Głos na Komorowskiego

Głos na Komorowskiego

Czy po prezydencie politycznie stronniczym, a ideologicznie zacietrzewionym aż po granice śmieszności, człowieku nieufnym wobec większości własnego społeczeństwa i największych sąsiadów, którego fobie i dąsy sprawiły, że Polska długo marnowała to, co mamy najcenniejsze, nastąpi powtórka z historii? Czy kapitał ludzkiej energii i potężny zastrzyk rozwojowy, jaki dostajemy po wejściu do Unii Europejskiej, znowu będzie marnowany? Gdyby nie postawa Lecha i Jarosława Kaczyńskich, nasz kraj byłby dziś w znacznie lepszym położeniu. Bo ileż razy w ciągu pięciu lat prezydentury Lecha Kaczyńskiego destrukcja wygrywała z interesami państwa? A często i ze zwykłym rozumem. Ileż razy wybujałe ambicje i osobiste interesy polityków PiS tak podgrzewały atmosferę w kraju, że wysiłek wielu ludzi i instytucji musiał iść na wygaszanie konfliktów. To była pusta, bezużyteczna i zmarnowana energia. Zamiast szybszego rozwoju mieliśmy dryf i marazm. Za ten zmarnowany wysiłek Polaków, za ich niezrealizowane projekty i marzenia trzeba destruktorom odpłacić, odsuwając ich od wpływu na państwo. Dość przecież napsuli.
Ale to, co wydawałoby się tak oczywiste, wcale oczywiste nie jest. Mamy bowiem do czynienia z bardzo sprawnie prowadzoną przez PiS akcją wybielania tej ponurej przeszłości. IV Rzeczpospolita okazuje się fatamorganą. Kandydat na prezydenta Jarosław Kaczyński wyparł z własnej pamięci swoje tak znane oświadczenia jak to zapowiadające delegalizację SLD czy to, że socjalizm to był ustrój hołoty dla hołoty. Mrugając przedwyborczo do wyborców lewicowych, ma ich widocznie za osobników tak mało rozgarniętych, że wystarczy im trochę kitu wyborczego. Czy ten kiepski teatr dla naiwnych może mu pomóc wygrać wybory?
Sytuacja na kilka dni przed głosowaniem jest tak dalece otwarta, że każdy wynik jest jeszcze możliwy. Wiele będzie zależało od przebiegu debat i formy kandydatów. Choć pewnie niezależnie od wyników ich sztaby i tak ogłoszą zwycięstwa. Bardzo duży wpływ na wynik będzie miała frekwencja i to, czy Polacy docenią wagę tych szczególnych wyborów.
Ale równie wiele może zależeć od tego, jak postąpią wyborcy o poglądach lewicowych. Zarówno ci, którzy głosowali na Grzegorza Napieralskiego, jak i ta część, która się poleniła i nie głosowała 20 czerwca. Wyborcy lewicowi już wiedzą, że żarty się skończyły. I że IV Rzeczpospolita powtórnie puka do ich drzwi. Na razie puka tylko przebrany Jarosław Kaczyński. Później wejdzie ktoś inny. I to razem z drzwiami. Nie minęło przecież więcej niż kilka lat, by o tych praktykach zapomnieć. Choć z pamięcią jest u lewicy różnie. Raptem trzy lata temu opisywaliśmy w „Przeglądzie”, jak to znanego polityka lewicowego i jego żonę obudziły drzwi, które znalazły się na ich głowach. Nie przeszkodziło mu to później w bliskiej współpracy z PiS. Widać więc, że Jarosław Kaczyński ma przekonujące argumenty także dla ludzi z obozu, który zaciekle zwalczał przy użyciu policji politycznej.
Moje drzwi są całe, ale w sprawie wyborów prezydenta RP nie mam wątpliwości. Będę głosował na Bronisława Komorowskiego!
Wybór jego konkurenta oznacza powrót do projektów, które Polaków jeszcze bardziej skłócą. Powrót do bezwzględnej wojny o pełną władzę dla PiS. Fotel prezydenta jest w koncepcji Jarosława Kaczyńskiego tylko przyczółkiem. Gdyby wygrał, to szybko ogłosi, że potrzebne są przyspieszone wybory parlamentarne. Nie cofnie się przed konfliktami i paraliżowaniem władzy wykonawczej. Czy takiego scenariusza właśnie chcemy? Czy ktoś o zdrowych zmysłach wykluczy taki bieg wydarzeń? Jeszcze mamy wybór! Jeszcze ma go każdy.

Wydanie: 26/2010

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy