Miliardy euro albo Ziobro

Miliardy euro albo Ziobro

Inni w Europie już dostają pieniądze. A u nas przedsiębiorcy i samorządy czekają


Jan Truszczyński – były ambasador RP przy Unii Europejskiej. Podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego. Były wiceminister spraw zagranicznych.

Po odejściu z MSZ pracował w strukturach UE.


Panie ambasadorze, co z pieniędzmi z Unii, które miały się złożyć na krajowy plan odbudowy (KPO)? To 58,1 mld euro.
– Część jest w formie grantów (23,9 mld euro), część – pożyczek (34,2 mld euro).

Unia może je zablokować, prawda?
– Ja bym tego nie nazwał blokadą. Tu chodzi raczej o spełnienie przez Polskę określonych kryteriów. Ich ocena musi być pozytywna, najpierw po stronie Komisji Europejskiej, a następnie po stronie państw członkowskich, które formalnie podejmują decyzję o uruchomieniu krajowych planów odbudowy. Krótko mówiąc, nie ma tu blokady, piłeczka jest po stronie polskiej.

O jakie kryteria chodzi?
– Kryteria są zawarte w rozporządzeniu z początku 2021 r., przyjętym również przez Polskę, dotyczącym Funduszu Odbudowy i sposobu jego realizacji. W art. 19 tego rozporządzenia jest precyzyjna informacja o tym, w jaki sposób państwa członkowskie powinny spełnić kryteria adekwatności, efektywności, skuteczności, spójności. Jest to rozbite na 11 obszarów. Każdy z nich jest analizowany i jeśli okaże się, że choć jedno z wyznaczonych kryteriów nie jest spełniane, projekt planu odbudowy nie może zostać zaaprobowany. Wiem, że to brzmi biurokratycznie, ale z drugiej strony jest to filtr jakościowy, przez który przepuszczane są dokumenty wysmażone i w Portugalii, i na Malcie, i w Polsce.

Trudno przejść przez ten filtr?
– Te kryteria są znane od lutego 2021 r. i są spełniane. Przecież 22 plany odbudowy zostały już przyjęte przez Radę Europejską, po aprobacie i pozytywnej ocenie Komisji Europejskiej. Parę planów jest w fazie analizy, jeden jeszcze nie został przedłożony – to Holandia. I są dwa w stadium negocjacji – Węgry i Polska.

A czego konkretnie Bruksela chce od Polski?
– Polska w projekcie swojego krajowego planu odbudowy nie przedstawiła wystarczających informacji, jak zamierza spełnić jedno z 11 kryteriów – realizację zaleceń wydanych jej przez Radę UE w latach 2019 i 2020 w ramach tzw. Semestru europejskiego, a zwłaszcza umocnienie niezależności sądownictwa.

We wrześniu wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda mówił, że nie ma w prawie UE trybu, który pozwala na wstrzymanie pieniędzy dla KPO. I że nie ma możliwości pominięcia Polski.
– Ten pan Buda w sierpniu zeszłego roku sprzedawał obywatelom nieprawdę, mówiąc, że KPO nie został jeszcze zaaprobowany, bo Komisja Europejska jest leniwa, jej urzędnicy pojechali na urlopy. We wrześniu opowiadał kolejne banialuki, że jest przekonany, że do końca roku dostaniemy zaliczkę 4,7 mld euro w ramach KPO, itd. Jedno łgarstwo goni drugie. A jednocześnie od połowy lipca, czyli od orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, było jasne, że wymogi dotyczące niezależności polskiego wymiaru sprawiedliwości będą musiały zostać skrystalizowane i wpisane do krajowego planu odbudowy. Że bez tego nie będzie finalizacji całości. Na to nałożyło się orzeczenie Trybunału pani Przyłębskiej, że prawo europejskie jest niezgodne z polską konstytucją. Innymi słowy, postawiono pod znakiem zapytania wykonywanie prawa europejskiego na terytorium Polski. Ten splot czynników spowodował, że dodatkowej wagi nabrała sprawa zapewnienia niezależności polskiego sądownictwa. To się skrystalizowało później w postaci trzech wymogów wobec Polski podanych pod koniec października 2021 r. przez Ursulę von der Leyen.

Chodzi o likwidację Izby Dyscyplinarnej, reformę systemu dyscyplinowania sędziów i przywrócenie do pracy usuniętych sędziów.

– To są wymogi sformułowane w ten sposób, że polski rząd powinien przedstawić wiążące zapewnienia, ubrane w język tzw. kamieni milowych – do kiedy i w jaki sposób zlikwidujemy Izbę Dyscyplinarną, do kiedy i w jaki sposób podejmiemy reformę systemu dyscyplinarnego i jaką drogą pójdziemy, żeby przywrócić do pracy sędziów bezprawnie zawieszonych przez organ, który nie jest w istocie sądem, czyli przez Izbę Dyscyplinarną. To wszystko powinno zostać wpisane do krajowego planu odbudowy.

Twardości wobec Polski żąda Parlament Europejski. Pięć głównych frakcji podpisało się pod żądaniem, by nie zatwierdzać polskiego KPO, zanim Izba Dyscyplinarna nie zostanie zlikwidowana.
– Również wiele krajów europejskich poparło stanowisko Komisji Europejskiej, stwierdzając, że w polskim KPO muszą być odpowiednie gwarancje dla niezależności sądownictwa. Jesienią zeszłego roku była wspólna deklaracja francusko-holenderska, był odpowiedni zapis w umowie koalicyjnej nowego rządu niemieckiego, było stanowisko przedstawione przez jednego z kluczowych ministrów w rządzie Finlandii. I na tym lista się nie zamyka.

A polski rząd odpowiada, że to szantaż unijnych urzędników i próba wasalizacji Polski. I że temu się nie podda.
– To jest czcza gadanina. Sprawdza się ona w jakimś stopniu wśród wiernego elektoratu, ale na zewnątrz nie robi to żadnego wrażenia. Znaczenie będzie miało tylko to, co polski rząd przedstawi w krajowym planie odbudowy.

A czy będzie można negocjować z krajami Unii? Słyszałem o groźbach, że Polska będzie wetować wszystko, co Unia będzie chciała realizować, i taką blokadą zmusi pozostałych do ustąpienia.
– Dużo do wetowania nie ma. Gros aktów prawnych Unii przyjmuje się w procedurze większości kwalifikowanej. Ale są odcinkowe sprawy, w których można sobie wyobrazić wetowanie. Na przykład wszystko, co związane jest z podatkami. Na stole negocjacyjnym są choćby projekty nowych tzw. źródeł własnych, czyli dochodów budżetu Unii. Tutaj potrzebna będzie jednomyślność. Tylko że blokowanie decyzji unijnych przez państwo, które przedtem oświadczyło, że nie będzie stosować prawa europejskiego i nie uważa, że jest nim związane, jest kontrproduktywne. Bo czego domaga się w zamian? Zgody na gwałcenie prawa europejskiego? W systemie sieciowym, jakim jest UE, destrukcyjne zachowania nigdy nie zostają zapomniane i dużo kosztują, nawet gdyby miał to być koszt odłożony w czasie.

Premier Morawiecki, który na temat polskiego KPO rozmawiał niedawno z Ursulą von der Leyen, powiedział, że „zostało 5% do uzgodnienia sprawy”, choć nie ma pewności, że uda się porozumieć w najbliższych tygodniach… Pan to wyśmiał.
– Wyśmiałem. Wysłany do Brukseli krajowy plan odbudowy miał czterysta kilkadziesiąt stron. Warunki przedstawione przez panią von der Leyen, te trzy punkty, dadzą się zapisać na jednej stronie. To nawet mniej niż 1%. Coś mi tu nie gra w tej arytmetyce.

Przede wszystkim nie ma chyba o czym dyskutować, bo projekty ustaw dotyczące Izby Dyscyplinarnej i sądownictwa dopiero trafiają do Sejmu. Jakie więc zobowiązania Polska może wpisać do swojego KPO?
– Jak to będzie wpisane do KPO – nie wiem. Czym się zadowoli Komisja – też nie wiem. Można zapisać tak, że KPO zostanie zaaprobowany dopiero po likwidacji Izby Dyscyplinarnej. A można również zapisać termin, do którego legislacja likwidująca Izbę Dyscyplinarną zostanie przyjęta w Polsce. Każdy z tych trzech warunków musi zostać odzwierciedlony. W postaci czegoś, co jest weryfikowalne i opatrzone terminem realizacji – do kiedy zrobimy to, co deklarujemy, że zrobimy.

To jest upiorne. Na jednej szali mamy 58,1 mld euro, a na drugiej – Izbę Dyscyplinarną, która ma służyć trzymaniu sędziów za twarz. Jak to może być równe?
– Ta sytuacja jest skandaliczna i wysoce szkodliwa. Nie można też zapominać, że całość tych pieniędzy trzeba wydać do końca 2026 r. A do końca 2023 r. trzeba całość zakontraktować, czyli opatrzyć umowami wiążącymi i realizacyjnymi. Już niewiele czasu zostało! Optymistycznie zakładam, że te projekty, które zmieściły się w ramach polskiego KPO, są już prowadzone. Że praca wre. Że ocena oddziaływania na środowisko jest zakończona, zezwolenie na warunki zabudowy gotowe… Że ruszamy z kopyta, tylko czekamy na pieniądze.

Wierzy pan w to?
– Jak się wejdzie na strony Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, to tam o KPO nie ma nic nowego od jesieni minionego roku. Nie ma żadnego odniesienia do tego, co buńczucznie mówi premier Morawiecki, że na razie te projekty będziemy realizować z własnych pieniędzy. Nie widzę tej realizacji, widzę gadaninę polityczną. A czas goni. Inni, którzy już dostają pieniądze, mogą je wydawać. A u nas przedsiębiorcy i samorządy czekają. To wszystko przez Ziobrę i jego kilkunastu koleżków. Jak się położy na jednej szali to, co ważne dla społeczeństwa i gospodarki, a na drugiej grupowy interes kilkunastu facetów, to nie mieści się w głowie, że ta grupka szkodników wygrywa, bo trzyma PiS za gardło. Wciąż jest pat. A w sumie chodzi, wszyscy to wiedzą, o parę prostych ruchów.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 10/2022

Kategorie: Kraj, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy