen. Zginęli wtedy terrorysta Wolfgang Grams oraz funkcjonariusz z jednostki specjalnej. Obie terrorystki dostały dożywocie. W sierpniu 2007 r. Haule będzie mogła zgłosić wniosek o zwolnienie warunkowe. Hogefeld, która w 1996 r. wezwała Frakcję Czerwonej Armii do rozwiązania się, zyska prawo do warunkowego zwolnienia w roku następnym.

 

Wydanie: 6/2007

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy