Argentyna pyta, gdzie jest Santiago Maldonado

Argentyna pyta, gdzie jest Santiago Maldonado

Sprawa 28-latka przypomina zaginięcia z okresu dyktatury wojskowej

Sprawa ma głęboki wymiar społeczny i polityczny – twierdzi laureat Pokojowej Nagrody Nobla Adolfo Pérez Esquivel. – Mapucze są obiektem ostrych represji ze strony tego rządu i poprzednich. Dzisiaj mamy do czynienia z zaginionym, który nie jest Mapuczem – to Santiago Maldonado. Chcemy go zobaczyć, tymczasem rząd wykręca się od odpowiedzialności.

Słowo zaginiony kojarzy się Argentyńczykom z najczarniejszym okresem ich historii, dyktaturą wojskową lat 1976-1983 oraz 30 tys. zatrzymanych i zaginionych. Z chwilą powrotu do demokracji Argentyńczycy często demonstrowali pod hasłem „Nigdy więcej”. Można było się spodziewać, że reakcją na zaginięcie Maldonada będą masowe demonstracje w kraju i za granicą, wszędzie tam, gdzie są Argentyńczycy.

W sobotę, 2 września, odbył się symboliczny przemarsz 20 byłych więźniów owianego złą sławą centrum tortur z czasów dyktatury wojskowej, ESMA, Szkoły Mechaniki Marynarki Wojennej, przez tę instytucję, którą później przekształcono w miejsce pamięci o represjach. Jeden za drugim przechodzili przez sale tortur i schodzili do piwnic, w których przeciwnicy dyktatury byli narkotyzowani, potem ładowano ich do samolotów i jeszcze żywych zrzucano do Río de la Plata. Wchodząc na teren ESMA, protestujący powtarzali zdanie: „Przebywałem tu jako zatrzymany-zaginiony i żądam: pokażcie żywego Santiaga Maldonada”. Ostatniego zaginionego Argentyńczyka, o losach którego od miesiąca nic nie wiadomo.

Rząd ma problem

28-letni Santiago Maldonado, artysta, hipis i orędownik życia w zgodzie z naturą, zaginął 1 sierpnia. Uczestniczył wtedy w ostrym proteście grupy Indian Mapuczów, którzy w Patagonii weszli na ziemie należące do koncernu Benetton. Miejscowi zapewniają, że został zatrzymany i wywieziony przez żandarmów. Ci zaś wszystkiemu zaprzeczają. Stąd przypuszczenia, że Santiago został zabity, a jego ciało ukryto. Rząd twierdzi, że brakuje dowodów, które mogłyby obciążać żandarmerię. Sprawą zainteresowała się Międzyamerykańska Komisja Praw Człowieka, działająca w strukturze Organizacji Państw Amerykańskich, domagając się od rządu argentyńskiego natychmiastowych wyjaśnień.

Sprawa zaginięcia Maldonada stała się poważnym problemem dla rządu Mauricia Macriego. Tylko na Twitterze pojawiło się ponad pół miliona wpisów z żądaniem wyjaśnienia losu zaginionego.

Na stadionach San Lorenzo i Temperley, klubów należących do ekstraklasy, zawisły banery z żądaniem pokazania Maldonada żywego. Z podobnym hasłem na koszulce wystąpił w czasie spotkania ligowego rezerwowy bramkarz drużyny narodowej Patón Guzmán. Selekcjoner Jorge Sampaoli, zapytany o to w czasie konferencji prasowej, oświadczył: „Jako Argentyńczyk, któremu przyszło żyć w tamtych czasach, dziwię się, że sprawa nie została dotąd wyjaśniona”.

Sprawa zaś nie tylko mobilizuje najbardziej krytycznych wobec rządu kirchneristów (odmiana peronizmu, na czele ruchu stoi była prezydent Cristina Fernández de Kirchner), ale także zainteresowała szerokie grupy społeczne w kraju i za granicą. Protesty nie przekonują jednak Patricii Bullrich, minister do spraw bezpieczeństwa, która uparcie broni żandarmów i nie zwalnia żadnej z osób odpowiedzialnych za operację. Sama Bullrich była kiedyś bliska partyzantce miejskiej Montoneros (jej siostra była partnerką życiową Rodolfa Galimbertiego, jednego z przywódców partyzantki) i w swojej karierze politycznej, przechodząc z jednej partii do drugiej, dotarła aż do ugrupowania prezydenta. Zrobiło się o niej głośno po jej polemicznej uwadze na temat dyktatury i partyzantki: „Demony nie były znów tak wielkimi demonami, a aniołowie nie byli aniołkami”.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 37/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 37/2017

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy