Gwiazda kłamie w sprawie „Ognia”

Gwiazda kłamie w sprawie „Ognia”

Watażka kierujący się własnymi ambicjami – tak o Józefie Kurasiu pisano w biuletynie WiN pod redakcją Janusza Kurtyki

W „Gazecie Polskiej Codziennie” (nr 442 z 20 lutego 2013 r.) Andrzej Gwiazda przypomniał postać Józefa Kurasia „Ognia” – „legendarnego partyzanta z Podhala, dowódcy silnego i skutecznego oddziału walczącego z okupacją niemiecką i słowacką, a następnie radziecką”. Dla Gwiazdy „Ogień” to wielki patriota, mordował tylko wrogów, a wsie podhalańskie musiał łupić, aby utrzymać oddział. „Ogień” był dla niego bohaterem od młodych lat i takim pozostanie na zawsze, a wszyscy, którzy mają inne zdanie, powtarzają argumenty z bolszewickich gazet, z czasów tępienia wrogów ludu, amerykańskich agentów i sługusów imperializmu. Do tych ostatnich zaliczył „Przegląd” i mój artykuł z ubiegłego roku: „Ogień był bandytą” (nr 9/2012).
Andrzej Gwiazda uważa, że wszyscy, którzy oczerniają „Ognia”, to „pogrobowcy zbrodniarzy”, i do nich zalicza ośmiu wysokich rangą żołnierzy Armii Krajowej z terenu Podhala, którzy
16 marca 1990 r. na plebanii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Targu złożyli dokument o zbrodniach „Ognia” i przysięgli na Biblię, że wszystko, co napisali, jest prawdą. Pisze o nich: „możemy się już domyślać, kto kryje się pod kryptonimem – nowotarscy kombatanci AK”. Niestety, żaden z nich nie żyje i nie mogą się bronić, lecz wystarczy porozmawiać z obecnym przy składaniu przysięgi ks. Henrykiem Paśką, obecnie proboszczem parafii św. Jadwigi Królowej przy ul. Ludźmierskiej w Nowym Targu, aby dowiedzieć się, jacy to byli zacni ludzie. Dwóch „Ogień”, już jako członek PPR i szef miejscowej placówki MO i UB, wysłał na Syberię.
Przy opisie zbrodni popełnionych przez „Ognia” w sylwestrowy wieczór 31 grudnia 1945 r. w Gronkowie korzystałem z relacji ks. Władysława Zarębczana, którego dziadek został zastrzelony przez Kurasia. Ks. Zarębczan pracuje w Watykanie i też można z nim porozmawiać. Jego wspomnienie o tamtej nocy przeczytałem w rękopisie, bo gazety odmówiły mu publikacji. Po moim artykule zostało ono wydrukowane w numerze 3. „Zeszytów Historycznych” Światowego Związku Żołnierzy AK w Nowym Targu.
Dla Andrzeja Gwiazdy nie liczą się dokumenty Armii Krajowej ani relacje świadków. Także te, które znalazły się w „Zeszytach Historycznych” Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, redagowanych swego czasu przez Janusza Kurtykę.  W numerze 6. z marca 1995 r. zamieścił on artykuł Tomasza Biedronia „Konflikt »Ognia« z Armią Krajową w świetle dokumentów 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK”.
Powodem rozstania się „Ognia” z Armią Krajową była wigilia Bożego Narodzenia 1943 r., gdy Kuraś wbrew zakazowi dowódcy wraz z dziewięcioma innymi partyzantami poszedł się zabawić do Ochotnicy Górnej. Następnego dnia po ich powrocie Niemcy otoczyli obóz, gdyż najprawdopodobniej przyszli po śladach pozostawionych na śniegu. Dwóch partyzantów zginęło, kilku odniosło rany, „Ogień” wydostał się z okrążenia. Za samodzielne oddalenie się Okręg Krakowski AK wydał na Kurasia wyrok śmierci.
Nie mając możliwości powrotu do Armii Krajowej, Kuraś podporządkował się Stronnictwu Ludowemu „Roch” i przyjęto go do Służby Bezpieczeństwa powiatu. Fakt ten wprawił w takie zdumienie
mjr. Adama Stabrawę „Borowego”, dowódcę 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK, że 21 października 1944 r. wysłał on pismo do powiatowego delegata rządu w Nowym Targu z zapytaniem, czy to prawda. Zdaniem dowódcy pułku „Ogień” należy do „kategorii ludzi, którymi Służba Bezpieczeństwa powinna się zająć, a nie przyjmować ich w swoje szeregi”. Zachowanie się „Ognia” i jego ludzi, zdaniem „Borowego”, „będzie określane kiedyś jako ciemna plama konspiracji”. „Borowy” zwrócił uwagę delegatowi rządu na wybryki, jakich dopuszczał się „Ogień” pod szyldem Armii Krajowej. Nie wszyscy wiedzieli, że robiła to „banda niemająca nic wspólnego z AK”. „Borowy” pisze też, że „Ogień” podaje się za porucznika, podczas gdy jest tylko plutonowym, i dodaje, że podawanie się za porucznika to megalomańska mistyfikacja i „podobne typy jak »Ogień« nie mogą zostać oficerami”. Cytowane pismo znajduje się w Archiwum Państwowym w Krakowie, w aktach 1. PSP, s. 155.
Autor artykułu opisuje też, jak błyskawicznie Kuraś zmieniał mocodawców po odejściu z AK. Najpierw były to Bataliony Chłopskie, potem na krótko związał się z Delegaturą Rządu w Nowym Targu. 1 grudnia 1944 r. podporządkował oddział Armii Ludowej, a konkretnie oddziałowi „Za wolną Ojczyznę” por. Izaaka Gutmana „Zygfryda”. Kuraś współpracował też z mjr. Iwanem Zołotarem i kpt. Władimirem Macniewem „Potiomkinem” z partyzantki radzieckiej, a z Ludmiłą Gordiejenko, ps. „Kapitan Tania”, z NKWD łączyły go bardzo osobiste związki. Wraz z partyzantką radziecką i oddziałami AL zszedł z gór do Nowego Targu, zorganizował tu MO i UB, zgłosił się do dyspozycji PKWN, a oddział podporządkował Naczelnemu Dowództwu WP w Lublinie. W marcu 1945 r. wstąpił do PPR, w kwietniu zaś wrócił do lasu.
W biuletynie Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” Tomasz Biedroń podaje swoją ocenę „Ognia”: „Był to watażka kierujący się nie tyle patriotyzmem, co własnymi ambicjami. Po wojnie jego walka zbrojna z komunistami nie miała żadnych perspektyw zwycięskiego zakończenia, narażając na niepotrzebną śmierć zarówno jego własnych ludzi, jak i ludność cywilną. Urząd Bezpieczeństwa Publicznego rozprawiał się bowiem bezwzględnie z jego zwolennikami, nie rozróżniając, czy to byli członkowie oddziału »Ognia«, czy też sympatycy wywodzący się z okolicznych wiosek”.
Cytuje też znajdującą się w państwowym archiwum opinię dr. Mariana Moslera. ps. „Leliwa”, lekarza 1. Pułku Strzelców Podhalańskich, który pisze, że postępowanie Kurasia było „lawirowaniem pomiędzy złem a dobrem”, w wyniku czego stał się on człowiekiem, którego ścigało prawo i „dla którego wytłumaczenia nie będzie nigdy i u nikogo”.
To wszystko w biuletynie pod redakcją młodego Janusza Kurtyki. Tak myślał, zanim został dyrektorem Instytutu Pamięci Narodowej.

Wydanie: 10/2013

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy