Pakistańczyk wraca do domu

Pakistańczyk wraca do domu

Partie w Austrii toczą walkę o głosy wyborców, wykorzystując do swoich celów uchodźców
Korespondencja z Wiednia

Troska o szybkie i sprawne deportacje Pakistańczyków i Afgańczyków, obchodzących właśnie ramadan, może się podobać wielu wyborcom. O uchodźcach z kościoła Wotywnego, prowadzących wcześniej głodówki, od marca do lipca było cicho. Jak się tego sami uchodźcy obawiali, zniknęli z oczu opinii publicznej wraz z opuszczeniem zajmowanego nielegalnie kościoła w centrum Wiednia. Powracają przed wyborami do parlamentu.
Praworządność pisana w cudzysłowie ma zwrócić uwagę na podejrzane pokazowe rozwiązania minister spraw wewnętrznych Johanny Mikl-Leitner: deportacje, przeszukania klasztoru, wreszcie oskarżanie części nielegalnych imigrantów o organizowanie handlu ludźmi – właśnie teraz. W sezonie rozkręcającej się kampanii wyborczej ludowa partia, „czarna”, chce przebić „niebieskich”, prawicowo-nacjonalistycznych wolnościowców z FPÖ w populistycznych efektach „grania” imigrantami. SPÖ, socjaldemokracja, też się nie wyłamuje. Byle do wyborów.
W marcu obiecano uchodźcom, głównie z Pakistanu i Afganistanu, bezpieczne lokum do października. W klasztorze Serwitów pod opieką Caritasu, wolontariuszy i kilku organizacji przebywa 39 osób, w tym 17 oczekujących na legalizację statusu w Austrii. 29 lipca przygotowano do deportacji pierwszych ośmiu Pakistańczyków ubiegających się o azyl. Pod byłymi koszarami Rossauer Kaserne, gdzie czekali na wylot do Pakistanu, przeciw ich wydaleniu protestowało ok. 100 osób. 23-letnia studentka została pchnięta przez jednego z policjantów, doznała obrażeń. Na YouTube można znaleźć filmik ze zdarzenia.

Pakistan ostoją demokracji?

Deportowani Pakistańczycy bali się represji w swoim kraju po tym, jak krytykowali rząd w Islamabadzie oraz talibów. Podobne obawy mają pozostali przebywający w klasztorze. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, jak zapewnia minister Mikl-Leitner, nie widzi powodów do obaw, opierając się na własnym raporcie o aktualnym stanie państwa i bezpieczeństwie w Pakistanie. Raport pozwala uznać deportację za możliwą. Można w nim przeczytać nawet o „wyraźnych oznakach demokracji” w Pakistanie.
Z kolei Human Rights Watch i ONZ mówią o setkach zabitych i tysiącach rannych w atakach talibów i innych ekstremistów w roku 2012. Prognozy na przyszłość nie są dobre. Także austriackie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ostrzega rodaków przed wyjazdami do większości krajów muzułmańskich, w tym do Pakistanu. Na jego stronach internetowych można przeczytać o zagrożeniu atakami terrorystycznymi i o samobójczych zamachach przeprowadzanych przez grupy fundamentalistów talibskich czy członków Al-Kaidy. Ostrzega się też przed porwaniami, aktami przemocy oraz krwawymi rozgrywkami rywalizujących grup politycznych i przestępczych. Dwa różne ministerstwa, dwa różne obrazy Pakistanu. Jeden dla Austriaka, drugi dla deportowanego Pakistańczyka. Przecież „wraca do domu”.

Uchodźcy czy szmuglerzy?

Akurat w tym samym tygodniu Federalne Biuro Policji Kryminalnej aresztowało sześć osób w związku z przemytem ludzi. Trzech podejrzanych to uchodźcy z klasztoru, z grupy głodujących przed paroma miesiącami w sprawie zmian w bardzo restrykcyjnym prawie azylowym Austrii, którzy protestowali na rzecz godnego traktowania uchodźców. Tym Pakistańczykom zarzuca się szmugiel około tysiąca osób na teren EU. Mieli na tym zarobić nawet 10 mln euro. Aresztowania i zarzuty policji wobec uchodźców z klasztoru są szokujące. Organizacja charytatywna chce szybkiego wyjaśnienia, czy podejrzenia ciążące na ich podopiecznych są prawdziwe.
Uchodźcy w klasztorze dozorowanym przez policję uważają, że to kampania przeciw nim prowadzona w coraz bardziej gorącym politycznym okresie. Nie wierzą w winę kolegów, z którymi spędzili co najmniej osiem miesięcy. Uważają, że pani minister oczekuje po deportacjach poprawy wizerunku i wspiera się teraz kryminalizacją uchodźców. 24-letni Mauhammad Numan mówi, że klasztor stał się więzieniem. Policja wpada i dokonuje przeszukań o każdej porze. 25-letni Mir Jahangir obawia się złego wizerunku, jaki będzie im, ludziom szukającym azylu, towarzyszył: – Przestaniemy być dla opinii publicznej szukającymi pomocy, a staniemy się przestępcami. To boli.

Kolejnych dwunastu

Deportacja czeka następnych 12 mężczyzn z klasztoru. Boją się, jak wcześniej ośmiu już wydalonych, o swoje życie po powrocie do Pakistanu. Na razie Caritas nic nie wie o losach deportowanych z Austrii mężczyzn, bo nie zgłosili się do siedziby organizacji na terenie Pakistanu. W każdej chwili  uchodźcy mogą otrzymać dokument podróży wydany przez ambasadę pakistańską. Kiedy służby imigracyjne mają już owe papiery, przewożą ludzi do aresztu deportacyjnego, a potem doprowadzają do samolotu. I tak Austria pozbywa się jednego po drugim starających się o azyl. Raz ciszej, raz głośniej. Minister Johanna Mikl-Leitner nie skorzystała w przypadku uchodźców z kościoła Wotywnego ze specjalnego prawa przyznania azylu. Do kwestii zagrożenia życia deportowanych w Pakistanie odniosła się z delikatnością znaną z wypowiedzi koleżanki z tej samej „czarnej” partii, minister sprawiedliwości Beatrix Karl. Co do brutalnego gwałtu na nieletnim w areszcie tymczasowym, w którym nie powinien był się w ogóle znaleźć, stwierdziła, że areszt to nie raj. Mikl-Leitner w publicznym radiu powiedziała natomiast, że przecież ona nie jest w stanie zagwarantować, że ubiegający się o azyl nie będzie miał w Austrii wypadku samochodowego.
Marszałkini parlamentu austriackiego Barbara Prammer pyta, czy pani minister skorzystała z licznych możliwości prawnych. Apeluje, by „nie prowadzić walki wyborczej na koszt uchodźców – to nieodpowiednie i niegodne”.
Również Beatrix Mayrhofer, szefowa Stowarzyszenia Zakonów Żeńskich w Austrii, które zaangażowały się w pomoc uchodźcom, protestowała przeciw deportacjom. Policjant uhonorowany za odwagę cywilną wyróżnieniem Ute Bock (najbardziej znanej austriackiej działaczki na rzecz praw uchodźców) zarzuca minister spraw wewnętrznych oraz policji „cynizm i brak skrupułów”. Apeluje o zaprzestanie igrania bezpieczeństwem ludzi szukających właśnie bezpieczeństwa.
Austria to w tym przypadku i terminie nie najlepszy adres dla azylantów.

 


24 listopada 2012 r. – ok. 200 uchodźców ubiegających się o azyl w Austrii maszeruje z obozu przejściowego w Traiskirchen do Wiednia. Chcą poruszyć swoim losem stolicę i polityków. W Wiedniu zakładają miasteczko namiotowe.
18 grudnia – część uchodźców zajmuje kościół Wotywny.
19 grudnia – domagają się negocjacji z austriackim MSW.
23 grudnia – w proteście wobec braku reakcji polityków ok. 40 uchodźców rozpoczyna strajk głodowy.
28 grudnia – policja brutalnie likwiduje miasteczko namiotowe.
22 stycznia 2013 r. – uchodźcy przerywają na dziesięć dni strajk głodowy.
10 lutego – członkowie prawicowej ekstremy Die Identitären zajmują kościół, usuwani są przez specjalne jednostki policji.
13 lutego – prezydent Heinz Fischer apeluje do uchodźców, by opuścili kościół i przenieśli się do innych kwater.
3 marca – ok. 60 uchodźców przenosi się z kościoła Wotywnego do Klasztoru Serwitów.

Wydanie: 32/2013

Kategorie: Świat
Tagi: Beata Dżon

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy