Głęboka wyrwa

Głęboka wyrwa

W jednej strasznej chwili zginęło troje wybitnych ludzi polskiej lewicy. Troje z czołówki. Z politycznej szpicy. Dla większości Polaków to właśnie Jerzy Szmajdziński, Izabela Jaruga-Nowacka i Jolanta Szymanek-Deresz byli symbolicznymi twarzami lewicy. Wizytówką tego, co w tej formacji najlepsze. Często na spotkaniach i w prywatnych rozmowach na pytanie o to, jaka powinna być dziś lewica i kto ją godnie reprezentuje, przywoływano Ich nazwiska. Nawet przeciwnicy, którzy się z Nimi nie zgadzali, mówią z szacunkiem o Ich konsekwencji i wierności zasadom.
Im wartościowsi ludzie odchodzą, tym boleśniejsza jest strata. Przede wszystkim dla rodzin, bliskich i przyjaciół. Ale też dla lewicy, która musi sobie poradzić z tą głęboką wyrwą, choć sama boryka się z wieloma kłopotami i uparcie walczy o odbudowę zaufania społecznego. Bez tych autentycznych liderów przyjdzie to o wiele trudniej. Aprobata społeczna dla Ich postaw, dla konkretnych inicjatyw i decyzji dawała nadzieję na lepsze czasy dla całej lewicy, zwłaszcza że trafiali ze swoimi działaniami do różnych środowisk.
Jurek był w polityce od studiów. Praktyczną szkołę przeszedł w trudnych latach 80. w ZSMP, któremu tak umiejętnie przewodniczył, że do dziś wielu z Jego współpracowników i wychowanków spotyka się i działa w ramach środowiska „Pokolenia”. Był działaczem PZPR aż do rozwiązania tej partii. Zakładał SdRP i SLD. Nigdy nie zamazywał swojego życiorysu ani politycznych wyborów. Za wsparcie i sprawiedliwość ocen szanowali go kombatanci Ludowego Wojska Polskiego, budowniczowie setek zakładów, które powstały po wojnie, i tysiące Polaków, których prawica nazwała „sierotami po PRL-u” i wszelkimi sposobami chciała zepchnąć na margines życia publicznego. Z pobłażliwością patrzył na koniunkturalne nawrócenia głęboko wcześniej ukrytych opozycjonistów PRL. Robił swoje w niemodnym ostatnio stylu. Zamiast szukać sztuczek piarowskich i medialnych, jeździł po całej Polsce na spotkania z ludźmi. Solidny, niezwykle pracowity i lubiany. Przez 19 lat był posłem z okręgu legnicko-jeleniogórskiego. Jakżeż Polska zmieniała się w tym czasie, a Jurek niezależnie od pogody dla lewicy był tam wybierany. Ciężko na to pracował. Kochał rodzinę, wojsko i sport. Lubił zawody sportowe i sportowców. Sam zresztą regularnie grał w tenisa. Podobnie jak Jola. Z Izą łączyła Ich prawość charakterów, wrażliwość na ludzką krzywdę i upór w rozwiązywaniu problemów. I co najważniejsze, lubili ludzi. Niby to oczywiste. A niestety w polityce coraz rzadsze.
Podobnie jak to, że Jurek, Jola i Iza traktowali politykę jako służbę. Jako misję do wypełnienia. Dlatego też Jurek chciał być prezydentem RP. Miał ku temu wszystkie niezbędne atuty. A nawet dużo więcej. Niestety, już nie doleci na kolejne spotkanie z wyborcami. Nie zadzwoni po lekturze „Przeglądu”.
Stało się coś, co nie ma sensu. A przynosi cierpienie i ból.

Wydanie: 16/2010

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy