Ground Zero 2016

Ground Zero 2016

15 lat po zamachach z 11 września niepamięć walczy ze wspomnieniami

Jest 10 września 2001 r. W Las Vegas trwa występ nestora amerykańskich komików George’a Carlina, który szlifuje materiał przed nagraniem kolejnego, 12. w ciągu niespełna 25 lat, specjalnego show dla stacji HBO. Program ma mieć tytuł „Lubię, gdy ginie wielu ludzi”, a tytułowy skecz – piętnujący fascynację mediów i publiczności tragicznymi wydarzeniami – opisuje radość Geor­ge’a, gdy tornado czy trzęsienie ziemi niszczy budynki, zabija wielu ludzi i uniemożliwia odnalezienie zaginionych kotów. Inny skecz zawiera dowcip o samolotach eksplodujących na skutek nagromadzenia gazów trawiennych i niesłusznym obwinianiu o te tragedie Osamy bin Ladena.

Chociaż Carlin znany był z łamania tabu, tego materiału już publicznie nie pokazał. Na potrzeby HBO szybko powstał nowy program. Nagrania z występu w Las Vegas opublikowano dopiero w tym miesiącu, osiem lat po śmierci autora.

George Carlin to tylko jeden z twórców, którzy musieli szybko zmieniać przygotowany program – poprawki wprowadzano naprędce również do popularnego serialu komediowego „Przyjaciele”, gdy okazało się, że odcinek zawiera dowcipy o bombach na pokładzie samolotu. Nastąpił bowiem ranek 11 września.

Fakty

Przypomnijmy: tego dnia na trzech lotniskach na Wschodnim Wybrzeżu USA na pokład czterech liniowców pasażerskich mających lecieć do Kalifornii, należących do największych amerykańskich przewoźników (United Airlines i American Airlines), wsiadło łącznie 19 młodych ludzi. Najstarszy, pochodzący z Egiptu dowódca akcji Mohamed Atta, miał 33 lata. Najmłodsi ledwie ukończyli 20. rok życia. Prawie wszyscy pochodzili z Arabii Saudyjskiej. W składzie każdej grupy w każdym z samolotów była jedna osoba przeszkolona w pilotażu. Pozostali terroryści mieli opanować samoloty i umożliwić przejmującemu stery wykonanie zadania – samobójczego ataku na budynki symbole USA. Na cele wybrano Pentagon – siedzibę Departamentu Obrony i symbol amerykańskiej potęgi militarnej, dwie wieże World Trade Center – najwyższe budynki w Nowym Jorku i symbol siły amerykańskiej gospodarki, a także waszyngtoński Kapitol – siedzibę najwyższych władz politycznych USA i jedyny obiekt, którego terrorystom ostatecznie nie udało się zaatakować.

Planowanie, przygotowanie i przeprowadzenie takiego ataku jak ten z 11 września 2001 r. wymagało czasu, pieniędzy, wiedzy i determinacji. Mogła to zapewnić tylko potężna organizacja, która miała też możliwość rekrutacji ludzi gotowych na wszystko. Była to Al-Kaida, globalna sieć powiązanych ze sobą komórek terrorystycznych, kierowana wówczas przez Osamę bin Ladena, powstała w 1988 r. na bazie grup mudżahedinów walczących w Afganistanie przeciw wojskom radzieckim.

Gdy w 1996 r. jej kierownictwo rozważało przeprowadzenie zmasowanego ataku na cele w USA przy użyciu porwanych samolotów pasażerskich, nie miała jeszcze dużego doświadczenia w takich działaniach, co nie znaczy, że nie miała go wcale. W 1992 r. terroryści z nią związani zorganizowali nieudane ataki bombowe na hotele w Jemenie, w których mieszkali żołnierze amerykańscy. W jednym przypadku bomba wybuchła przedwcześnie, w drugim – żołnierzy już w hotelu nie było. Jednak w 1999 r., gdy przygotowania do ataku na USA ruszyły pełną parą, Al-Kaida miała za sobą udaną operację na dużą skalę – zamachy bombowe na amerykańskie ambasady w Kenii i Tanzanii w 1998 r., w których zginęło łącznie ponad 200 osób, a ponad 5 tys. odniosło obrażenia.

Osobą nadzorującą przygotowania do zamachów wymierzonych w kontynentalne Stany Zjednoczone, a także zabezpieczającą ich finansowanie (w ocenie amerykańskich śledczych musiały kosztować ponad 400 tys. dol.), był Osama bin Laden. On też sformułował uzasadnienie ideologiczne operacji, a także całej działalności Al-Kaidy. W jego przekonaniu ataki na USA i zabijanie Amerykanów były konieczne jako reakcja na amerykańską politykę zagraniczną. Przede wszystkim na wsparcie udzielane Izraelowi, obecność wojsk Stanów Zjednoczonych w Arabii Saudyjskiej (dla bin Ladena była to okupacja najświętszych miejsc islamu przez niewiernych), sankcje przeciwko Irakowi po operacji „Pustynna burza”, a nawet samo utrzymywanie przez USA kontaktów z rządami „walczącymi z muzułmanami” (Rosji, Indii) czy sprzecznymi z muzułmańskimi interesami (chodziło o ówczesne prozachodnie reżimy na Bliskim Wschodzie).

Poglądy Osamy bin Ladena i jego determinacja, by zaatakować Stany Zjednoczone, były doskonale znane amerykańskim służbom specjalnym, na długo zanim w 2000 r. pierwsi zamachowcy zaczęli przekraczać granice USA. Raporty wywiadu wskazywały również konieczność zwrócenia szczególnej uwagi na Arabów odbywających treningi pilotażu na terenie Stanów Zjednoczonych. Amerykanie znali także tożsamość co najmniej dwóch pilotów, którzy ostatecznie wzięli udział w zamachu. Problem polegał jednak na tym, że wiedza ta nie była zgromadzona w jednym miejscu. Poszczególne agencje i służby dysponowały wyrywkowymi informacjami i fragmentarycznymi danymi, których sobie nie przekazywały.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 2016 38/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy