Bruce Willis zamiast cioci Gieni

Bruce Willis zamiast cioci Gieni

W tzw. inteligenckich domach kilka lat temu wyrzucono na śmietnik telewizory. – Oglądanie telewizji to dekadentyzm! – obwieściła znana erudytka. I od tej pory nie odważyłam się uruchomić tego pudła przed godz. 18.

Dekadencja dekadencją, ale przeklęty telewizor przychodził jednak z odsieczą podczas przeróżnych świąt rodzinnych, na które zjeżdżali się dalecy krewni. Bo kiedy opowiedziano sobie o nowych dzieciach, ślubach, rozwodach i rakach, a reszta okazała się komunikacyjną porażką – można było przynajmniej pogapić się na jakiś kabaret.

Z przerażeniem czytam doniesienia o nowej modzie w Barcelonie – modzie, która jak wirus w szybkim tempie rozprzestrzenia się na cały świat! Knajpki rezygnują z kodów wi-fi, żeby ludzie „ze sobą rozmawiali”. Nie czytali Sartre’a? Na miłość boską! Przecież piekło to inni ludzie! Oczywiście nie ci, których kochamy. I skąd przesąd, że pozbawieni internetu będą frenetycznie i z wdziękiem nawiązywać ze sobą rozmowę, zagajać, serdecznie zaczepiać i popadać w upojne konwersacje? Biedni introwertycy narażeni na nagabywanie! Samotnicy pod presją! Ci, którzy właśnie lubią ciszę, przerywaną tylko szumem ekspresu do kawy. Koniec! Teraz każdy drab i drabka będą mogli nas zaczepiać i będzie to dobrze widziane!

Koszmar wymuszonego pitu-pitu jest znacznie bardziej ponury niż koszmar małego ekranu! Jest bowiem inwazyjny i stanowi moralny szantaż. Bo nikt przecież nie chce się okazać nieuprzejmym mrukiem, prawda?

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 15/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy