Producenci wyrobów spożywczych korzystają z niewiedzy konsumentów Prof. dr hab. inż. Ewa Cieślik jest kierownikiem Katedry Technologii Gastronomicznej i konsumpcji oraz Małopolskiego Centrum Monitoringu Żywności Wydziału Technologii Żywności Uniwersytetu Rolniczego im. Hugona Kołłątaja w Krakowie. Kiedy staję przed ladą chłodniczą w sklepie, nurtuje mnie pytanie, dlaczego w jogurcie jest coś takiego jak pektyna. I czy jogurt, w którym jest coś, co brzmi tak groźnie, to w ogóle jeszcze jest jogurt. Jest. Pektyna to jedna z rozpuszczalnych frakcji błonnika pokarmowego. Dodaje się ją, ponieważ stanowi doskonałą pożywkę dla bakterii kwasu mlekowego i bifidobakterii. Ale ma też taką właściwość, że daje poczucie sytości – dlatego dodaje się ją do jogurtów typu light. Pęcznieje i pochłania dużo wody, i działa jak produkty slim. Taki jogurt może być dobrym pomysłem na drugie śniadanie osób będących na diecie odchudzającej. Jednak nie wszystkie jogurty mają pektynę. Który zatem kupić: z pektyną czy bez niej? Akurat to nie ma znaczenia. Ja zwracam uwagę przede wszystkim na datę ważności i wartość energetyczną. A jeżeli jest light, sprawdzam, czy ze względu na obniżony poziom cukru, czy z powodu mniejszej zawartości tłuszczu. Zwłaszcza że tłuszcze pochodzące z mleka zawierają kwasy nasycone i z uwagi ną pewne schorzenia powinno się ich unikać. Natomiast jeżeli jogurty są z błonnikiem lub bez niego, to oczywiście biorę te z błonnikiem. Jest on bowiem doskonałą pożywką dla mikroflory jelita grubego, w którym są bakterie selektywnie fermentujące różne frakcje błonnika. Ostatnio najczęściej wykorzystuje się inulinę oraz fruktooligosacharydy. To fruktany, które obniżają kaloryczność i stanowią pożywkę dla pozytywnie działających bakterii bytujących w naszych organizmach. Kiedy słyszę te nazwy, od razu nasuwa mi się myśl, że to coś sztucznego, nienaturalnego. Widzi pan, a to wszystko jest naturalne. Fruktany są polisacharydami magazynowanymi przez wiele roślin. To grupa węglowodanów zaliczanych do rozpuszczalnych frakcji błonnika pokarmowego. Występują np. w cebuli, w porach, w czosnku i w korzeniach cykorii, która od dawna była wykorzystywana w produkcji kawy zbożowej. W krajach takich jak Belgia czy Francja przemysł spożywczy z korzeni cykorii produkuje czyste fruktany, które są potem dodawane do jogurtów. Francuzi dodają je też do mleka. Dzięki temu wzbogacają dietę w błonnik, którego – generalnie – spożywamy za mało. POLAK (NIE) WIE, CO JE Myślenie o produkcji żywności w kategoriach przemysłu nie jest jednak takie proste. Gdy ja jako laik patrzę na etykietę i widzę na niej coś, czego, moim zdaniem, raczej nie powinno być w danym produkcie, zakładam, że to chemia, którą się dodaje do żywności, by ją lepiej sprzedać. A z tym bywa różnie. Problemem jest brak świadomości żywieniowej. Wszyscy gotujemy i wszyscy zakładamy, że się na tym znamy. A nie zawszę tak jest. Proszę zwrócić uwagę, o czym mówimy i co wyjaśniamy: obecność pektyny i fruktanów, które występują powszechnie i są często stosowane. Gdzie? Choćby do produkcji tequili wykorzystuje się fruktany zmagazynowane w agawie. Polacy to nieświadomi konsumenci? Nie patrzymy na etykiety, a gdy patrzymy, to i tak mamy problem z odróżnieniem tego, co jest korzystne, od tego, co szkodliwe. Poziom świadomości żywieniowej społeczeństwa jest niski. Z tym należy coś zrobić i myślę, że trzeba zacząć już w szkole. Choćby na biologii, która powinna być praktyczna, a nie abstrakcyjna. Teraz podaje się wiele informacji, które nie mają żadnego zastosowania w życiu. Dlaczego nie zacząć mówić o tym, co przyda się w kuchni? Sama brałam udział w lekcjach tego rodzaju w szkole moich córek. Mówiłam tam o żywieniu tej konkretnej grupy: dorastających dziewcząt w wieku od 13 do 15 lat. Zainteresowanie było ogromne. Tak duże, że moi adiunkci kontynuują tam wykłady. Licealiści to dorośli ludzie. Powinni znać podstawowe zasady żywienia i zależności pomiędzy żywieniem a zdrowiem człowieka. To mogą być niezwykle ciekawe i praktyczne lekcje. Tym bardziej że błędy żywieniowe, których się dopuszczamy, są bardzo poważne. A co takiego robimy? Co powinno się zmienić? Przede wszystkim mamy źle zbilansowaną dietę, niedobory wapnia i błonnika. Przy czym nie chodzi o niedożywienie w rozumieniu braku żywności. Chodzi o złe proporcje poszczególnych składników, co skutkuje chorobami cywilizacyjnymi. Mamy coraz bardziej otyłą młodzież. W roku 2005 ok. 13% populacji młodzieży szkolnej miało nadwagę. Badania wykazały, że obecnie odsetek młodych ludzi z nadwagą wynosi od 18 do 20%. Powodem jest brak wiedzy
Tagi:
Tomasz Borejza






