Iracki bilans

Iracki bilans

Decyzją rządu Polscy żołnierze pozostaną jeszcze rok w Iraku mimo sprzeciwu większości społeczeństwa

Polscy żołnierze pozostaną w Iraku kolejny rok. Motywując decyzję rządu – popartą przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego – Kazimierz Marcinkiewicz podkreślił, że o utrzymanie misji prosiły władze Iraku, irackie wojsko oraz sojusznicy z sił stabilizacyjnych. Premier zaznaczył również, że nie bez znaczenia był fakt przedłużenia, do końca 2006 r., mandatu ONZ dla wojsk koalicyjnych, stacjonujących w Iraku. „Lecz i tak była to decyzja trudna”, dodał Marcinkiewicz.
Musi w tym miejscu nieco śmieszyć poświąteczna debata rządu o naszej obecności, skoro już 23 grudnia „Fakt” cytuje premiera, który informuje, że w Iraku zostaniemy jeszcze rok.

Miliony w piasek

Co do tego nie można mieć żadnych wątpliwości. Większość opinii publicznej – a zatem i wyborców – konsekwentnie sprzeciwia się polskiemu udziałowi w „irackiej awanturze”. Misja sporo kosztuje, a obiecanych – jeszcze przez poprzednie ekipy i prezydenta – krociowych zysków jak nie było, tak nie ma. Jedyny beneficjent to Grupa Bumar, realizująca zamówienia na sprzęt o wartości 300 mln dol., lecz na tym kończą się korzyści płynące dla polskiej gospodarki. Za to w 2003 r. wydaliśmy na stacjonujący w Iraku kontyngent 143 mln zł. W 2004 r. jego utrzymanie kosztowało polski budżet 306 mln zł, miniony rok zaś ma się zamknąć wydatkiem rzędu 216 mln zł.
Gwoli rzetelności trzeba dodać, że nasze wydatki byłyby znacznie większe – wymienione sumy stanowią 40% wszystkich kosztów związanych z obecnością PKW w Iraku. MON płaci za wyposażenie, pokrywa też koszty osobowe; reszta odpowiedzialności, czyli koszty pobytu, logistyki i transportu, spoczywa na podatnikach z USA. Trzeba też zaznaczyć, że polska armia od lat już korzysta z finansowej pomocy USA. I że suma tegorocznych, rekordowych dotacji – 165 mln dol. – pokrywa znaczną część dotychczasowych polskich nakładów. Z drugiej jednak strony nie wolno zapominać o 800 mln zł, czyli kosztach zużytego i pozostawionego w Iraku sprzętu.

Problem rannych weteranów

Koszty materialne to nie wszystko – do tej pory zginęło w Iraku 17 polskich żołnierzy, a nie są to jedyne śmiertelne straty wśród osób narodowości polskiej. W 2004 r. w Bagdadzie zastrzelono dwóch byłych żołnierzy jednostki specjalnej GROM, którzy po odejściu ze służby pracowali dla amerykańskiej firmy ochroniarskiej Blackwater. Kilka dni temu natomiast jedna z gazet napisała o ponad 500 Polakach służących w US Army, którzy przewinęli się przez Irak, i spośród których przynajmniej dwóch poniosło śmierć. Mimo to liczba zabitych nie wydaje się duża, zwłaszcza gdy porównać ją ze stratami amerykańskimi (2,5 tys. żołnierzy). Dodać jednak należy, że zabici Polacy to niejedyni polegli żołnierze dowodzonej przez nas wielonarodowej dywizji. Cała MNDCS straciła 61 żołnierzy – poza Polakami 18 Ukraińców i 13 Bułgarów, reszta to wojskowi ze Słowacji, Tajlandii, Hiszpanii, Salwadoru, Łotwy, USA, Węgier i Kazachstanu.
A ofiary to nie tylko zabici. Do tej pory wydarzyło się w Iraku ponad 700 wypadków i zdarzeń, w których ranni bądź kontuzjowani zostali polscy żołnierze. Ponad 40 miało miejsce podczas sytuacji bojowych. Zdecydowana większość żołnierzy wróciła bądź wraca do pełnego zdrowia, nie zmienia to jednak faktu, że iracka misja obnażyła nasze nieprzygotowanie do problemu licznej grupy rannych weteranów. W prasie co rusz pojawiają się relacje żołnierzy, którzy – jako kalecy – czują się porzuceni przez armię. Wiele kontrowersji wywołują kwestie odszkodowań i ich wysokości. Bywa, że wojskowi decydują się oddać sprawy do sądu. Włodzimierzowi Wysockiemu z Koszalina armia chciała wypłacić 22 tys. zł. Wysocki, ranny w oba uda, udowodnił, że powinno być o 30 tys. zł więcej. Sądy dwóch instancji przyznały mu rację.

Gest najbogatszych

We wrześniu 2003 r. MNDCS liczyła 9 tys. żołnierzy z 21 krajów, w tym 2,5 tys. Polaków. Dziś w jej szeregach służy 2250 wojskowych z 11 państw – kilka dni temu Irak opuściły najliczniejsze, obok polskiego, kontyngenty MNDCS z Ukrainy i Bułgarii. Dywizja staje się więc coraz mniej wielonarodowa i coraz mniejsza, zwłaszcza że kolejna zmiana PKW ma liczyć 900 wojskowych. Po co Amerykanom taka garstka żołnierzy (w zestawieniu ze 150-tysięcznym kontyngentem US Army)? Jest oczywiste, że nie chodzi tu o liczbę żołnierzy i ich profesjonalne umiejętności, ale o podtrzymanie wizerunku wielonarodowości koalicji. Tylko czy Polska – biorąc pod uwagę dotychczasowy bilans i niepewne koncesje, obiecane naszym firmom – powinna się angażować w tego rodzaju działania?
Polscy żołnierze zajmują się szkoleniem irackiej armii i policji. I robią to z bardzo dobrym skutkiem, tym samym przyczyniając się do stabilizacji tego kraju. Można by przyjąć, że jest to wystarczający powód obecności naszych wojsk w Iraku. Gdyby nie to, że na tego rodzaju gesty stać tylko najbogatszych.

 

Wydanie: 1/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy