Haraga płynie do europejskiego raju

Haraga płynie do europejskiego raju

Uciekają z Afryki, przywiązując się do podwozia ciężarówek, wspinając się po stalowych linach lub korzystając z usług przemytników ludzi Za kilkanaście miesięcy zamknięty zostanie jeden z najdramatyczniejszych rozdziałów nielegalnej emigracji do Unii Europejskiej. W ciągu dziesięcioleci przez port w marokańskim Tangerze przewinęły się setki tysięcy nielegalnych emigrantów. Ich celem była zamożna, oferująca dobrze płatną pracę i opiekę socjalną Europa. Naturalnym zapleczem zaopatrzeniowym dla osób, które chciały się przedostać na drugą stronę Cieśniny Gibraltarskiej, było kilkusettysięczne miasto Tanger. Pomimo pogardy i wrogości, z jaką zwykle spotykają się emigranci ze strony mieszkańców miasta, zawsze znalazł się ktoś, kto wspomógł kawałkiem chleba, drobnym groszem albo nawet ofertą pracy na dzień lub dwa, dzięki której można było przetrwać najbliższy tydzień. Wkrótce zostanie przerwana nić, która pozwalała egzystować setkom mężczyzn w oczekiwaniu na swoją szansę emigracji. Władze Maroka zdecydowały się przenieść cały ruch pasażersko-towarowy z miasta do oddalonego o ok. 40 km na wschód portu zwanego Tanger-Med. Wokół nowego portu nie ma żadnej większej osady. Nie będzie więc możliwości ukrycia się w zaułkach miasta, wyżebrania żywności czy pieniędzy. Ale zaprawieni w bojach o lepszą przyszłość haraga – „igrający z ogniem”, jak nazywa się tu nielegalnych emigrantów – obiecują, że nie poddadzą się tak łatwo. O jeszcze aktualnych, tangerskich metodach dotarcia do „raju” opowiada mi 22-letni Ahmed, Marokańczyk z południa kraju, w Tangerze od czterech lat. Udało mu się dotrzeć do Europy dwukrotnie. Za pierwszym razem spędził tam dwa miesiące, ale został złapany podczas obławy policji na dom zamieszkany przez imigrantów. Za drugim razem złapano go tuż po osiągnięciu brzegów Hiszpanii. – Najpowszechniejszym sposobem na wyjazd z kraju jest dostanie się do podwozia ciężarówek, które opuszczają Maroko na pokładzie promów. Niektórzy próbują na placu przed lub w samym porcie, ja wolę ustawić się na głównej ulicy wiodącej do portu, tuż przy skrzyżowaniu. Jeśli ciężarówka zatrzyma się na czerwonym świetle, mam ok. 30 sekund, aby podbiec do niej i przywiązać się do podwozia. – Przywiązać się? – Tak, zawsze mamy przy sobie kawałek sznurka, można co prawda wcisnąć się między elementy podwozia, ale łatwo wtedy wypaść. Najlepiej zakleszczyć gdzieś nogi, a tułów przywiązać sznurkiem. Gdy tir przyjeżdża do portu, jest kontrolowany przez celników i skanowany, wtedy emigranci muszą wyjść z kryjówki, a potem wrócić do niej; wszystkie te działania odbywają się oczywiście pod osłoną nocy. Jeszcze jedna kontrola będzie w porcie docelowym. Tam też trzeba uważać, aby nie dać się złapać. Ta metoda dotarcia w granice Unii Europejskiej nie jest kosztowna, ale trzeba dużo szczęścia i wielu, często kilkuset prób. Czasem zajmuje to lata, choć Ahmed próbuje średnio co dwa dni. Ten, kto może wydać na poczet lepszego życia w Europie ok. 1,2 tys. euro, korzysta z „usług” przemytników ludzi. Oferują oni transport przez cieśninę pontonami lub małymi łodziami, niewidocznymi dla radarów. Niestety, dość często silne prądy i fale morskie wywracają takie łódki, topiąc wielu z niedoszłych imigrantów. Ten sam los spotyka pasażerów łódek, które niezauważone przez radary wielkich tankowców są przez nie taranowane podczas przekraczania cieśniny. Wąski przesmyk między Morzem Śródziemnym a Oceanem Atlantyckim należy do najczęściej uczęszczanych szlaków morskich na świecie. W ciągu doby przepływa tędy ok. 100 wielkogabarytowych statków i dużo więcej mniejszych jednostek. Bywa też, że sami przemytnicy, nie dobijając do brzegów Hiszpanii, każą pasażerom wyskakiwać za burtę i ostatnie kilkaset metrów pokonać wpław. Wyskakują więc i płyną ku wolności i godnemu życiu, które wydaje się w zasięgu ręki. Niestety dla niektórych jest to zadanie ponad siły. Wiele osób topi się z wyczerpania i wyziębienia. Ich ciała morze wyrzuca na plaże Tarify w Hiszpanii. Na tych, którym udało się dostać na brzeg, czekają hiszpańscy pogranicznicy. Po załatwieniu formalności imigranci jeszcze tego samego dnia są odsyłani do Maroka. Większość z nich będzie próbowała dostać się do Hiszpanii ponownie. Istnieje wreszcie grupka emigrantów „ekstremalnych”. Koczują oni w pobliżu przystani,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2010, 28/2010

Kategorie: Świat