Głos jak aksamit

Głos jak aksamit

Co robi radiowiec, gdy nie może wydobyć słowa Głos to ich skarb. Dzięki niemu zarabiają na życie, więc starają się go chronić. By utrzymać głos w dobrej formie, jedni parskają niczym koń, inni unikają kawy i herbaty przed wejściem do studia. Niektóre z tych sposobów dziennikarze stosują tylko na własny użytek, inne są powszechnie znane. Śpiewanie na rozgrzewkę Większość dziennikarzy zaczynających pracę w radiu najpierw trafia do logopedy, który uczy nie tylko poprawnej wymowy, ale także interpretacji tekstu. Specjaliści opracowują dla każdego indywidualny zestaw ćwiczeń. Ważne jest również opanowanie prawidłowego oddychania przeponą. Ćwiczenia rozluźniające mięśnie twarzy i ust dziennikarze wykorzystują często przed porannym programem, gdy są jeszcze zaspani. – Bardzo dobrze jest rozgrzać aparat mowy w drodze do pracy – potwierdza Zbigniew Krajewski z radiowej Jedynki. – Najlepiej szybko powtarzać jakieś zdanie, np.: „No to co, że ze Szwecji”. – O świcie, gdy jadę do pracy, rozgrzewam mięśnie. W jaki sposób? Można liczyć wrony albo coś innego – mówi Marcin Łukawski z Trójki. – Kiedy wchodzę do studia, odpinam pasek od spodni, bo wtedy łatwiej się oddycha. – Śpiewam, żeby rozgrzać gardło. I robię jeszcze coś, czego nie polecam, bo jest ryzykowne – głośno krzyczę. Wtedy struny głosowe nabiegają krwią i aparat mowy jest sprawniejszy – mówi Kuba Strzyczkowski z Trójki. Głośne mówienie i krzyki mogą nadwerężyć struny głosowe. – Mam wrażliwe struny głosowe i kiedy odezwę się głośniej podczas imprez plenerowych, np. koncertów „Lata z radiem”, dostaję chrypki – opowiada Zygmunt Chajzer z Programu I Polskiego Radia. Podobnego zdania jest szef „Lata z radiem”, Roman Czejarek: – Na koncertach plenerowych mówi się na okrągło. Kiedy stamtąd wychodzę, w ogóle się nie odzywam. Muszę pomilczeć dwie-trzy godziny. Kiedyś zatrzymała mnie policja za przekroczenie prędkości i policjant był zdziwiony, że mówiłem do niego szeptem. A ja po prostu wiedziałem, że jeśli się odezwę, to następnego dnia nie wydobędę z siebie głosu. Bez jedzenia i picia 15 minut przed wejściem do studia wielu dziennikarzy unika picia i jedzenia czegokolwiek. – Jeżeli czeka nas długa rozmowa na żywo, bezwzględnie trzeba unikać kawy i herbaty, bo wysuszają gardło, a to z kolei powoduje, że chcemy odchrząknąć – mówi Zbigniew Krajewski. Szczególnie groźna jest kawa parzona po turecku, bo jej drobinki osiadają w gardle. – Kiedyś bardzo się najadłem i w efekcie prawie nie mogłem oddychać – przyznaje się Marcin Łukawski. – Nie jem słodyczy, zwłaszcza czekolady, bo wzmaga ślinotok – wylicza Krzysztof Zasada, prezentujący wiadomości w Programie II i w Radiu Bis. – Nie piję gazowanych napojów, bo nieoczekiwanie można wydać z siebie jakiś niepożądany odgłos. – Zimne napoje, szczególnie w upalne dni, powodują, że głos trochę „siada” – zdradza Zygmunt Chajzer. Zimnych napojów unika także Kuba Strzyczkowski, ale za to pije lekką kawę albo herbatę z cytryną. – Herbata rozgrzewa. Każdy człowiek, kiedy rano wstaje z łóżka, może się przekonać, że jego głos jest matowy i dość wysoki. W ciągu dnia struny głosowe rozgrzewają się, są również nawilżane śliną i po południu głos brzmi przyjemnie – mówi Strzyczkowski. Po herbatę i kawę bez ograniczeń sięga Roman Czejarek. Podjadanie przed programem doprowadziło do antenowej wpadki prezentera jednej z lokalnych rozgłośni radiowych. Przed wejściem do studia dziennikarz pogryzał pestki słonecznika. Przebrnął przez wiadomości, ale przed czytaniem prognozy pogody przypomniała o sobie pestka, która stanęła mu w gardle. Dziennikarz trzy razy zaczynał czytanie, aż poprosił realizatora o zdjęcie z anteny. Co zrobić, jeżeli mimo zapobiegliwości podczas programu zaschnie w gardle? – Trzeba mieć coś do picia. Najlepsza jest woda o temperaturze pokojowej – radzą wszyscy niemal jednogłośnie. – Jeżeli brakuje nam śliny, trzeba ugryźć się w koniuszek języka – mówi Zbigniew Krajewski. Inny problem stanowi ślinotok. – Kiedyś na koncercie „Lata z radiem” Olek Klepacz z Formacji Nieżywych Schabuff śpiewał w piosence: „Daj coś zjeść”. Wpadłem na szatański pomysł i dałem mu kanapkę. On ugryzł kawałek i do końca piosenki ślinił się – opowiada Zygmunt Chajzer. W takich przypadkach wybawieniem

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2001, 23/2001

Kategorie: Media