Głupota

Głupota

Czytam w „Le Monde” (27 lipca 2016) wypowiedź Ronalda S. Laudera, przewodniczącego Światowego Kongresu Żydów: „Jest rzeczą niebezpieczną, że władze polskie powracają do czasów dezinformacji”. Obok sążnisty artykuł ukazujący nadwiślański antysemityzm na przykładzie wypowiedzi pana Jarosława Szarka z IPN i minister Anny Zalewskiej. Chociaż właściwie nie chodzi tu o antysemityzm. Tematem jest przede wszystkim głupota. Bezbrzeżna, ciemna głupota. Jej przykłady rosną dookoła jak grzyby po deszczu (przepraszam – po „lepszej zmianie”). Zacznijmy od państwowej nekrofilii.

Przewidziana jest ekshumacja Żydów w Jedwabnem. Co ona ma właściwie udowodnić? Przyjmijmy nawet, że w stodole spalono mniej Żydów, niż to się aktualnie szacuje. Nie 300, ale 250. Jakie to ma i może mieć moralne znaczenie? Ma je natomiast – i to już poszło w świat – łamanie dla zachcianki IPN prawa żydowskiego, które zakazuje naruszania spokoju zmarłych poza dwoma wyjątkowymi przypadkami: żądaniem przodków lub przeniesieniem ciała do ziemi Izraela (vide: Yoreh Deah 363,1 i 364,5). Po dawnym mordzie ma więc się dokonać na Żydach z Jedwabnego kolejnej czynności bluźnierczej. Jeżeli zaś władze polskie pragną, jak deklarują, wyciszania tragicznych zaszłości i towarzyszących im nieuniknionych emocji, to rewizjonizm jedwabieński jest jaskrawym zaprzeczeniem tych rzekomych dobrych chęci. Żadne ewentualne nowe ustalenia nie wykażą przy tym polakożerczego filosemityzmu poprzednich władz Rzeczypospolitej, gdyż starały się one oddać hołd prawdzie dziejowej, czego dowodem liczba ekspertów i historyków badających sprawę, nie przysparzając sobie tym bynajmniej popularności. Rzecz nie do uwierzenia: znalazłem w polskiej prasie wiadomość, że specjalny sondaż wykazał, że obywatele Jedwabnego są jednogłośnie za ekshumacją. Przecież samo sianie wątpliwości już jakby umniejszało winy ojców. Ciekawe, jakich odpowiedzi spodziewali się opłacani przez państwo ankieterzy?

Kolejna ekshumacja, tym razem ofiar katastrofy smoleńskiej, dokonywana również bez zgody rodzin ofiar wypadku, ma udowodnić złą wolę i zaniedbania (jakie?) złowrogiego Tuska. Załóżmy, że w momentach pierwszego chaosu, wzajemnych oskarżeń i braku przygotowania na podobne zdarzenie, mogło dojść do jakichś pomyłek lub niestaranności. Po nowych, z konieczności długotrwałych i kosztownych, badaniach DNA szczątków może się zdarzyć, że kciuk, a raczej kość kciuka, prezydenta Lecha Kaczyńskiego zostanie odnaleziony w niewłaściwej trumnie. Co wtedy? Czy odbędzie się uroczysty pogrzeb palca, rozbierze się znowu wawelską kryptę i włoży go do odpowiedniej trumny, czy znajdzie miejsce w Pałacu Prezydenckim, w odpowiednim relikwiarzu? Nie, nie stroję sobie niewłaściwych żartów. Chciałbym tylko pokazać, jak w zacietrzewieniu i szukaniu źdźbła w oku Tuska (Putina?) sami zwolennicy i wyznawcy mitu smoleńskiego zmieniają wielki dramat w bezsensowną i nieprzystojną tragikomedię.

Można przeprowadzić jeszcze setki ekshumacji. Na przykład rozkopać pola pod Warną i sprawdzić, czy król Władysław rzeczywiście tam zginął, czy może ocalał, a potem (jakaż chwała dla Rzeczypospolitej!) jego syn odkrył Amerykę, jak o tym pisze całkiem serio portugalski historyk pracujący na Uniwersytecie Duke’a w Karolinie Północnej Manuel Rosa (jego „dzieło” ukazało się oczywiście w Polsce). Czy przypadkiem nie otruto Stefana Batorego? Ekshumowaliśmy już, żeby nic nowego nie stwierdzić, nieszczęsny szkielet gen. Władysława Sikorskiego. Dlaczego tylko jego?
Pani premier Beata Szydło zapowiedziała z radością, że za kilkaset milionów złotych powoła instytucję, która będzie bronić dobrego imienia Polski za granicą. Przykro powiedzieć, ale są to pieniądze wyrzucane w błoto. Żeby poprawić wizerunek Polski na prześmiewczym świecie, należałoby bowiem zamiast wykłócać się o sformułowania w tamtejszych podręcznikach, zaprzestać czynności, które nas na bieżąco ośmieszają, a nawet budzą zgorszenie. Zacznijmy od zaprzestania ekshumacji. Niech nikomu się nie wydaje, że są one tylko pomieszaniem głupoty z wyobrażeniami o szacunku dla historii. O nie, to głupota w stanie krystalicznie czystym. „Głupota jest bezdenna”, pisał Paul Ernst. „Głupotą sięgamy do samego nieba” (Caelum ipsum petimus stultitia), żalił się Horacy. Kiedy patrzę na poczynania IPN, nie wiem już, czy głupota jest na dole, czy na górze. Wydaje się wszechogarniająca.

Wydanie: 32/2016

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy