80 tys. lat temu homo sapiens rozpoczął swoją dobrą passę
W południowej Francji naturalny łuk kamienny, zwany Pont d’Arc, góruje 30 m nad wodami rzeki Ardèche, dopływu Rodanu. Niedaleko skaliste klify, upstrzone tu i ówdzie zaroślami, wznoszą się ponad dolinami porośniętymi bujnymi lasami dębowymi i otoczonymi polami lawendy. Wiosną i latem turyści zjeżdżają nad rzekę, aby spływać jej niegroźnym nurtem w kajakach.
W 1994 r. leśniczy Jean-Marie Chauvet prowadził dwóch grotołazów na klify wznoszące się ponad Pont d’Arc – do odkrytego niedawno miejsca, gdzie z rozpadliny wydobywał się tajemniczy powiew. Poszerzywszy otwór kilofami, wsunęli się do niego i znaleźli wąski tunel, który poprowadził ich do komnaty wysokiej na 30 m. Krystaliczne stalaktyty i stalagmity błyszczały w świetle jak ogromne sople lodu i zamki z mokrego piasku. Napatrzywszy się na te geologiczne cuda, Éliette Brunel Deschamps odwróciła się, a blask jej lampy padł na przeciwległą ścianę, odsłaniając zdumiewający wizerunek mamuta. Potem dostrzegli odciski dłoni i inne rysunki. Kobieta wykrzyknęła: „Tutaj byli ludzie!”.
Miała na myśli prehistorycznych ludzi. Każdy francuski speleolog marzy o odkryciu prehistorycznego malarstwa jaskiniowego. Niedaleko znajduje się jaskinia Lascaux z jej sławnymi, liczącymi 17 tys. lat naskalnymi wizerunkami koni i żubrów. W tamtym czasie obrazy te były najstarszymi zabytkami sztuki przedstawiającej. Czy rysunki w jaskini ponad Pont d’Arc mogły pochodzić z tego samego okresu? Na pierwszych zdjęciach wyglądały tak wyraźnie, że niektórzy rzeczoznawcy uznali je za współczesne podróbki. Datowanie metodą izotopu węgla przyniosło odpowiedzi, które przeszły wszelkie oczekiwania. Większość rysunków w jaskini Chauvet (jak zaczęto ją nazywać) pochodzi sprzed ok. 36 tys. lat – a więc są dwa razy starsze od najstarszych znanych do tej pory.
Mieszkańcy doliny z epoki kamiennej musieli wspiąć się do położonej wysoko jaskini, która prawdopodobnie miała bardziej odsłonięte wejście. Pokonywana przez nich droga wzdłuż przejścia znaczona jest opaleniami od pochodni. Podobnie jak przyjaciele Chauveta, musieli oni wdychać wilgotne powietrze, omijać piszczące nietoperze i przeskakiwać kości niedźwiedzi jaskiniowych w drodze do niesamowitej komnaty z błyszczącymi tworami z wapienia. Nie uciekli jednak od tego zaświatowego widoku. Ułamali kawałki węgla drzewnego z pochodni i zaczęli rysować na białych jak kreda ścianach: linie, punkty, obrysy dłoni. Potem rysowali potężne zwierzęta zamieszkujące dolinę. W końcu, w dalej położonych komnatach, narysowali rozległe malowidła ścienne ze zwierzętami, które wyrażają głębokie zrozumienie ich zachowania: walczące nosorożce, podskakujące konie i ostrożne żubry umykające przed lwami na polowaniu.
Choć nie wiemy dlaczego nasi przodkowie tworzyli te dzieła sztuki, możemy być pewni, że nie była to tylko tapeta. Na podstawie ludzkich śladów archeologowie wnoszą, że jaskinia nigdy nie stanowiła miejsca zamieszkania. Z odcisków stóp i dłoni wynika, że do najgłębszych komnat wchodziła jedynie względnie niewielka liczba pierwszych ludzi. Oświetlone migającym światłem pochodni zwierzęta nabierają niezwykłej żywotności. Niektórzy paleoantropologowie przypuszczają, że jaskinia stanowiła mistyczną podziemną krainę, gdzie najdawniejsi szamani wchodzili w kontakt z animistycznymi duchami, których czcili. Dzieła narastały przez lata i stawały się coraz bardziej wyrafinowane technicznie, dopóki pewnego dnia jaskinia i jej rytualne rysunki nie zostały nagle pogrzebane w katastroficznym osunięciu skalnym, które głęboko zakopało wejście.
6 tys. lat później inne
Fragmenty książki Michaela Morrisa Plemienni. Jak instynkty kulturowe mogą nas jednoczyć, tłum. Tadeusz Chawziuk, Copernicus Center Press, Kraków 2025








