Czy Niemcy są gotowe na kanclerza mężczyznę

Czy Niemcy są gotowe na kanclerza mężczyznę

Angela Merkel odchodzi z polityki na własnych warunkach

Córka pastora, prymuska wychowana wśród dzieci z niepełnosprawnością intelektualną. Jeszcze w 1989 r. naukowczyni w Instytucie Fizyki w Berlinie, dwa lata później ministra w rządzie Helmuta Kohla. Pierwsza kobieta piastująca urząd kanclerski i pierwsza kanclerka pochodząca ze wschodnich Niemiec. Pragmatyczna, skrupulatna, wręcz nudna. Mimo to ogrywała charyzmatycznych mówców, uderzających pięścią w stół. Odchodzi z polityki na własnych warunkach. Niezwykła droga Angeli Merkel.

W październiku 2005 r., po wyborach do Bundestagu, w studiu telewizji ZDF odbyła się tzw. runda słoniowa (Elefantenrunde), do której usiedli politycy wagi słoniowej, czyli same tuzy. Za największego wciąż uważał się ówczesny kanclerz Gerhard Schröder. Wyniki wyborów wskazywały jednak, że wprawdzie jednym punktem, ale wygrali chadecy z Angelą Merkel na czele. Do Schrödera przegrana zdawała się nie docierać: „Nikt poza mną nie jest w stanie stworzyć stabilnego rządu. Jestem kanclerzem i nim zostanę”. Arogancki, napompowany testosteronem lider SPD ostatni raz próbował oznaczyć teren: „Myślicie, że usiądę do rozmów koalicyjnych z panią Merkel, kiedy ona opowiada, że chce zostać kanclerką? Nie wygłupiajmy się”.

Z początku zdenerwowana niewielką wygraną (sondaże prognozowały pięcioprocentową przewagę) i prawie nieobecna Merkel odzyskała w końcu werwę. Opuszczone kąciki ust się uniosły, spojrzała na ostatnie podrygi rywala z pobłażaniem, lecz nie zaatakowała go bezpośrednio: „Kanclerz ma najwyraźniej pewne trudności z uznaniem, że jego partia przegrała”. W tym momencie uwierzyła, że zaraz zostanie kanclerką Niemiec i w dalszych wypowiedziach skupiła się już na planach stworzenia koalicji. Przewodnicząca CDU nie tylko zaistniała w męskim świecie superbohaterów, ale także objęła w nim przywództwo. Wymknęła się klasycznemu modelowi rządzenia i wprowadziła na scenę polityczną nową jakość. Być może najpotężniejsza obecnie kobieta świata zbudowała swoją pozycję pracowitością, skrupulatnością i otwartością na dialog.

Go East

Angela Kasner urodziła się w 17 lipca 1954 r. w Hamburgu. Trzy miesiące później jej ojciec, luterański pastor Horst Kasner, przyjął propozycję objęcia parafii w NRD i rodzina przeprowadziła się do Templinu – malowniczego miasteczka w północnej Brandenburgii. Złośliwi twierdzą, że był to pierwszy i ostatni raz, kiedy przyszła kanclerka płynęła pod prąd. We wschodnich Niemczech brakowało księży. Kto mógł, uciekał na Zachód. Pastor jednak dobrowolnie wybrał NRD, gdyż sympatyzował z socjalizmem i krytycznie wypowiadał się o zachodnim materializmie. Parafia Kasnera i prowadzone przez niego centrum kształcenia duchownych mieściły się tuż obok ośrodka dla dzieci upośledzonych umysłowo. Wśród nich dorastała Angela z dwójką młodszego rodzeństwa. Kanclerka wspomina, że przyjaźniła się z dziećmi z ośrodka, czego nie mogli zrozumieć jej szkolni koledzy.

Ojciec, mimo że był zdania, że przeprowadził się do „lepszych” Niemiec, bynajmniej nie był ślepym wyznawcą reżimu. W szkole dla pastorów toczyły się liczne dyskusje krytykujące NRD. A matka, Herlind Kasner, z zawodu nauczycielka angielskiego, nie mogła jawnie głosić swoich krytycznych wobec NRD poglądów i musiała zrezygnować z pracy.

Angela Kasner była świetną uczennicą. Najlepiej szło jej na rosyjskim i matematyce. W liceum wygrała olimpiadę z rosyjskiego. Kiedy stanęła przed wyborem kierunku studiów, chciała uniknąć dylematu, jaki miała jej matka. Po latach wspominała, że wybrała fizykę, bo także na Wschodzie 2+2 dawało 4. W 1973 r. podjęła studia na Uniwersytecie Karola Marksa w Lipsku. Rok później na wymianie studenckiej w Moskwie poznała małomównego studenta fizyki Ulricha Merkela, z którym w 1977 r. wzięła ślub kościelny. W 1978 r. skończyła studia z piątką na dyplomie. Razem z mężem przeprowadzili się do wschodniego Berlina, gdzie młoda naukowczyni podjęła pracę w Centralnym Instytucie Chemii Fizycznej i rozpoczęła studia doktoranckie. W 1982 r. Angela zostawiła męża. Przyczyny rozwodu nie są znane.

Od wczesnej młodości Merkel należała do komunistycznej Wolnej Młodzieży Niemieckiej. W przeciwieństwie do młodszego brata Markusa nie angażowała się w działania opozycyjne. Odmówiła udziału w spotkaniach z opozycjonistami na początku lat 80. Przyszła kancerka była i pozostała bardzo ostrożną osobą. Skupiła się na pracy naukowej i w 1986 r. obroniła pracę doktorską „Badanie mechanizmu reakcji rozpadu pojedynczych wiązań i obliczenie ich stałej szybkości w oparciu o metody kwantowo-chemiczne i statystyczne”. W Centralnym Instytucie Chemii Fizycznej poznała swojego drugiego męża Joachima Sauera, wziętego chemika kwantowego. W tym czasie pełniła również funkcję sekretarza ds. agitacji i propagandy w berlińskiej Akademii Nauk. Jak twierdzi, zajmowała się dość prozaicznymi czynnościami, np. kupowaniem biletów do teatru. Gdy 9 listopada 1989 r. upadał mur berliński, Angela Merkel siedziała w saunie oddalonej od niego o ok. 500 m. Dopiero jego upadek sprawił, że zaangażowała się w politykę.

Zachodnia katapulta

Postanowiła porzucić ciepłą posadę naukowczyni i wyruszyła w nieznany świat polityki. Jesienią 1989 r. wstąpiła do partii Demokratischer Aufbruch (Demokratyczny Zryw). Ugrupowanie powstałe pod skrzydłami Kościoła ewangelickiego szukało osoby znającej się na obsłudze komputera. I tak została rzeczniczką prasową partii. Później sprawy potoczyły się błyskawicznie. Merkel wystrzeliła niczym z katapulty i wylądowała w samym centrum wydarzeń politycznych. Z rzeczniczki prasowej partii została rzeczniczką prasową rządu Lothara de Maizière’a, ostatniego rządu NRD. Po zjednoczeniu Niemiec w październiku 1990 r. wstąpiła do CDU – Chrześcijańskiej Unii Demokratycznej. Była pracowita, bystra i żądna wiedzy. Zauważył to Helmut Kohl, który miał świetną intuicję polityczną. Gdy 36-letnia Merkel w wyborach ogólnoniemieckich dostała się do Bundestagu, ówczesny kanclerz powierzył jej tekę minister do spraw kobiet i młodzieży. Wcześniej w rządzie Kohla zasiadały tylko dwie kobiety.

Niemodny wschodni styl sprawił, że stała się obiektem drwin. Zachodni koledzy i koleżanki powątpiewali w jej kompetencje i szydzili z wyglądu. Nazywana była kopciuszkiem ze wschodu, a szydercy twierdzili, że sama strzyże sobie włosy sekatorem. Merkel zdawała się nic sobie z tego nie robić. „Śmieszą mnie nieco te uwagi. Bo niewiele mówi o człowieku to, jakiej używa szminki. Styl mnie niespecjalnie interesuje. W polityce liczy się merytoryka”, mówiła w wywiadzie telewizyjnym. Wtedy także przylgnęło do niej protekcjonalne określenie „dziewczynka Kohla”, co również było rodzajem złośliwości, bo Merkel działała samodzielnie. Udowodniła to, dystansując się od Kohla, gdy wybuchł wokół niego skandal korupcyjny. Merkel napisała wówczas artykuł do „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, w którym ostro skrytykowała swojego protektora i wezwała go do powiedzenia prawdy. Przez prasę, ale i wielu kolegów z własnej partii, została nazwana ojcobójczynią. Jednak posunięcie to de facto uratowało chadecję, pozwoliło zachować zaufanie wyborców i dało Merkel mandat do objęcia szefostwa partii w 2000 r. Angela Merkel stała się symbolem nowej chadecji – wiarygodnej, odpowiedzialnej i uczciwej. W ciągu 10 lat z outsiderki, absolutnego politycznego no name’a, została przewodniczącą największej partii, dotychczas zdominowanej przez mężczyzn z zachodnich Niemiec. Stare wygi chadecji liczyły, że entuzjazm wokół Merkel szybko opadnie. Tak się nie stało.

Angie

Wraz z objęciem przywództwa chadecji Merkel zaczęła przesuwać kurs partii w stronę centrum, zwłaszcza w kwestiach obyczajowych, podkreślając jednak w wystąpieniach chrześcijańskie wartości, jakie niesie CDU. Wyciszyła konserwatywne tony chadecji, stawiające na zaostrzenie polityki migracyjnej i zwrot ku dominującej niemieckiej kulturze. Podjęła kwestie nierównowagi między kobietami i mężczyznami w swojej partii. Szanowała głos Niemców z postenerdowskich krajów związkowych, które wciąż traktowane były jak gorsze, młodsze rodzeństwo. Postulowała solidarność w wymiarze materialnym, ale i społeczno-kulturowym. Zyskała dzięki temu nowy elektorat, który dla „starej” chadecji był poza zasięgiem. Gospodarczo prezentowała jednak liberalną linię CDU.

Prasa szybko zaczęła spekulować, czy wystartuje do walki o urząd kanclerski. Jednak w 2002 r. do starcia z rządzącym wówczas Gerhardem Schröderem z SPD stanął z ramienia CSU (młodszej bawarskiej siostry CDU) Edmund Stoiber. Tak ustalili na słynnym już śniadaniu w bawarskim Wolfratshausen. To tu przy świeżych maślanych preclach i bekonie Angela Merkel zaproponowała Stoiberowi, żeby kandydował. Zaznaczyła jednak, że zarówno w razie wygranej, jak i przegranej w wyborach chce zachować przewodnictwo partii. Stoiber przystał na te warunki. I o włos przegrał ze Schröderem. Tym samym stało się oczywiste, że następną kandydatką do urzędu będzie Merkel. W kampanii wyborczej postawiła m.in. na obietnice rozbudowy polityki socjalnej. Było to zagranie tym mądrzejsze, że w 2003 r. Schröder pod hasłem „Agenda 2010” wprowadził wiele liberalnych reform na rynku pracy. Kampania wyborcza z wiecami, na których rozbrzmiewała rzewna piosenka Rolling Stonesów „Angie”, zakończyła się sukcesem. Wyniki konkurujących CDU i SPD były tak jak w poprzednich wyborach bardzo zbliżone, tym razem jednak szala przechyliła się na korzyść CDU, w co nie mógł uwierzyć Gerhard Schöder, wykrzykując przed kamerami, że wyłącznie on jest w stanie stworzyć stabilny rząd. Tymczasem w październiku 2005 r. Angela Merkel nie tylko jako pierwsza kobieta, ale i jako pierwsza osoba z byłej NRD, a do tego najmłodsza – w wieku 51 lat – objęła urząd kanclerski. Gdy przysięgała narodowi niemieckiemu, dodała na koniec: „Tak mi dopomóż Bóg”.

Kryzysowa Mutti

Nie wiadomo dokładnie, kiedy do Angeli Merkel przylgnęło określenie Mutti, mamusia. Z pewnością miało to związek z kilkoma poważnymi kryzysami, przez które stosunkowo suchą stopą przeprowadziła Niemcy.

W 2008 r. zatrząsł się w posadach świat finansów. 15 września upadłość ogłosił amerykański bank inwestycyjny Lehman Brothers. Na giełdach wybuchła panika. Kryzys dotarł też do Europy i Niemcy obawiali się, że stracą pieniądze ulokowane na kontach. Merkel z początku wydawała się zagubiona i bezradna. Nie wiedziała, jak głęboki może być kryzys. Godzinami studiowała światowe zależności finansowe, konsultowała się z wieloma ekspertami. 5 października stanęła przed kamerami wraz z ministrem finansów i zapewniła obywateli, że ich lokaty bankowe są bezpieczne. Pakiet ratunkowy dla banków o wartości 480 mld euro został przepchnięty przez Bundestag. Mimo że PKB spadł w 2009 r. o 5%, nie doszło do wzrostu bezrobocia.

Sukces ten ugruntował reputację Merkel jako dobrej zarządczyni kryzysów. Z drugiej strony kryzys pokrzyżował jej plany wprowadzania neoliberalnych reform. Nie chciała nakładać na Niemców kolejnych obciążeń. Kontynuowała rozpoczętą przez Schrödera rozbudowę państwa opiekuńczego, wprowadzając płacę minimalną, emerytury macierzyńskie i zasiłki na dzieci.

Angela Merkel od początku stawiała sobie za cel wzmocnienie Unii Europejskiej. Z potęgi gospodarczej chciała utworzyć potęgę polityczną. Dlatego, gdy kryzys dotknął europejską walutę, za wszelką cenę chciała ratować euro. W czasie kryzysu finansowego w strefie euro i w Grecji przeciwstawiła się dogmatom swojej konserwatywnej, przyzwyczajonej do dyscypliny budżetowej partii, a także nastrojom społecznym i zdecydowała o dofinansowaniu greckiego rządu. Zapewniła Atenom pomoc, ale w zamian za cięcie wydatków. Wściekli Grecy porównywali ją do Hitlera, a zjednoczone Niemcy nazywali Czwartą Rzeszą.

Do rozwiązywania kryzysów Merkel używa swojej ponadprzeciętnej inteligencji. Dogłębnie studiuje fakty, godzinami rozmawia z ekspertami. Przy podejmowaniu decyzji długo rozważa za i przeciw. Świadoma swojej imponującej wytrwałości porównała się do wielbłąda magazynującego zapasy. Przeciwnicy zarzucają jej jednak, że tylko sprawnie nawiguje od kryzysu do kryzysu i wprawdzie je zażegnuje, ale nie rozwiązuje w pełni. Merkel rzeczywiście uratowała euro, ale zabrakło jej wizji i strategii dla wspólnej Europy. Bilans Starego Kontynentu po 16 latach sprawowania przez nią urzędu wypada gorzej niż przed jego objęciem. W Unii nie ma już Brytyjczyków, a narodowe egoizmy przesłaniają ideę wspólnoty, czego przykładem jest polityka Węgier i Polski. Stare kraje Unii Europejskiej przeżywają kryzys wspólnoty i statystycznie coraz mniej obywateli popiera członkostwo. Oczywiście nie można przypisywać całej odpowiedzialności za zły stan Unii jednej polityczce, krytycy jednak zarzucają Merkel brak temperamentu i pasji, które są potrzebne, żeby utrzymać jedność kontynentu. Mówiono, że uprawia politykę raczej głową, a nie sercem.

Kanclerka wolnego świata

Przynajmniej wszystko na to wskazywało do roku 2015. Dwa lata wcześniej wygrała wybory przytłaczającą większością, jej pozycja była niezachwiana. I wtedy pojawili się uchodźcy. Dla urzędu Merkel był to niewątpliwie punkt krytyczny. Ogłaszając 4 września 2015 r. decyzję o wpuszczeniu do Niemiec uchodźców z Bliskiego Wschodu zatrzymanych w Budapeszcie, wygłosiła protestanckie w duchu zdanie, które przeszło do historii: Wir schaffen das (Damy radę). Damy radę, drodzy Niemcy, bo jesteśmy dobrze zorganizowani, pracowici, silni i potrafimy okazać serce. To miała na myśli wychowana w chrześcijańskim duchu córka pastora. Jej decyzja nie była wynikiem tylko chłodnej analizy. Merkel wykazała tu temperament, zamiłowanie do wolności, niechęć do murów. Krytykom z prawej, nacjonalistycznej strony sceny politycznej, straszącej zalewem uchodźców, odpowiedziała: „Jeśli w sytuacji stanu wyjątkowego nie umiemy pokazać się od przyjaznej, ludzkiej strony, to to nie jest mój kraj”. Po raz kolejny wyłamała się z dogmatów swojej partii, definiującej kraj przede wszystkim jako wspólnotę etniczną. Jednak zdecydowana część opinii publicznej popierała szefową rządu. Wielu Niemców witało na dworcach uchodźców, rozdawało żywność i ubrania, a nawet zapraszało do domów. Nowojorski magazyn „Time” ogłosił Angelę Merkel Człowiekiem Roku i nazwał „kanclerką wolnego świata”.

Jednak ta decyzja miała wysoką cenę polityczną. Od 2015 r. CDU zaczęła tracić głosy na rzecz skrajnie prawicowej i populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD), która w 2017 r. dostała się do Bundestagu. Chłodna polityka Merkel coraz mniej pasowała do czasów rosnącej polaryzacji społecznej, którą zapoczątkował kryzys migracyjny. Już przed tymi wyborami polityczka sygnalizowała zmęczenie i otwarcie mówiła, że decyzja o ponownym kandydowaniu nie była łatwa. W 2017 r. chadecja zdobyła tylko 33% poparcia. Był to najniższy wynik od 1949 r. W 2018 r. Angela Merkel zrezygnowała z przywództwa w CDU. Przewodniczącą została namaszczona przez nią Annegret Kramp-Karrenbauer, ówczesna ministra obrony, która jednak szybko zrezygnowała z tej funkcji. Od tego czasu chadecja przeżywa poważny kryzys przywództwa. Przewodniczącym partii od stycznia 2021 r. jest konserwatywny Armin Laschet, który kandyduje również na stanowisko kanclerza.

Feministka mimo woli

W 2017 r. na Women 20 Summit w Berlinie Merkel, zapytana, czy jest feministką, odpowiedziała wymijająco: „Jeśli ktoś mnie za taką uważa, nie będę protestować, ale ja nie prowadziłam walki w tej sprawie, jak choćby Alice Schwarzer. I dlatego nie chcę się stroić w cudze piórka”.

Alice Schwarzer, najbardziej znana niemiecka feministka, twierdzi, że biografia Angeli jest feminizmem w czystej postaci, gdyż Merkel udowodniła, że kobieta może zdobywać szczyty, nie zabiegając o względy mężczyzn. Mimo to Schwarzer nie określa jej mianem feministki, bo sprawując rządy, nie podejmowała ona wprost tematów związanych z równouprawnieniem kobiet. Styl bycia i rządzenia Merkel wymyka się stereotypom. Polityczka nie jest uległą samicą na wysokich obcasach, ale też nie stara się być męska. Inne feministki zarzucały jej, że nie eksponuje wystarczająco swojej kobiecości. Tymczasem tak krytykowane garsonki wzięły się w garderobie Merkel z bardzo prozaicznego powodu – zazdrościła politykom, że na wszystkie okoliczności mogą założyć jeden garnitur, wystarczy zmienić koszulę i krawat. Od kobiet oczekiwano natomiast, że podczas każdego wystąpienia pokażą się w innej kreacji. Merkel nie chciała ciągle się przebierać. Tylko dwa razy w ciągu 16 lat pokazała się w telewizyjnym orędziu bożonarodzeniowym w połyskliwej górze i z podkreślonym makijażem okiem.

Styl rządzenia Merkel jest powściągliwy i koncyliacyjny. To zdecydowanie odróżnia ją od aroganckich, butnych, szafujących władzą autokratów, takich jak Putin, Trump, Orbán czy Bolsonaro. Abstrahując od czysto merytorycznych treści, warto zwrócić uwagę na kilka symbolicznych gestów. Wiedząc, że Merkel boi się psów, Putin w 2007 r. na spotkanie w Soczi przyprowadził czarnego labradora. A Trump podczas wizyty w USA nie podał jej ręki i ostentacyjnie nie patrzył w jej stronę. Kanclerkę męczą porównania do Margaret Thatcher, która eleganckie torebki dzierżyła niczym berło. Merkel nie przepada za insygniami władzy. Znana jest za to z gestu palców złożonych w trójkąt. Zarówno szydercy, jak i feministki dopatrują się w nim symbolu waginy.

Po paśmie politycznych sukcesów, po wygranych przytłaczającą większością (41,5% dla CDU) wyborach w 2013 r. i kolejnych pokonanych konkurentach, pojawia się w mediach męska narracja o Merkel jako czarnej wdowie unieszkodliwiającej przeciwników. Media spekulują, kto następny padnie ofiarą jej śmiertelnego uścisku. Czy przesuwając CDU na lewo, znów odbierze głosy socjaldemokracji? Czy może poza progiem wyborczym wylądują neoliberalne FDP albo Zieloni? Obawy te wzięły się stąd, że Merkel bywa nieprzewidywalna. „Czasem jestem liberalna, czasem konserwatywna, czasem chrześcijańsko-socjalna”, mówiła w 2009 r. Tego nie może znieść konserwatywne skrzydło CDU, którego członkowie zarzucają jej, że nie jest prawdziwą chrześcijańską demokratką i nie ma żadnych poglądów.

Polityczka mocno strzeże swojej prywatności. Żaden dziennikarz nie widział nigdy jej prywatnego mieszkania obok Muzeum Pergamońskiego. Taką samą dyskrecją odznacza się jej mąż Joachim Sauer, skądinąd bardzo ceniony naukowiec, który aktywność zawodową dzieli między Berlin a Kalifornię. Wieść niesie, że jest mocnym kandydatem do Nobla. Poza tym ma na koncie inne ważne osiągnięcie. Podczas 16 lat rządów Angeli Merkel obnażył wiele absurdów w standardach przyjętych dla obydwu płci. Nie musiał zadawać sobie pytania, czy po objęciu urzędu przez żonę nadal może wykonywać swój zawód. Nie pasował do damskich kącików organizowanych dla żon polityków przy okazji dużych wydarzeń politycznych. Udało mu się to, co nie udało się żadnej z jego poprzedniczek – zachował swoje dotychczasowe życie.

Oboje małżonkowie wzbudzają sympatię, bo wydają się wyborcom zwyczajni. W czasie wakacji prawie zawsze wędrują po Tyrolu, ubrani jak przeciętni niemieccy turyści. Kanclerka podziela także inną pasję Niemców – zainteresowanie piłką nożną. Mocno kibicowała niemieckiej jedenastce. Przyjaźniła się z trenerem Joachimem Löwem. Często pojawiała się na meczach, fotografowała się z piłkarzami. Na temat jej życia pozapolitycznego wiele więcej nie wiadomo.

Po 16 latach kończy się era Merkel. Odchodzi wielka postać polityki. Odchodzi jako wygrana, na własnych zasadach. Powstają o niej piosenki – niektóre pełne sarkastycznego wprawdzie, ale uwielbienia, np. „Angela Merkel – ich bin dein Ferkel” (Angelo Merkel, jestem twoim prosiakiem). Rekordy klikalności bije mem z pytaniem, czy Niemcy są gotowe na kanclerza mężczyznę.

Co będzie robić Merkel na politycznej emeryturze? Na pewno zamierza wypocząć. W dzieciństwie pokochała brandenbursko-meklemburski krajobraz pełen niebieskoszarych jezior. Może będzie go podziwiała z domku we wsi pod Templinem, gdzie spędza dni wolne na pieszych wędrówkach z mężem i uprawianiu ogródka? Niewykluczona jest także podróż do Rosji. Wszak Merkel marzy o tym, żeby przejechać się Koleją Transsyberyjską z Moskwy do Władywostoku.


Karolina Szulejewska jest kulturoznawczynią, dziennikarką radiową Rundfunk Berlin und Brandenburg, autorką słuchowisk. Mieszka i pracuje w Berlinie.


Fot. Reuters/Forum

Wydanie: 40/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy