Harry Potter i imigranci

Harry Potter i imigranci

Dziecięce lektury wpływają na kreatywność i wybory zawodowe

To, w jaki sposób myślą dorośli, da się powiązać z tym, co czytali jako dzieci. Dziecięce lektury wpływają na kreatywność, skłonność do innowacji, wybory zawodowe, nawet wzrost gospodarczy całych krajów. W Stanach Zjednoczonych psycholodzy zdecydowali się porównać zawartość dziecięcych książek z liczbą patentów. Okazało się, że pomiędzy 1810 a 1850 r. znacząco przybyło literatury, w której skupiano się na oryginalnych osiągnięciach bohaterów. A pomiędzy rokiem 1850 i 1890 siedmiokrotnie zwiększyła się lista rejestrowanych patentów.

Generalna tendencja ma być więc taka, że kiedy coś się pojawia w literaturze młodzieżowej, za jakiś czas pojawi się też w realnym świecie. Tak było z ideami Juliusza Verne’a, które zainspirowały m.in. wynalazców łodzi podwodnej i helikoptera. Rakietę zainspirował H.G. Wells. Podobnie jak zastosowanie energii atomowej. Autonomiczne samochody – Isaac Asimov, a telefon komórkowy serial „Star Trek”. Nie o same książki tu bowiem chodzi, ale o historie dla młodzieży.

Książki są jednak ważne, bo owszem, skłonność do innowacji jest istotna, ale nie tylko ona się liczy. Historie – czytane i słuchane – dostarczają wzorów osobowych i kształtują system wartości. W 2014 r. na łamach „Journal of Applied Psychology” pojawił się artykuł Włochów, głównym autorem był prof. Loris Vezzali z uniwersytetu w Modenie, którzy przedstawiali swoje badania nad tym, jak lektura „Harry’ego Pottera” wpływa na empatię. W eksperymencie brało udział 34 uczniów szkół podstawowych. Na początku sprawdzono, jaki mają stosunek do imigrantów, którzy są we Włoszech grupą szczególnie często stygmatyzowaną. Później przez sześć tygodni młodzież czytała powieści J.K. Rowling i rozmawiała o nich. Z tym że część czytała fragmenty odnoszące się do relacji Harry’ego oraz Voldemorta, który jest kimś w rodzaju „Hitlera świata magii”, z mugolami, grupą stygmatyzowaną w świecie stworzonym przez Rowling. A inni fragmenty neutralne.

Kiedy po sześciu tygodniach zbadano stosunek dzieciaków do imigrantów, okazało się, że u tych, którzy utożsamili się z młodym czarodziejem i czytali o jego relacjach z mugolami, był on znacząco lepszy. U reszty pozostał bez zmian. Później badania powtórzono na uczniach szkół średnich, zastępując imigrantów homoseksualistami. Wynik był podobny, choć motywacje inne. Nastolatki nie utożsamiały się z Harrym Potterem. Raczej podkreślały, że odrzuca ich stosunek Voldemorta do innych. Taki sam rezultat osiągnięto, gdy uczniów zastąpili studenci brytyjskich uniwersytetów, a imigrantów i homoseksualistów – uchodźcy. Christopher Hitchens chwalił serię za to, że wyciągnęła brytyjską literaturę dziecięcą ze świata bogactwa, klasowości i snobizmu, a wprowadziła do niej żywą demokrację oraz różnorodność. Ideały równości i przyjaźni.

Choć ta ostatnia w brytyjskiej literaturze młodzieżowej była obecna już wcześniej. Choćby „Władca Pierścieni” J.R.R. Tolkiena to świetny podręcznik tego, jak powinny wyglądać relacje w grupie. Ciekawe jest i to, co sprawia, że książki dla dzieci mają tak dużą siłę. Neurobiolodzy z Carnegie Mellon University dali do przeczytania ludziom siedzącym w skanerach aktywności mózgu rozdział „Harry’ego Pottera”. Okazało się, że kiedy czytali np. o lataniu na miotle, wywoływało to aktywność tej samej części mózgu, która reaguje na latanie w realnym świecie. Niekoniecznie na miotle. Uważa się, że czytanie o innych rozwija zdolność do empatii oraz rozumienia cudzych motywacji. Coś, co psycholodzy nazywają budowaniem teorii umysłu.

Zastanawiam się, czego dzieci się nauczą, czytając literaturę smoleńską, która trafia na listę lektur.

Wydanie: 37/2017

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy