Hiszpanka może powrócić

Hiszpanka może powrócić

Amerykańscy naukowcy ożywili wirusa morderczej grypy z 1918 roku

Była to najbardziej śmiertelna epidemia XX w. W latach 1918-1919 wirus grypy zwanej hiszpanką zaraził co piątego mieszkańca Ziemi i zabił około 40-50 mln ludzi. W wielu regionach i wioskach nikt nie pozostał żywy.
Nawet z odległych wysp Fidżi i Tahiti raportowali urzędnicy: „Grzebanie zmarłych było zupełnie niemożliwe, dniem i nocą zwożono zwłoki na wielkie, stale płonące stosy”. Podczas zwykłej grypy najczęściej umierają osoby w podeszłym wieku i małe dzieci, zgon zaś powodują wtórne infekcje bakteryjne. Ale hiszpanka kosiła ludzi w kwiecie wieku. Uśmiercił je wirus, który wnikał głęboko do płuc i zamieniał je w krwawą miazgę. W październiku amerykańscy naukowcy oznajmili o spektakularnym sukcesie, który prof. John Oxford z Royal London Hospital uznał za przełom i najważniejsze wydarzenie w wirusologii od wielu lat. Jeffery Taubenberger wraz z zespołem Instytutu Patologii Sił Zbrojnych USA odczytał kod genetyczny mikroba zabójcy. Dzięki temu Terrence Tumpey, mikrobiolog z Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom Zakaźnym w Atlancie, zdołał ożywić śmiercionośnego wirusa z 1918 r. „To wirusologiczny odpowiednik przywrócenia do życia dinozaurów w filmie „Park jurajski”, piszą komentatorzy. Niektórzy ostrzegają, że gdy reanimowany morderca wydostanie się z laboratorium lub wpadnie w ręce terrorystów, dojdzie do tragedii na niewyobrażalną skalę. „Ten wirus to chyba najskuteczniejsza broń biologiczna wszech czasów”, podkreśla Richard Ebright z Rutgers University w New Jersey. Ale naukowcy, którzy przywrócili straszliwy zarazek do życia, argumentują, że ułatwi to prace nad antywirusowymi lekarstwami i szczepionką.
Materiał genetyczny sprawcy globalnej pandemii przetrwał w przechowywanych w chłodniach tkankach płucnych dwóch amerykańskich żołnierzy zmarłych na grypę 26 września 1918 r. Patolog Johan Hultin znalazł fragmenty martwego od lat wirusa w zwłokach pochowanych w wiecznej zmarzlinie Inuitów na Alasce. Do wioski Inuitów zwanej Taller Mission zarazę przyniósł listonosz, jeżdżący psim zaprzęgiem. Spośród 80 mieszkańców tylko ośmiu ocalało. Zmarłych pochowano w masowych grobach za pomocą przysłanych przez wojsko koparek parowych. Po epidemii nazwę miejscowości zmieniono na Brevig Mission. Hultin wyprawiał się tu dwukrotnie – w 1951 i 1997 r. Starszyzna niechętnie zgodziła się na otwarcie grobów – Inuici lękali się nie martwego już wirusa, lecz tego, że rozgniewają się duchy. W 1997 r. z większości zmarłych pozostały tylko kości. Johan Hultin znalazł jednak dobrze zachowane ciało bardzo otyłej kobiety, które tkanka tłuszczowa uchroniła przez rozkładem. Połączone sekwencje materiału genetycznego wirusa naukowcy umieścili w bakteriach. Kiedy te ostatnie zaczęły mnożyć się na pożywce, geny wirusa zreorganizowały się samoistnie. Masowy morderca z 1918 r. zmartwychwstał. Okazało się, że wirus, należący do typu H1N1 zachował swe potworne właściwości. Zazwyczaj myszy zarażone ludzką grypą odczuwają tylko lekkie osłabienie. Ale wszystkie gryzonie potraktowane ożywionym zarazkiem z 1918 r. padły na skutek krwotoków płucnych. Nieszczęsne zwierzęta dosłownie utonęły we własnej tkance, którą zarazek zmienił w krwawy płyn.
Analiza struktury mikroskopijnego zabójcy przyniosła niepokojące rezultaty. Do tej pory sądzono, że śmiercionośny zarazek z 1918 r. powstał, gdy wirus grypy ptasiej przyłączył materiał genetyczny wirusa grypy ludzkiej. Właśnie w ten sposób narodziły się wirusy odpowiedzialne za epidemię grypy azjatyckiej z 1957 r. i grypy Hongkong z 1968 r. Specjaliści wyrażali obawy, że wirus grypy ptasiej H1N5, grasujący obecnie w Azji, który zabił setki tysięcy ptaków i 60 ludzi, może również połączyć się z zarazkiem grypy ludzkiej i doprowadzić na całym świecie do 150 mln zgonów.
Badania wykazały wszakże, że mikroskopijny morderca z 1918 r. jest wirusem czysto ptasim, który nie połączył się z ludzkim, lecz nabrał swych przerażających właściwości w wyniku mutacji. Jeffrey Taubenberger przypuszcza, że wystarczyły zmiany w 25-30 aminokwasach w proteinie wirusa spośród ogółem 4400, aby mikrob groźny tylko dla ptaków stał się wyjątkowo zaraźliwym i zabijającym ludzi potworem. Naukowcy biją na alarm – podobne mutacje zachodzą już w niektórych szczepach H1N5. Potrzeba około 10 zmian w kodzie genetycznym, aby wirus ptasiej grypy zaczął masowo zarażać także ludzi, tak, jak morderca z 1918 r. Do tej pory w niektórych podtypach H1N5 doszło do pięciu takich zmian. Nie oznacza to, że katastrofa jest nieuchronna. Nikt nie wie, czy nastąpią dalsze mutacje i jak długo może to potrwać. Wirus grypy ptasiej był przecież w Azji obecny przez dziesięciolecia i nie zmienił się w bestię. Ale niebezpieczeństwo istnieje. Pandemia z 1918 r. może nastąpić jeszcze raz.

 

 

Wydanie: 42/2005

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy