Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Z  wielką pompą otworzyliśmy ambasadę w Brukseli. Był premier, byli wszyscy najważniejsi. Media poinformowano, że kupno budynku, w którym jest ambasada, kosztowało Polskę 19,5 mln euro. I że wcześniej była to siedziba dyrekcji generalnej poczty belgijskiej. Nie poinformowano ich za to, ile kosztowały prace remontowo-adaptacyjne. No i że na parterze jest siedziba poczty, więc ambasada nie spełnia natowskich norm bezpieczeństwa.
Inne informacje media znalazły same – że budynek to biurowiec i że liczy sześć pięter. I że sam premier Tusk mówił, słusznie notabene, że urodą nie grzeszy.
Ale media miały inne zdanie. Wiadomo, co duże i błyszczące – to wielu dziennikarzom się podoba.
A jeżeli jesteśmy przy „dużym”, warto zauważyć, ilu dyplomatów będzie w nowej ambasadzie pracować. Oficjalna informacja jest taka, że będzie to 200 osób, a na czas prezydencji ta liczba wzrośnie do 300. A ponieważ powierzchnia nowej ambasady wynosi 10 tys. m kw.,
łatwo policzyć, że w czasie prezydencji na jednego urzędnika przypadać będą 33 m kw. A w „normalnych” czasach będzie to 50 m kw. Znaczy się, po ambasadzie będzie hulał wiatr, my zaś będziemy płacić za jego podgrzewanie.
Dodajmy do tego jeszcze jedno – jeśli chodzi o Brukselę, łatwo można się zagubić, próbując liczyć, ile posiadamy tam nieruchomości. Oprócz nowej ambasady przy UE mamy jeszcze starą ambasadę przy UE, która w przeciwieństwie do swej następczyni posiada interesującą architekturę i leży na ładnej działce. Nawiasem mówiąc, wynalazł ją dla Polski były ambasador przy UE Jan Kułakowski, który wcześniej przez lata całe mieszkał w Brukseli. Ambasadę uroczyście otwierano w roku 1998, no i proszę, jak szybko się zestarzała.
W Brukseli mamy też ambasadę przy NATO, ambasadę w Królestwie Belgów, Instytut Polski i konsulat, no i parę rezydencji. Co też jest kłopotliwe, bo okazało się, że ambasador przy Unii Jan Tombiński nie mieści się, z uwagi na wielodzietną rodzinę, w przyznanej mu rezydencji, więc trzeba było wynajmować mu większą.
Jeżeli więc wyliczamy nieruchomości, które Polska ma w Brukseli, warto zapytać, czy jest w tym jakiś umiar. Czy ktoś policzył, ile to kosztuje? Czy był sens inwestować w wielki budynek, czy nie lepiej byłoby na czas prezydencji odpowiednią powierzchnię biurową wynająć i kontentować się ambasadą skrojoną na miarę?
Że tak można, świadczą przykłady z innych stron świata. Otóż na czas prezydencji przygotowana jest powiększona ambasada w New Delhi. Wiadomo, musi być to duża powierzchnia, chociażby na oficjalne spotkania ambasadorów UE. Ale jest już postanowione, że po sześciu miesiącach urzędowania oddamy tę część Unii, że będzie mieścić się tu ambasada Unii Europejskiej w Indiach.
Zarobimy więc na tym. I dodatkowo zaoszczędzimy – bo nie będziemy musieli utrzymywać zbędnej powierzchni.
Ale takie pomysły trafiają się w MSZ rzadko. Co przypomina szkielet opuszczonej ambasady RP w Berlinie.
Attaché

Wydanie: 24/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy