Układanka na Woronicza

Układanka na Woronicza

W TVP widać gołym okiem, że toczy się cicha wojna Gawła z prezesem Dworakiem

W TVP się kotłuje, a będzie jeszcze gorzej – w taki sposób osoba od lat związana z telewizją publiczną diagnozuje obecny stan rzeczy na Woronicza. Do czego zmierzają działania władz telewizji publicznej?
Tylko wspomnienie pozostało po szumnie zapowiadanym „nowym otwarciu” TVP, które miało wyrażać się w gruntownej restrukturyzacji spółki, kolegialności zarządzania oraz ofercie programowej. Dziś na Woronicza karty rozdaje tandem Jan Dworak-Piotr Gaweł, prezes TVP i członek zarządu ds. marketingu. Wokół telewizji zaś szarogęsi się Adam Pawłowicz, sekretarz Rady Nadzorczej TVP, który straszy poważnymi reperkusjami politycznymi, jeśli tylko Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podejmie decyzje niezgodne z jego oczekiwaniami! Priorytetem nie są kompetencje, lecz układy. Ofiarą takiego sposobu myślenia stał się prof. Maciej Mrozowski, który został odwołany z funkcji dyrektora Biura Programowego TVP (wywiad z nim drukujemy na ss. 30-31).

Quo vadis, telewizjo?

Prof. Mrozowski nigdy nie był faworytem Jana Dworaka. W ubiegłym roku prezes zawetował jego kandydaturę na szefa telewizyjnej Jedynki. Zamiast tego zaproponował Macieja Grzywaczewskiego i w sposób ewidentny złamał procedury konkursowe. Grzywaczewski został szefem Jedynki, choć w konkursie nie startował. Od tego czasu łamanie reguł gry stało się praktyką w telewizji.
Obecnie najbardziej przejrzystą wizję w TVP ma prezes Gaweł. Zbudował na Woronicza potężny dział marketingu, otoczył swoimi ludźmi i jak na prawdziwego wodza przystało, liczenie zysków godzi z realizacją misji politycznej. Widać to w takich programach jak „Bigosowa i szwagry”, czy „Lekka jazda Mazurka i Zalewskiego”. Bo choć rynkowe one nie są (niska oglądalność), swoje miejsce w ramówce mają. To jest powodem cichej wojny Gawła z prezesem Dworakiem.
Niepojętą autonomią cieszy się w TVP również szef Jedynki, Maciej Grzywaczewski. Bez konsultacji, a w zgodzie z własnym widzimisie wprowadza i zdejmuje z ramówki programy, całkowicie przy okazji ignorując biuro programowe (na jego zebrania nawet się nie fatygował) i zarząd. Efektem takiej polityki jest programowa wtórność, a także kompletne klapy wynikające z pośpiechu i niedopracowania. Nieprzygotowane zostało też uruchomienie kanału Kultura, który niby jest, a jednak go nie ma (nie podpisano zawczasu umów z operatorami kablówek).

Co z Pacławskim?

Co najmniej kuriozalny jest trwający pół roku stan zawieszenia członka zarządu ds. programowych, Ryszarda Pacławskiego. Większość, która wytworzyła się w Radzie Nadzorczej TVP taki stan rzeczy konserwuje. Czteroosobowy zarząd pozwala bowiem, by prezes Dworak przy udziale drugiego członka praktycznie zarządzał spółką. Dopiero w ubiegłym tygodniu wyjaśniona została kwestia ważności mandatu członka rady nadzorczej, Marka Ostrowskiego (złamał prawo, gdyż będąc w radzie, został wicedyrektorem TVP 3). Wobec braku perspektywy na rychłe orzeczenie sądowe KRRiTV podjęła uchwałę stwierdzającą wygaśnięcie mandatu Ostrowskiego. Takie rozwiązanie (podjęcie decyzji przez KRRiTV) sugerowała m.in. kancelaria prawna Domański, Zakrzewski, Palinka. Decyzja KRRiTV oznacza uruchomienie procedury wyboru nowego członka rady nadzorczej. Oznacza też, że wszystkie uchwały rady podjęte od dnia, w którym Ostrowski rozpoczął pracę w TVP (15 września), są nieważne. Także ta o zawieszeniu Pacławskiego. Decyzja Krajowej Rady wprawiła we wściekłość orędowników obecnego stanu rzeczy w TVP. Już dzień przed podjęciem uchwały Adam Pawłowicz ostrzegał przewodniczącą i członków KRRiTV: „Powołanie innego członka na miejsce Marka Ostrowskiego byłoby odebrane przez świat polityki jako rozwiązanie siłowe. Miałoby poważne reperkusje dla przyszłości ładu medialnego w sytuacji telewizji publicznej w Polsce po wyborach”. Pawłowicz przypomniał też, że większość w przyszłym parlamencie mogłyby zyskać pomysły tzw. grupy ekspertów klubu Platformy Obywatelskiej. – To był szantaż. Jeśli zrobicie coś nie po naszej myśli, spółkę dotkną reperkusje polityczne. Albo zostanie sprywatyzowana. Ja w tym nie będę uczestniczyć – mówi Anna Milewska z rady nadzorczej.
Czy takich szantaży będzie więcej? Prawica była już przekonana, że ma telewizję, podzieliła się wpływami. Tymczasem decyzja rady ten podział narusza. Więc co dalej?

 

Wydanie: 21/2005

Kategorie: Media
Tagi: Tomasz Sygut

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy