Telewizja politycznego wojownika

Telewizja politycznego wojownika

W rękach prezesa Wildsteina TVP stała się organem władzy

Prof. Maciej Mrozowski, medioznawca, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie oraz Instytut Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były dyrektor Biura Programowego TVP SA.

– CBOS przeprowadził badania, z których wynika, że TVP jest najbardziej niewiarygodna i stronnicza, a jej oferta programowa najmniej interesująca spośród trzech największych polskich stacji telewizyjnych (przebadano TVP, TVN i Polsat). Jak można interpretować te wyniki?
– Widać tu wyraźnie, że spowodowały to przede wszystkim dwa czynniki. Po pierwsze, postrzeganie tego, co dzieje się na ekranie, a po drugie to, co dzieje się wokół TVP. Dla mnie w przypadku telewizji publicznej najważniejsze są wysoka jakość i nośność społeczna programów. Jeśli publiczność w tak dużym ogólnopolskim badaniu mówi, że tak nie jest, to w moim przekonaniu powinien to być powód do przemyśleń dla władz telewizji, bo takie wyniki można nazwać klęską. TVP nie tylko przegrywa w rywalizacji ze stacjami komercyjnymi, bo to nie byłoby taką tragedią, ale przegrywa sama ze sobą i swoją misją. Na pewno wyniki te odzwierciedlają również polityczne zaangażowanie TVP. Stacje prywatne starają się pokazywać mechanizmy władzy, czego przykładem mogą być tzw. taśmy prawdy w TVN. Media publiczne tego nie robią. Nie tylko się tu wycofują, ale wręcz kontratakują, mówiąc, że to jest niewiarygodne, że tam są agenci. Stają wyraźnie po stronie rządzących. To musi docierać do ludzi, co przekłada się później na takie, a nie inne opinie.
– Ale czy media publiczne mogą być tak naprawdę apolityczne?
– Media publiczne zawsze są bardziej związane z władzą, bo są powoływane przez władzę. Parlament powołuje KRRiTV, która obsadza stanowiska w spółkach publicznej radiofonii i telewizji. Jest oczywiste, że każda ekipa stara się zapewnić tam sobie należytą reprezentację. Ten czynnik zadziałał jednak w ostatnim czasie bardzo niekorzystnie. Do ludzi dotarło, że media zostały w większym niż kiedykolwiek stopniu obsadzone „swoimi ludźmi”.
– Jaka jest zatem telewizja prezesa Wildsteina?
– Na pewno bardziej wojownicza. Zniknęły pewne programy, które były wizytówką pluralizmu politycznego w TVP, choćby „Forum”. Zniknięcie programu, w którym zapewnia się najważniejszym partiom możliwość dotarcia do szerokiej widowni, podważyło przekonanie, że ta telewizja stara się mimo wszystko zachować pewną równowagę. Pojawiły się za to programy, powstające trochę na zasadach autorskich, a trochę nie wiadomo jakich, gdzie gołym okiem widać przewagę ekipy rządowej. Tego jednak można było się spodziewać, bo sztandarowym hasłem tego obozu było „odzyskanie telewizji”.
– Widać również wyraźnie, że TVP realizuje idee braci Kaczyńskich, aby zmarginalizować koalicjantów PiS, żeby stali się oni od nich całkowicie zależni. Telewizja publiczna pomaga w ich „wykańczaniu”. Staje się ona mniej koalicyjna, a coraz bardziej pisowska.
– Samemu prezesowi od dawna towarzyszył pewien mit awanturnika. Menedżerowie instytucji publicznych powinni mieć naturę koncyliacyjną i próbować budować porozumienie, choćby na tym ogólnym szczeblu. On sprawił, że TVP nie jest postrzegana jako instytucja publiczna, tylko jako organ władzy. W jego rękach stała się ona narzędziem rekonkwisty przeciwko wszystkim, którzy nie popierają tej władzy. Zapewnianie przez niektóre środowiska dziennikarskie, że jest on niezależny, zaczyna zakrawać na ironię. Czy ta niezależność ma polegać na skłóceniu wszystkich ze wszystkimi? Jest to wojownik polityczny. Taka osoba nie nadaje się na szefa instytucji, jaką jest TVP.
– A jak ocenia pan czystkę w publicznej telewizji, nazywaną odmładzaniem kadry i pozyskiwaniem fachowców?
– W normalnie funkcjonujących mediach powinna być cały czas wymiana kadr. Nie może to jednak następować gwałtownie, tak jak teraz. To, co obserwujemy, nie jest zmianą pokoleniową, ale odwetem politycznym. Nie chodzi tu o wpuszczenie świeżej krwi. Nie jest tak, że istniały jakieś szuflady pełne talentów telewizyjnych. Ci młodzi w większości mają zerowe przygotowanie telewizyjne. Na ekranie widzimy tylko część tych nowych twarzy. Jest trochę ludzi, którzy otarli się o media, jednak jest sporo nazwisk mało znanych w branży, w związku z czym to nie są fachowcy. Normalnie powinno być tak, że młodzi jednak terminują u mistrzów i tam zdobywają potrzebne doświadczenie. Moim zdaniem, została zaburzona pewna równowaga, w związku z czym obserwujemy coś, co można nazwać pewną deprofesjonalizacją. Poziom profesjonalizmu i tak nie był najwyższy, ale obecnie zaczęło się to staczać po równi pochyłej. W mediach publicznych wpuszczono w dużej mierze nieprzygotowanych ludzi, co sprawia, że stają się one coraz bardziej telewizją świetlicową.

Wydanie: 49/2006

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy