Franciszka powrót do korzeni

Franciszka powrót do korzeni

Franciszek nie uchylał się od poruszenia również tych tematów, na które wszyscy czekali – zwłaszcza dotyczących pogłębiających się nierówności społecznych i odpowiedzialności władzy przed obywatelami. Zaraz po mszy w Guayaquil papież udał się helikopterem na spotkanie z prezydentem, Rafaelem Correą. Krytykowany za niemal dyktatorski charakter rządów oraz pogłębiającą się izolację kraju na arenie międzynarodowej Correa zmaga się z coraz większą wewnętrzną opozycją, zwłaszcza z powodu coraz mniej korzystnych dla Ekwadoru związków z Wenezuelą oraz pozostałymi krajami ALBY, Boliwariańskiej Alternatywy dla Ameryki założonej jeszcze przez Hugo Cháveza, stowarzyszenia opartego na bezgotówkowej wymianie dóbr i usług między jego członkami. Przeciwnicy prezydenta zamanifestowali zresztą niechęć wobec władzy także w czasie pielgrzymki papieża, urządzając pikietę przed pałacem prezydenckim i namawiając wcześniej Franciszka do bojkotu spotkania.

Boliwia: Komunistyczny krucyfiks

Z Ekwadoru papież przeniósł się do Boliwii – kraju jeszcze trudniejszego dla wizyty duszpasterskiej. Rządzący krajem od 10 lat Evo Morales oraz jego macierzysta partia, Movimiento al Socialismo (Ruch na rzecz Socjalizmu), należą do zdecydowanych przeciwników dominującej roli Kościoła katolickiego. Boliwia była zresztą zawsze trudnym terenem dla ewangelizacji. Większość jej mieszkańców do dzisiaj żyje w trudno dostępnych miejscowościach w Andach oraz na południowo-zachodnich skrawkach amazońskiej dżungli. W dodatku aż 88% Boliwijczyków to etniczni Indianie, pochodzący z dwóch głównych grup, Quechua i Ayamara, najczęściej słabo lub w ogóle nieposługujący się językiem hiszpańskim. W konstytucji tego kraju języki obu mniejszości mają zresztą taki sam, równy status, a wierze katolickiej poświęca się tyle samo miejsca, co kultowi Pachamamy, inkaskiej bogini ziemi i płodności.

Już początek wizyty w Boliwii zaznaczył się sytuacją, która u Franciszka i jego współpracowników wywołała konsternację. W czasie oficjalnego spot­kania w pałacu prezydenckim Morales podarował papieżowi „komunistyczny krucyfiks” – figurę Jezusa przybitego do skrzyżowanych sierpa i młota. Choć kontrowersyjny, nie był to prezent przypadkowy. Wręczony przez Moralesa upominek był kopią krucyfiksu stworzonego przez boliwijskiego jezuitę Luisa Espinala, działacza teologii wyzwolenia, zamordowanego przez tamtejszą dyktaturę w 1980 r. W ten sposób prezydent Boliwii chciał najpewniej przypomnieć światu oskarżenia kard. Bergoglia o bierną postawę wobec lewicowo zaangażowanych księży w czasach, gdy był jeszcze arcybiskupem Buenos Aires.

Odpowiedź Franciszka dowiodła jednak, że przyjechał dobrze przygotowany. W późniejszych wypowiedziach prasowych zaprzeczył, jakoby prezent w jakikolwiek sposób go obrażał. Był też doskonale świadom nawiązania do dziedzictwa Espinala. Będąc jezuitą, zapewne niejednokrotnie musiał spotykać się ze sprzeciwem wobec działań boliwijskiego duchownego, regularnie krytykowanego przez Watykan za propagowanie tzw. preferencyjnej opcji dla ubogich (element nauczania teologii wyzwolenia) oraz otwarte wręcz nawoływanie do rewolucji marksistowskiej. Papież daleki był jednak od krytyki tych postaw, przecież wszechobecnej w Watykanie jeszcze za czasów pontyfikatu Jana Pawła II. Tuż przed wylotem z Boliwii Franciszek nakazał zboczyć z drogi na lotnisko, by osobiście pomodlić się w miejscu, w którym znaleziono ciało zamordowanego Espinala.

Tak jak motywem przewodnim ekwadorskiego rozdziału pielgrzymki była rodzina, tak w Boliwii papież skoncentrował się na ubóstwie i wykluczeniu społecznym. W czasie mszy odprawionej w nizinnym Santa Cruz, wygłaszając kazanie, które uznano za jedno z najlepszych jego wystąpień publicznych, Franciszek skrytykował kapitalistyczny porządek świata, przypominając, że każdy, nawet najuboższy człowiek ma „święte prawa do godziwej pracy, wiktu i posiadania ziemi”. Mocno skrytykował też potężne międzynarodowe korporacje za „stwarzanie niemożliwych do zaakceptowania warunków pracy i działalność szkodliwą dla klimatu i środowiska naturalnego”. Podkreślił też znaczenie walki o równouprawnienie mniejszości etnicznych, przestrzegając jednocześnie ich działaczy przed „szkodliwą fascynacją wszelkiego rodzaju ideologiami totalitaryzmu i opresji”.

Najdosadniej wybrzmiało jednak słowo „przepraszam”, które Franciszek skierował do rdzennych mieszkańców kontynentu latynoamerykańskiego, przepraszając za zbrodnie popełnione przez Kościół i jego wysłanników w czasach konkwisty i europejskiego kolonializmu. To kolejna wypowiedź, która stawia argentyńskiego jezuitę w opozycji do jego poprzedników. Kiedy Benedykt XVI odwiedził Brazylię w 2007 r., ściągnął na siebie lawinę krytyki za wypowiedzi w obronie kampanii chrystianizacyjnej prowadzonej przez zakonników wysyłanych do kolonii przez dwory Hiszpanii i Portugalii.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 30/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy