Co musi umieć inżynier?

Co musi umieć inżynier?

Nie wystarczy nawet najsolidniejsze wykształcenie fachowe

Rozmowa z prof. Jerzym Kisilowskim, twórcą i rektorem Wyższej Szkoły Techniczno-Ekonomicznej

– Być profesorem – to dla większości ludzi osiągnąć najwyższy status w hierarchii społeczno-zawodowej. Panu to jednak nie wystarcza. Ciągle szuka pan nowych wyzwań. Stworzył pan i przez lata prowadził towarzystwo ubezpieczeniowe. Teraz tworzy pan nową wyższą uczelnię techniczno-ekonomiczną…
– Trudno powiedzieć, że to dla mnie nowa dziedzina. To prosta kontynuacja zawodu nauczyciela akademickiego, który uprawiam od trzydziestu kilku lat.
– Jest pan profesorem renomowanej Politechniki Warszawskiej. Uważa pan, że ta nowa szkoła będzie kształcić lepszych inżynierów niż pana macierzysta uczelnia?
– Dzisiaj uczelnie techniczne bardzo nieprzychylnie patrzą na możliwości poszerzenia programu studiów o elementy nauk ekonomicznych czy humanistycznych. Dlatego postanowiłem stworzyć uczelnię, która rozszerzyłaby horyzonty kadry inżynieryjnej. Od dawna twierdzę, że zmniejsza się liczba miejsc pracy dla klasycznego inżyniera. Przyszłym inżynierom nie wystarczy nawet najsolidniejsze wykształcenie fachowe, trzeba nauczyć ich też rozumienia procesów i zjawisk społeczno-ekonomicznych. Potrzebny jest inżynier-menedżer, inżynier-marketingowiec, inżynier-organizator. Tego właśnie będzie uczyć nowa szkoła. Udało mi się zawrzeć w programie naszych studiów kilka tematów, o których zawsze mówiłem, że koniecznie trzeba je włączyć do procesu kształcenia inżyniera. W końcu czerwca dostaliśmy licencję, a jesienią rozpoczęliśmy zajęcia na pierwszym roku.
– Chyba jednak nie wszystkie pana zarzuty pod adresem wyższych uczelni technicznych są słuszne. Pamiętam np. iż przedmiot ekonomia już dawno temu istniał w ich programach nauczania.
– Ekonomia – moim zdaniem – była raczej elementem indoktrynacji niż pragmatycznym przygotowaniem do rozwiązywania zadań ekonomicznych. Sam w trakcie studiów na politechnice nie dowiedziałem się, co to jest kodeks handlowy, spółka, bilans, rachunek wyników, strata, zysk itd. Nie miałem pojęcia o elementach zarządzania. A bez tej wiedzy nie sposób prowadzić poważnego przedsiębiorstwa. Korzystając więc z własnej wiedzy i doświadczeń innych krajów, postanowiliśmy tak ukształtować program naszej uczelni, by odpowiadał na wyzwania współczesności.
– Co w waszych programach zasługuje na specjalne podkreślenie?
– Uczelnia ma dwie specjalności: informatykę stosowaną i międzynarodowe stosunki gospodarcze. Ten drugi wydział będzie przygotowywać przyszłych działaczy gospodarczych dla kraju zjednoczonego z Europą. I jedni, i drudzy uczą się użytkowania komputerów na takim samym – bardzo wysokim – poziomie. To dziś podstawa, elementarz wszelkiej działalności gospodarczej.
– Jest pan spokojny o przyszłość swojej uczelni?
– Przyszłość uczelni zależy od różnych czynników. Nie na wszystkie mamy wpływ decydujący. Jeśli jednak polityka państwa będzie sprzyjać rozwojowi uczelni prywatnych – to jestem spokojny. Jeżeli natomiast będzie ona niesprzyjająca, wtedy bardzo trudno będzie utrzymać się na rynku.
– Macie szanse wygrać z innymi wyższymi uczelniami prywatnymi?
– Moim zdaniem – zdecydowanie tak! Nasza szkoła łączy nauczanie wiedzy czysto technicznej z ekonomiczną i humanistyczną, a tym samym przygotowuje takie kadry, jakie będą niezbędne po wstąpieniu Polski do UE.
– Pierwsi studenci pojawili się w tym roku. Kiedy wyjdą pierwsi absolwenci i jaki będzie ich status zawodowy?
– Absolwent wydziału informatyki opuści uczelnię z tytułem inżyniera; ci, którzy ukończą kierunek Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze, dostaną tytuł licencjata. W przyszłości – jestem przekonany – rozwiniemy nauczanie na poziomie magisterskim. Na kształceniu nie kończą się jednak nasze zamierzenia. Chcemy, aby nasi naukowcy podejmowali również prace badawcze. Ale to jeszcze nie wszystko. Moim zdaniem, poza dydaktyką i wkładem w rozwój nauki i badań kadra wyższych uczelni ma i trzecią powinność. Tę, która wynika z jej służebnej roli wobec społeczeństwa. I dlatego podjęliśmy współpracę z władzami lokalnymi. Gmina Wawer jest bardzo przychylnie nastawiona do szkoły. Będziemy podejmować szereg inicjatyw, które będą służyły środowisku lokalnemu. Chodzi o to, żeby absolwent był nie tylko doskonałym fachowcem, ale również człowiekiem zarażonym bakcylem społecznikostwa.
– Gdzie absolwenci pana uczelni mają szansę znaleźć pracę?
– Najprościej mówiąc – wszędzie tam, gdzie będzie komputer. A czy dzisiaj jest miejsce, gdzie nie ma komputera? Wszędzie więc są potrzebni szeroko wykształceni inżynierowie informatycy.
– A absolwenci Wydziału Stosunków Międzynarodowych?
– Będziemy starali się uczyć ich wszystkiego, co jest związane z handlem zagranicznym i przyszłą integracją europejską. Dyplom naszej szkoły winien więc być atrakcyjny zarówno dla młodych ludzi, jak i ich przyszłych pracodawców.
– Udało się panu zgromadzić kadrę naukową, która jest w stanie sprostać interdyscyplinarnym ambicjom uczelni.
– Nasi pracownicy wywodzą się z trzech różnych uczelni warszawskich: SGH, politechniki i uniwersytetu. Mamy kilkunastu profesorów i doktorów habilitowanych, którzy w swoich dziedzinach reprezentują najwyższy poziom wiedzy. To niezbędny warunek wysokiego poziomu uczelni. Szkoły prywatne zwracają szczególną uwagę na racje ekonomiczne, dla mnie to oczywiście też ważne. Jednak sprawą kluczową dla przyszłości szkoły jest jakość wiedzy absolwentów i to ona będzie przedmiotem naszej szczególnej troski.

* * *

Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna w Warszawie, której rektorem jest prof. dr hab. inż. Jerzy Kisilowski, powstała wspólnym wysiłkiem Instytutu Łączności w Miedzeszynie i grupy profesorów warszawskich uczelni. Kształci studentów w dwóch specjalnościach: informatyce stosowanej i międzynarodowych stosunkach gospodarczych. Pierwszy rok studiów rozpoczęło 250 studentów w trybie dziennym i zaocznym. Połączenie wiedzy nauczycieli akademickich i umiejętności praktyków z możliwościami wykorzystania techniki, jaką posiada Instytut Łączności, daje gwarancję dobrego przygotowania nowych kadr dla polskiej gospodarki.

Prof. dr hab. inż. Jerzy Kisilowski – rektor Wyższej Szkoły Techniczno-Ekonomicznej w Warszawie wręcza indeksy studentom rozpoczynającym pierwszy rok nauki.

 

Wydanie: 47/2001

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy