Globalne ocieplenie to nie mrzonka

Globalne ocieplenie to nie mrzonka

Polemika z artykułem „Klimatyczne wróżenie z fusów”

Zmartwił mnie Krzysztof Kęciek artykułem „Klimatyczne wróżenie z fusów” („Przegląd”, nr 45). Wprawdzie autor prawidłowo przedstawił główne wnioski V raportu IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change), ale zaraz potem pozwolił sobie na jawny brak obiektywizmu. Mimowolnie przyłączył się do tych, którzy orzekli, że pojęcie globalnego ocieplenia „wymyśliła lewica osłabiona politycznie po sukcesach rządów Reagana i Thatcher”, nie zaś Jean Bap­tiste Fourier czy Svante Arrhenius 100 lat wcześniej. Wolał dać wiarę kilku sceptykom niż tysiącom klimatologów opracowujących dane z 40 tys. punktów na Ziemi oraz ok. 40 światowym instytucjom i najpoważniejszym stowarzyszeniom naukowym, które potwierdziły poprawność wyciąganych przez nich wniosków.
Autor artykułu zapomniał o Popperowskiej koncepcji rozwoju wiedzy, według której wyjaśnienia naukowe zazwyczaj długo nie są stuprocentowo pewne. A ponieważ uzyskanie brakujących 5% pewności może ludzkość wiele kosztować, Unia Europejska słusznie przyjęła zasadę przezorności: lepiej zawczasu przeciwdziałać, niż zostać zaskoczonym katastrofą.

Australia w ogniu

Nieprawdziwe jest twierdzenie, że nie ma modelu tłumaczącego zjawisko okresowego braku wzrostu temperatury. Wyjaśnia to model Wallace’a S. Broeckera z 2001 r. – kiedy naturalne przyczyny ocieplenia okresowo słabną, to mimo że antropogeniczne wpływy się nasilają, suma obu tych czynników może spowodować brak wzrostu temperatury. Tak było w latach 70. na półkuli północnej i być może tak jest obecnie w niektórych regionach. Ale mowa przecież o sytuacji globalnej. A tu według raportu Australijskiego Biura Meteorologii właśnie ostatnie lata były upalne, zwłaszcza przełom 2012-2013 okazał się najgorętszym sezonem letnim, a ostatni styczeń najgorętszym miesiącem w historii Australii. Tamtejsi klimatolodzy wykazali, że akurat teraz zostały przekroczone aż 123 ekstremalne rekordy pogodowe: np. przez siedem kolejnych dni było ponad 39 st. C, a żar objął 70% kontynentu. A więc El Niño istotnie może odpowiadać za te okresowe odchylenia, inne na północy, a inne na południu planety.
Autor nie zna też zasad wyliczania trendów z danych przyrodniczych i oferuje czytelnikowi śmieszny sprawdzian, że o wszystkim przesądzi najbliższe pięć lat – jeśli globalna temperatura się nie podniesie, nie ma globalnego ocieplenia. Tymczasem jaką taką wiarygodność dają dopiero serie danych z co najmniej 30 lat, a jeszcze lepiej, gdy są to dane z dłuższego okresu, tak jak to wylicza IPCC.

klimat a średniowieczne zarazy

Nieustanne wskazywanie przez sceptyków średniowiecznego ocieplenia i potem „małej epoki lodowej” jest połączone z brakiem znajomości historii gospodarczej i ekologii półkuli północnej. Dziś dysponujemy sporą wiedzą o tym, że już wtedy bardzo zmieniała się antropogeniczna emisja gazów cieplarnianych. Była intensywna w okresie średniowiecznej prosperity i zmalała wraz z ogromnym spadkiem zaludnienia z powodu dziesiątkujących ludność chorób zakaźnych, wojen i upadku paru regionalnych cywilizacji. Zmniejszenie populacji wiązało się z rzadszym wypalaniem lasów, mniejszymi areałami uprawianej ziemi i mniejszą liczbą zwierząt hodowlanych, co przyczyniło się do obniżenia emisji CO2. Wpływ człowieka na skład atmosfery zapewne zaznaczał się już od paru tysięcy lat, a nie tylko od 1800 r. (Ruddiman, „Climatic Change”, 2003; Tomiałojć, „Nauka”, 2011).

Filozofia Kalego

Nie można zgodzić się z końcowymi wnioskami tekstu. Nie wolno w nieskończoność ochraniać interesów naszego bogatego lobby starej energetyki, zamiast równolegle eksploatować kopaliny i czerpać energię ze źródeł odnawialnych. Nie jest żadnym argumentem to, że technologie energetyki odnawialnej są drogie, bo szybko tanieją, niektóre o 5% rocznie. Już 10 lat temu na konferencji energetycznej Grupy Wyszehradzkiej z uporem maniaka powtarzali to zastrzeżenie nasi wiceministrowie i dyrektorzy, usprawiedliwiając nim brak działania, ku zdumieniu, a nawet zniecierpliwieniu Niemców, którzy już wtedy pokazywali, że „to działa”. Moralnie miałki jest też argument, że skoro USA, Indie i Chiny ociągają się z radykalnymi działaniami (podejrzana ta ocena, bo akurat one przodują w energetyce z odnawialnych źródeł!), to my jesteśmy rozgrzeszeni. Przypomina on stwierdzenie, że skoro inni kradną, to i ja powinienem kraść.
Tymczasem kilkanaście krajów UE, w przeciwieństwie do polskich hamulcowych, uważa, że można i trzeba działać na rzecz hamowania ocieplenia klimatu. Czy tam są głupsi i rozrzutniejsi ludzie, czy może jednak wiedzą lepiej, ufając poważnej nauce, którą zresztą tamte kraje też traktują poważnie?
    
Autor jest biologiem, emerytowanym profesorem, doktorem habilitowanym z Uniwersytetu Wrocławskiego, członkiem prezydium Komitetu Ochrony Przyrody PAN

Wydanie: 48/2013

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy